Work, care, and gender. The science of (un)happiness

“This book is not addressed to the learned, or to those who regard a practical problem merely as something to be talked about,” with this sentence English philosopher Bertrand Russell began The Conquest of Happiness and it has become an inspiration for me and a starting point for my analysis. Staying true to Russell's ideas, I have written a book which—I believe—can be addressed to all (scholars as well) who are interested in happiness and how it can be achieved. I have placed my considerations on happiness in the areas we all know: family, marriage, children and gender.

When writing the book I surfed through Internet forums and analysed the results of scientific studies in order to scrutinise Russell's seven causes of unhappiness: competition (when investing in children), boredom (of doing housework), fatigue (of double shift), envy and comparisons of mothers, males’ sense of sin, persecution mania and new fathers’ fears of public opinion. Let's be honest: my findings are not always nice. Not infrequently, the results of scientists' work contradict what we believe. Read it only if you are ready to face new and unexpected.

do pobrania for free ze strony wydawnictwa

https://wydawnictwo.ue.poznan.pl/book.html?isbn=978-83-8211-075-3

PRACA, OPIEKA, PŁEĆ. Nauka o (nie)szczęściu

Wydawnictwo Cedewu, 2019

Posłuchaj fragmentów książki:

Kiedy można powiedzieć, że kobieta jest dobrą matką? Intuicyjnie jest to możliwe do określenia, ale czy obiektywnie również? Niepewność, co do standardów skłania do ich poszukiwania, często w niezbyt właściwym miejscu. I tu na scenie pojawiają się Instamatki; boginie jakości opieki nad dzieckiem, które nie tylko ustalają standardy, ale też identyfikują i kształtują kryteria oceny. A w efekcie kreślą linie oddzielające dobre matki od złych. Wobec niemożności określenia jasnych, absolutnych i obiektywnych kryteriów oceny, perfekcyjne kobiety z idyllicznych obrazków, nierzadko stanowią ważny punkt odniesienia w dokonywaniu samooceny. Instamatki są zawsze cierpliwe, wyrozumiałe, łagodne dla swoich dzieci. Gdy maluch nie chce czegoś zrobić, stosują wymyślne strategie przekonywania, zamiast po prostu je przekupić lub im zagrozić. Swoje dzieci karmią tylko naturalnymi produktami, żadnych fastfoodów, tłuszczów nasyconych i glutenu. Nie trzeba dodawać, że każdego dnia gotują obiad w domu, który serwują w bajecznie rozświetlonej słońcem jadalni. Zawsze mają zrobione pranie. Wyprasowane i poskładane ubrania leżą karnie na półkach, podłoga jest lśniąca, łóżka zaścielone. A wszystko to wygląda tak prosto i naturalnie, a przy tym jest osiągane z łatwością.

(fragment rozdziału: Zazdrość. Porównania)

Książka Piotra Michonia wypełnia pewną istotną lukę na polskim rynku wydawniczym, omawia bowiem kwestie związane z opieką, powołując się głównie na literaturę naukową z zakresu psychologii, filozofii, ekonomii czy socjologii, ale napisana jest z myślą o szerszym odbiorcy. Lektura obowiązkowa (...) dla osób zajmujących się rozważaniami nad opieką, ale również dla (...) rodziców. Książka ta pozwala bowiem na zweryfikowanie swojej roli, jako opiekuna/opiekunki, ale i na refleksję nad swoimi zachowaniami.

Z recenzji dr hab. Anny Zachorowskiej-Mazurkiewicz, Uniwersytet Jagielloński

Zamów na stronie wydawnictwa


Ekonomia szczęścia

2010

Przyjęliśmy też, że im więcej dóbr i usług konsumujemy tym więcej czerpiemy użyteczności, a maksymalizowanie użyteczności jest naszym celem. Potem zamknęliśmy nasze ustalenia w ramach skomplikowanych i o wysublimowanych modelach matematycznych, i otrzymaliśmy "człowieka który nie istnieje" ale którego zachowanie możemy w dużej mierze przewidywać. Hegemonia ekonomii w wyjaśnianiu zachowań człowieka, z którą mieliśmy do czynienia w ostatnim półwieczu pokazuje, że jej teoria i uzyskiwane rezultaty zyskały uznanie nie tylko wśród przedstawicieli tej dziedziny nauki. Warto podkreślić dwie rzeczy: po pierwsze, nawet jeżeli ekonomia wyjaśnia wiele to nie wyjaśnia wszystkiego; po drugie, nawet ekonomiści nie są tak naiwni by wierzyć iż homo oeconomicus jest człowiekiem żyjącym naprawdę.

(...) Tradycyjną potrawą w Chinach są "śmierdzące jajka" - przysmak wielu mieszkańców Państwa Środka, kulinarna katorga dla większości europejczyków. Ugotowane jajko zakopuje się w ziemi na 6-8 tygodni, posypuje jakimiś miejscowymi specyfikami, a następnie zjada. Nie myśl o tym jak to pachnie i smakuje. Wystarczy, że o tym piszę a już na twarzy pojawia mi się grymas
odrazy. Teraz załóżmy, że w Chinach goszczą ekonomista-żółtodziób i ekonomista-stary-wyga, obaj rodem z Ameryki. Ten drugi widząc "śmierdzące jajka" składa propozycję pierwszemu: jeżeli zjesz jedno jajko otrzymasz ode mnie 1000 dolarów. Po krótkim namyśle żółtodziób zjada, w końcu tysiąc zielonych to spora sumka. Chwilę później ma miejsce sytuacja odwrotna, propozycja jajko za 1000 dolarów wypływa od żółtodzioba. Ekonomista-stary-wyga przełamuje się i zjada. Po zakończeniu konsumpcji żółtodziób mówi: "słuchaj, obydwaj mamy tyle samo pieniędzy co wcześniej, obydwaj zjedliśmy smroda; jakoś nie widzę by nasza sytuacja się polepszyła." Na co doświadczony ekonomista rzecze: "Tak to prawda, ale przeoczyłeś fakt, że uczestniczyliśmy w wymianie wartej 2000 dolarów".

Pobierz w formacie PDF