Gdy Bóg przyjmuje ofiarę Abla, a odrzuca ofiarę Kaina, ten zabija swego brata. Chory z zazdrości Otello uśmierca Desdemonę. Zazdrosna o Zeusa Hera wkłada węże do kołyski Heraklesa. To zazdrość była przyczyną wybuchu wojny trojańskiej. Filozof Bertrand Russell nazywał ją nieszczęśliwą stroną natury ludzkiej. Święty Paweł pisał, że prawdziwa miłość nie zazdrości, a Szekspir widział w zazdrości zielonookiego potwora. Zazdrość, skąd się bierze związane z nią cierpienie i czy nie ma w niej nic dobrego?

Kiedyś słyszałem historię o pewnym rybaku, który dwa różne gatunki krabów, trzymał w dwóch różnych wiadrach, ale tylko jedno z nich było zamykane przykrywką od góry. Zapytany o przyczynę, rybak wyjaśnił: w wiadrze bez przykrywki, są kraby, które gdy zobaczą, że któryś z nich znalazł sposób by wyjść, ściągają go w dół. Z kolei w wiadrze z przykrywką są kraby, które zauważywszy, iż jeden z nich próbuje się wydostać, robią wszystko by mu pomóc. Na te trzeba uważać.

Ten przykład pokazuje paskudne oblicze zazdrości: zawiść. Uczucie niskie i podłe. Odczuwając ją nie tyle chciwym okiem patrzymy na to, co mają inni, ile pragniemy by inni tego nie mieli tak dużo. To rozkosz psiapsiółki, która sama nie mając chłopaka, udając smutek i oburzenie na tych strasznych facetów, z upojeniem wsłuchuje się w szloch koleżanki, której związek właśnie się rozpadł. Zawiść jest wtedy gdy posiadanie jest najlepszym doświadczeniem, ale wkurzanie tych, którzy mają a my nie mamy jest na drugim miejscu.

Zawistni mogą być też ludzie posiadający niemal wszystko. Pies ogrodnika, zazdrosny kochanek, czterolatek, który właśnie teraz, koniecznie, bezwzględnie, musi mieć zabawkę, po którą nie sięgał przez ostatnie pół roku, tylko dlatego, że inny małolat chce się nią bawić. To zawiść. Siła, która sprawia, że kraby w wiadrze bez przykrywki, ściągają w dół tych, którym mogłoby się udać wyjść na zewnątrz, a ludzie robią innym jeszcze gorsze świństwa.

Jednak zazdrość ma też inną formę. Jest nią ambicja. Przynajmniej tak nazywał ją Arystoteles. W ocenie tego filozofa, ambicja jest uczuciem szlachetnym; to przykrość odczuwana dlatego, że inni mają już cenione przez nas dobra, a my jeszczeich nie mamy. Słowo jeszcze jest tu kluczowe; niesie ze sobą nadzieję i motywację.

Zazdrość, tak jak ją najczęściej widzimy, jest nieracjonalna, złośliwa i nieroztropna. A przy tym, czujemy, że powinniśmy się wstydzić, że ją odczuwamy. To społecznie nieakceptowane cierpienie dlatego, że ktoś ma, a ja nie mam. Bycie określonym  mianem zawistny czy zazdrosny nikomu chwały nie przynosi. Choć w społecznej ocenie to zawiść, a nie arystotelesowska ambicja zasługuje na pogardę, każdy rodzaj zazdrości zmniejsza nasze szczęście. Nawet hedoniści dostają łupnia. W tradycji chrześcijańskiej zazdrość jest jednym z siedmiu grzechów głównych, a tym co ją wyróżnia, jest to że jako jedyna nie daje grzeszącemu radości. Popełniam grzech nieczystości rozkoszując się seksem, ulegając łakomstwu obżeram się czekoladą i nasiąkam alkoholem; śpię do południa by wstać i nic nie robić – niech żyje słodkie lenistwo, raduję się posiadając więcej i więcej, bo chciwy ze mnie typ. W każdym przypadku pojawia się odrobina przyjemności. Tylko odczuwanie zazdrości nie daje nic. Nie ma grama rozkoszy w jej odczuwaniu a jedynie: rozpacz, moralny kac, złość, smutek.

