Wylądowałem na lotnisku w New Delhi.

Poranek.

Jeden z tych, gdy przybywając z mroźnej zimy zanurzamy się w rześkiej obietnicy nadchodzącego upału.

Jeden z tych, gdy po  kilkunastu godzinach przeklinania długich nóg i Newtona, którego wymysły przyciskały mnie do siedzenia, ciało zostaje zaskoczone jakąkolwiek aktywnością.

W końcu jeden z tych, gdy dolegliwości ożywionej materii moich żył, mięśni, kości  i podrobów nie są w stanie powstrzymać ekscytacji napędzanej zapachami, kolorami, dźwiękami.

My friend welcome to India.

Where are you from?

Poland? I have many friends from Poland.

Come to my taxi. Good driver. Cheap.

Krótka wymiana uprzejmości kończąca się ustaleniem zawyżonej stawki za przejazd.

Czarny ambasador z żółtym dachem.

Wsiadam.

Trochę się zmieniło od czasu, kiedy tu byłem ostatni raz.

Po wyjechaniu z lotniska wąska droga przekształca się w szeroką arterię. Możliwe, że w ciągu dnia płyną tędy strumienie pojazdów. Teraz kiedy wschodzi słońce na czterech nitkach w każdą stronę spotkać można pojedyncze wehikuły: dominują tuk-tuki, rozpadające się rowery i taksówki. Jezdnia jest nowa albo, jak wiele rzeczy w Indiach, wygląda po prostu tak jakby ciągle jeszcze była w budowie. Dużo cementu, szary pył, ziemia koloru stepu.

Od czasu do czasu, tuż za krawężnikiem grupka ludzi owiniętych w koce i pledy siedzi w przykucu nad małym ogniskiem. To robotnicy.  Za chwilę ruszą do pracy. Będą zabudowywać przestrzenie, przed którymi  kiedyś staną ochroniarze po to by uniemożliwić im wejście.

Jadę w kierunku Paharganj.

Dopiero po kilkunastu minutach natrafiamy na światło, którego czerwień skutecznie nas zatrzymuje.

Spoglądam przez okno na coś, co w Europie nazwalibyśmy pasem zieleni. Tutaj to raczej odsłonięta, żółtawa gleba przy obfitych opadach zmieniająca się w kleiste błoto.

I wtedy je widzę.

Jedno, drugie trzecie.. doliczyłem się siedmiorga.

Najmłodsze, ubrane tylko w podartą koszulkę i brud, chwiejnie stało przytrzymując się prowizorycznego płotu, za którym jeździły samochody. Na tym ogrodzonym jakimiś  resztkami z budowy kawałku ziemi pomiędzy dwoma ulicami, mieszkała cała rodzina. Na ich dobytek składało się kilka  pokrytych sadzą naczyń, prowizoryczny namiot  z folii, jakieś podarte koce i resztki ubrań.

- Kim oni są? - pytam taksówkarza.

- To ludzie, którzy dopiero teraz przybyli do Delhi, Sir. Rolnicy.  No money. No job. Thousands coming every year.

Gdzieś podświadomie liczę na to, że racjonalne wytłumaczenie pozwoli mi złagodzić efekt tego co zobaczyłem. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że ten obraz zostanie ze mną na zawsze. Karmione własnym ojcostwem emocje były zbyt silne by zapomnieć. Jedno z moich dzieci, również uczyło się chodzić. Było czyste, nakarmione, radosne.

Wyobraziłem sobie je w tym miejscu.

I wtedy poczułem się wybrany. Po raz kolejny uświadomiłem sobie, jak dużo szczęścia w loterii urodzeń mieliśmy my mieszkańcy bogatych krajów, ale też jak małe i nieznaczące są moje problemy i jak bardzo nie doceniam, tego co mam.

