„Czas to pieniądz”.

Truizm?

Powszechnie lubiana, bezrefleksyjnie powtarzana, półprawda?

A może coś w tym jest?

Może nie jest to tak błahe i banalne, jak nam się wydaje.

A może to znaczy coś całkowicie innego niż nam się wydaje?

Tak sugeruje książka harvardzkiej profesorki Ashley Whillans.

Czas i pieniądz są w pewnym stopniu podobne.

Można je zmierzyć.

Obu mamy za mało.

Przeznaczone na coś, nie mogą być wykorzystane na nic innego.

Obu też chcemy więcej.

Nierzadko są wymienne; muszę poświęcić czas by zyskać pieniądze, albo wydać pieniądze by zyskać czas.

Ale różnice też są ważne.

Jeżeli żyjesz w bogatym kraju istnieje 80% prawdopodobieństwo, że należysz do najuboższych ludzi na świecie. Jesteś ubogim jednak nie w sensie materialnym, ale ubogim w czas.

Coraz częściej jeżeli masz czas to nie masz pieniędzy, a gdy masz pieniądze to nie masz czasu. Po raz pierwszy w historii obserwujemy, że ludzie otrzymujący wyższe wypłaty spędzają na wykonywaniu pracy więcej niż ci których wynagrodzenie jest niższe.

W ekonomii czas i pieniądz to zasoby, za które możemy coś kupić.

W ekonomii szczęścia, zarówno czas, jak i pieniądz to tylko środki, które wykorzystujemy do tego by osiągać szczęście.

W zależności od tego jak wykorzystam czas będę bardziej lub mniej szczęśliwy. A zatem miarą mądrości jest robienie tych rzeczy, które dają najwięcej zadowolenia (niekoniecznie przyjemności!). Tym bardziej, że nikt z nas, niech zabrzmi to dramatycznie, nie wie ile czasu nam zostało.

Tykanie zegara mierzy mój najcenniejszy zasób. Wiem to, ale nie traktuję tego poważnie.

O ile czas się kończy, o tyle bogactwo zawsze może być większe.

Wybierając dążenie do wzbogacenia, a badania pokazują że ludzie robią to bez względu na to, jak bardzo są bogaci; wyruszamy w wędrówkę, której końca nie możemy zobaczyć.

To różnica, która powinna być podstawowym kryterium każdej decyzji, i która czyni czas naszym najcenniejszym zasobem.

Wykorzystując tygodnie, miesiące, lata na dążenie do celów, które kiedyś, w przyszłości, ewentualnie, może, w danych okolicznościach, przyniosą nam spełnienie w końcu umieramy z biletami lotniczymi na wymarzoną podróż schowanymi w kieszeni.

Poświęcamy najlepsze lata naszego życia, grzęznąc w błędnym przekonaniu, że jutro będzie inaczej.

Nie teraz.

Potem.

Jak będę miał czas.

Aby pomóc nam dostrzec prawdziwą wartości każdej chwili harvardzka profesorka Ashley Wihllans stworzyła ciekawą miarę: DOLARY SZCZĘŚCIA.

Dolary szczęścia mówią nam o tym, ile musielibyśmy więcej zarabiać by osiągnąć wzrost szczęścia, odpowiadający określonemu sposobowi wykorzystania czasu.

Przykładowo: jeżeli będę regularnie uprawiać sport zwiększę moje szczęście, wartość „dolarów szczęścia” powie mi ile musiałbym więcej zarabiać by osiągnąć ten sam efekt.

Pamiętając o ograniczeniach metodologicznych (np. efekt jest mierzony przy założeniu uzyskiwania średniego wynagrodzenia) i różnicach ekonomicznych (no jednak dolar w Ameryce to co innego niż w Polsce); warto spojrzeć na wyniki kalkulacji:

· 1 800 $ szczęścia  tyle warte jest 30 minut dziennie przeznaczane na aktywny wypoczynek. To może być spacer, bieganie, gimnastyka ale można też być aktywnym społecznie np. wolontariat. Niezliczone badania potwierdzają tę zależność. Osoby, które ćwiczą kilka razy w tygodniu, przez co najmniej pół godziny, są o 30% bardziej skłonne uważać się za szczęśliwe, niż ci którzy ćwiczą mniej.

· 3 600 $ szczęścia warte  jest delektowanie się posiłkami, zachwycanie pogodą, obrazem bawiących się dzieci, muzyką etc. Skupianie się na tym co robimy i czerpanie z tego radości, to forma uważności, sposób na odsunięcie od siebie myślenia nastawionego na efektywność. To również zachwyt na tym, co niedoskonałe, codzienne, zwyczajne.

· 4 400 $ szczęścia uzyskamy korzystając z wakacji. Wyniki badania z 2017 wskazują, że ponad połowa polskich pracowników nie wykorzystała w pełni przysługującego im urlopu; przeciętnie zostało nam 10 niewykorzystanych dni. Bardzo podobnie postępują Amerykanie. Tymczasem skorzystanie z 8 dni urlopu rocznie więcej niż wynosi średnia dla wszystkich, daje w efekcie wzrost szczęścia równy podwyżce wynagrodzenia o 4,4 tysiąca dolarów miesięcznie.

· 18 000 $ szczęścia wart jest outsourcing najbardziej nielubianych czynności. Warto zastanowić się nad tym, by zapłacić komuś za robienie czegoś czego nie lubimy robić. To oczywiście wydatek ale jak pokazują coraz liczniejsze badania bardzo produktywny jeżeli chodzi o szczęście. Wydając pieniądze na ‘zaoszczędzenie’ sobie czasu, płacąc za sprzątnie czy koszenie trawnika, nie tylko pozbywamy się tego co dla nas nieprzyjemne, ale też zyskujemy czas na robienie rzeczy przez nas pożądanych. Już wydanie 40$ na coś co oszczędza nasz czas przynosi większy wzrost naszego szczęścia niż zakup za tę samą sumę jakieś rzeczy materialnej. Powiedzmy, że nie lubię robić gruntownych porządków, co zajmuje mi 3 godziny tygodniowo. Płacąc komuś by robił to za mnie zyskuję 3 godziny przez 52 tygodnie w roku a to się sumuje do 156 godzin rocznie czasu, w którym nie śpię i mogę robić to, co przynosi mi prawdziwą radość.

· 20 700$ szczęścia daje nam życie w zdrowej i szczęśliwej relacji z partnerem. A to kolejny powód by stawiać na pierwszym miejscu relacje społeczne. Można to powiązać z poprzednią kategorią – outsourcingiem; kupowanie czasu sobie lub partnerowi i przeznaczanie go na bycie razem przynosi więcej szczęścia niż kupowanie podarunków. Tworzenie i utrzymywanie relacji z innymi daje nam poczucie przynależności, bycia ważnym dla innych, podwyższa zdolności poznawcze a przede wszystkim jest źródłem szczęścia. Whillans wyliczyła, że codzienne spędzanie nawet odrobiny więcej czasu z rodziną i przyjaciółmi sprawia, że szczęście przeciętnego Amerykanina może wzrosnąć tak bardzo jak przy podwyższeniu rocznego dochodu o 108 tysięcy dolarów. "To nie w kij dmuchał", jak mawia mój ojciec, zważywszy na fakt, że zdecydowana większość Amerykanów zarabia mniej niż 50 tysięcy dolarów rocznie. Oczywiście zmiana będzie największa w przypadku osób, u których pozycja: „czas dla przyjaciół i rodziny” wskazuje zero. Jeżeli już jesteś osobą bardzo aktywną towarzysko dodawanie kolejnych minut na podtrzymywanie relacji przyniesie mniej wyraźny wzrost szczęścia.

Warto pamiętać, że w tego typu wyliczeniach liczby są niedokładne, a dane to tylko jakiś sposób zobrazowania tego, co jest dla ludzi ważne.

literatura: Ashley Whillans "Time smart"