Mentalne odejmowanie

Docenianie. Nie wiem jak Ty, ale ja jestem w tym beznadziejny. I wcale nie chodzi tu o mityczne zabieganie, pęd i brak chwili na refleksję. Po prostu nie myślę o tych wszystkich ludziach, rzeczach i doświadczeniach, które sprawiają, że moje życie po prostu się toczy. Takie chwile jak ta w Indiach, przypominają, uświadamiają, wymuszają emocjonalne zamieszanie. Nie trzeba jednak lądować w New Delhi czy w Mumbaju, by nauczyć się uznawać wartość tego, co mamy. Psychologowie wymyślili proste ćwiczenie. Aby coś docenić wystarczy wyobrazić sobie, że to tracimy. Ta technika  doczekała się swojej nazwy: “mentalne odejmowanie”. W jednym z badań wykazano, że zastanawiając się nad tym jak wyglądałoby nasze życie bez zdrowia, mieszkania w bezpiecznej okolicy, wsparcia ze strony innych ludzi czy własnych osiągnięć; efektywniej budujemy nasze szczęście niż wyobrażając sobie pozytywne zdarzenia, które mogłyby polepszyć naszą sytuację.

W tym samym badaniu przyglądano się wpływowi odejmowania mentalnego na ocenę związku. Osoby, które  poproszono o wyobrażenie sobie życia bez partnera, z którym pozostawały w romantycznej relacji, w efekcie oceniały swoje zadowolenie z bycia w parze wyżej, niż ci których o to nie proszono.

Jak pokazują moje indyjskie doświadczenia, aby docenić to co mamy nie musimy tracić sami. Czasami wystarczy obserwacja tych, którzy są czegoś pozbawieni. Skutecznym sposobem uczenia się doceniania tego, co mamy może być więc pomaganie innym ludziom, których sytuacja jest gorsza od naszej.

Przyznaję się, kiedy ciągnąłem moich studentów do pracy w organizacjach pozarządowych w Indiach, Kambodży i Laosie -  moim  głównym celem było wzmocnienie ich wrażliwości i nauczenie doceniania, tego co mają.

Przyznaję się. Kiedy dzisiaj pomagam zbierać pieniądze na leki dla bardzo chorego dziecka, niemal codziennie nachodzi mnie refleksja, jak to dobrze, że moje dzieci są zdrowe.

Ekonomia Szczęścia zbiera dla Ani Orłowskiej
wpłać 5 złotych - bedzie 5 złotych mniej do uzbierania
Zachęcam do wspierania zbiórki. Piotr Michoń

Skupieni na szukaniu nowych rzeczy, co zwykliśmy nazywać postępem, a nie, sorry, postęp jest passe; progresem, najzwyczajniej w świecie omijamy teraźniejszość. Marząc o tym, co możemy zyskać w przyszłości lub rozdrapując przegapione okazje z przeszłości, skutecznie eliminujemy z naszego życia “tu i teraz”.

Spędzamy dużo czasu, koncentrując się na braku.

Skupiamy się na tym, by być, robić i mieć więcej niż to, co już mamy.

Ślepniemy na wszystko, czym już jesteśmy.

Dlaczego tak się dzieje?

Dlaczego coś o czym marzyliśmy w przeszłości, a co teraz jest teraźniejszością, tak bardzo traci na wartości?

Adaptacja

Niektóre rzeczy uznajemy za pewniki.  Nie zastanawiamy się nad nimi bo zawsze były i zawsze będą. Jak w starym kawale, w którym dziecko przez kilka lat nie mówiło, i kiedy rodzina pogodziła się z tym, że jest nieme, któregoś dnia przy obiedzie zapytało:

- A gdzie kompot?

- Synku ty mówisz? Dlaczego nigdy nie mówiłeś?

- Bo zawsze był.

Sprowadzanie wszystkiego do poziomu pewnika jest wyraźnie połączone z dobrze rozpoznanym w psychologii i ekonomii zjawiskiem adaptacji hedonistycznej. Tak jak oko przyzwyczaja się do zmiennych warunków oświetlenia, tak samo my przyzwyczajamy się do zmian. Gdy coś jest nowe i wyczekane: cieszy. Z czasem jednak  powszednieje, a my  znowu szukamy czegoś, co mami obietnicą trwałości doświadczeń. Przypomnij sobie tę ekscytującą świeżość pierwszych chwil, kiedy podróżujesz. Co się dzieje po kilku dniach? Doznania tracą swoją sensoryczną moc. Genialna plaża jest plażą, cudowne góry stają się ładnym widokiem, a smak potraw; “cóż nabrałem już ochoty na pierogi ruskie, a nie w kółko ta włoska pizza”. Mózg traci zainteresowanie stanem i koncentruje się na zmianach.

Syndrom "brania za pewnik" obserwujemy doświadczając rodzicielstwa. Będąc rodzicem łatwo skupić się na tym co złe, obciążające, trudne i wymagające. Nie znam rodzica, który jak w baśniach braci Grimm, nie chciałby czasami wysłać dzieci do lasu na poszukiwanie grzybów z nadzieją, że natrafią na domek z piernika. Z partnerami nie jest lepiej.

Czy myślał pan kiedyś o tym żeby się rozwieść?

Rozwieść? Nie. Ale zdarza mi się zastanawiać, gdzie najlepiej ukryć zwłoki.

To (mam nadzieję) normalne, zawsze są złe chwile i podłe doświadczenia. Jednak zastanówmy się: O czym będziemy myśleć, gdy usłyszymy złą wiadomość od pediatry? Jak zareagujemy, gdy żona lub mąż odejdą? Do czego będziemy tęsknić, gdy starość będzie eliminować małe elementy naszej codzienności?

Namawianie do doceniania teraźniejszości może być nieskuteczne, jak słowa rodziców nad niedojedzonym obiadem: “A dzieci w Afryce nie mają co jeść”. Do tego jeszcze dochodzi: “ciesz się tym co masz”, do którego zdążyliśmy się już zaadaptować.

Nie jestem pierwszym, który napisze o tym, że to bywa trudne. Nie radzimy sobie. Cieszyć się z ciepłej herbaty? Łóżka pod dachem, który nie przecieka? Obecności dzieci przy obiedzie? To naiwne. Czasami krępujące i wbrew społecznym oczekiwaniom by sięgać dalej, wyżej, głębiej.

Niektórym z nas przychodzi to łatwiej, innym trudniej. Są ludzie, którzy cenią piękno i dobro wszędzie tam gdzie się ono znajduje; szczególnie w rodzinie i wśród przyjaciół. Na przeciwnym końcu możemy znaleźć tych, którzy wydają się nie dostrzegać pozytywnych aspektów swojego życia i traktują wszystko za coś oczywistego.

Skupienie uwagi na tym co się ma, przeciwdziała skłonności do przyjmowania pozytywnych aspektów własnego życia za pewnik; rodzi też zachwyt w odpowiedzi na piękno, naturę, innych ludzi i samo życie. Zgodnie z tym, co mówią psychologowie, niektórzy filozofowie i przywódcy duchowi, potrzebujemy rytuału i praktyki po to, aby przypominać sobie o konieczności zauważania i doceniania pozytywnych aspektów naszego życia. Skupianie się na nich odciąga nas od wspominania negatywnych wydarzeń z przeszłości lub martwienia się o przyszłość.

„Bądź wdzięczny za to, co masz, w końcu będziesz mieć więcej. Jeśli skoncentrujesz się na tym, czego nie masz, nigdy, przenigdy nie będziesz miał dość”. — Oprah Winfrey

Naukowcy udowodnili, że osoby, które przeżyły bardzo trudne chwile w swoim życiu, często cechuje silniejsza skłonność do doceniania każdej chwili. Negatywne doświadczenie z przeszłości zmienia perspektywę, stanowi nowy punkt odniesienia, a w efekcie nadaje wartość "zwykłym" doświadczeniom. Gdy wydarzy nam się coś złego, zostajemy wytrąceni z przekonania, że różne rzeczy na zawsze pozostaną takie, jakie są dzisiaj.

Perspektywa potencjalnej straty lub doświadczenia jakichś przeciwności zwykle wzmacnia naszą skłonność do doceniania tego co posiadamy.

(Zobacz artykuł o stracie: Unikanie straty. Dlaczego lepiej nie zgubić 100 złotych...).

Przykładowo: studenci ostatniego roku okazują się bardziej doceniać możliwość studiowania niż ich pierwszoroczni koledzy. Czekająca tuż za drzwiami zmiana oznaczająca koniec pewnego okresu sprawia, że bardziej doceniamy to co mamy.

Zgodnie z innym ujęciem promowanym przez Barbarę Fredrickson, docenianie jako doświadczenie pozytywnych emocji, pełni jeszcze jedną bardzo istotną rolę: silnie sprzyja budowaniu indywidualnych zasobów.

Doceniając to, co mamy, zmieniamy samych siebie!

Stajemy się bardziej: kreatywnymi, kompetentymi i i odpornymi na przeciwności. Polepsza się nasze zdrowie i relacje z innymi ludźmi.

Przekonani?

Mam nadzieję, że docenicie ten artykuł.