Zazdrość zdecydowanie nam nie sprzyja. Nie tylko sprawia, że chcemy by nieszczęście przytrafiło się innym, ale sami też jesteśmy nieszczęśliwi. Zamiast cieszyć się tym, co mamy, taplamy się w bólu tego, czego nam brakuje. Nie ma pięknej pogody, cudownych widoków, radosnych uśmiechów ludzi obok, gdy on jest lepszy ode mnie, ona ładniejsza, a ich dzieci mądrzejsze od moich. To czego zazdrościmy jest dla nas najważniejsze.

A jednak cierpienie z powodu zazdrości nie ma swojego źródła po prostu w tym, że inni mają coś czego nam brakuje. Tym co szarpie duszę zazdrośnika jest nieznośne poczucie niższości, frustracja bycia gorszym. Osiągnięcia innych traktujemy jako punkt odniesienia, miarę własnej wielkości, lub raczej małości.

W „Retoryce” Arystoteles pisał: „Zawiść jest to przykrość odczuwana w związku ze szczęściem równych nam ludzi”. Powodem bólu wywołanego zawiścią jest po części świadomość, że to co osiągają inni, podobni do nas, mogło być naszym udziałem. Nie rusza nas Bill Gates ze swoimi miliardami, ale sąsiad, lub kolega ze szkolnej ławy. To tłumaczy stres odczuwany przez wielu podczas spotkań absolwentów.

Uświadamiamy sobie, choć pewnie rzadko się do tego przyznajemy, że nasz brak osiągnięć ma swoje źródło w nas samych, że to nasza wina. Nie mogąc wylać swej źółci na tych, którzy nad nami przeważają, ludzie szukają ujścia dla swoich emocji, szukając kozła ofiarnego, a często całych grup ludzi. Zawsze gdzieś pod bokiem są imigranci, Żydzi, czy cykliści.

Zwykle zawiść jest połączona ze ślepotą. Ludzie osiągający sukces nierzadko poświęcają dla niego znacznie więcej, niż inni mogliby poświęcić. Widząc kogoś w blasku chwały, nie dostrzegamy ciężkiej pracy, wyrzeczeń, wahań, poniesionych kosztów. Zazdrościmy osiągnięć, ale nie trudu i potu. Ktoś postanowił ciężko pracować, dać z siebie wszystko, poświęcić wiele aby wejść wyżej. Ludzie zazdrośni chcieliby dojść tak samo wysoko, otrzymać pochwałę, ale bez wykonywania pracy. W czasopiśmie Science, przedstawiono badania, w których za pomocą rezonansu magnetycznego analizowano reakcje mózgu na zazdrość, Schadenfreude i negatywny efekt porównań społecznych. Okazało się, że dokładnie te same ośrodki mózgowe są aktywowane przez cios zadany pięścią w twarz i prowadzący do zazdrości negatywny rezultat porównań społecznych. A zatem dla naszego mózgu ból fizyczny jest po części tym samym, co ból społeczny. To samo badanie sugeruje, że w odczuwaniu Schadenfreude tj. radości, która pojawia się, gdy komuś przytrafia się coś złego, towarzyszy radość porównywalna do bardzo pozytywnych odczuć zmysłowych. Cieszymy się z czyjegoś nieszczęścia, gdy uważamy je za zasłużone, tak samo jak wtedy, gdy sączymy cynamonową latte albo słuchamy U2.

Zawiść jest jak ślepiec, który chce ci wykuć oczy. (Carlos Ruiz Zafon)

Dziś zawiść jest szczególnie niebezpiecznym doświadczeniem. Poszerzyliśmy grupę ludzi, z którymi możemy się porównywać. Każdego dnia tysiące homo sapiens trawi czas na przeglądaniu mediów społecznościowych. Naukowcy udowodnili, że ci którzy używają social media tylko po to by pozostawać w kontakcie z najbliższymi, nie czują się z tego powodu gorzej. Jednak ci, którzy robią to, by wiedzieć, co przytrafia się innym, śledzić ich dokonania i doświadczenia, nierzadko usychają z zazdrości .

author: Artem Beliaikin

Pewnym wentylem bezpieczeństwa jest wyśmiewanie tych, którzy fotografują się przy zachodzie słońca na tle Lamborghini. Nigdy w ten sposób o tym nie myślałem, ale czy zastanawialiście się kiedyś dlaczego w naszym społeczeństwie przechwalanie się jest postrzegane jako zajęcie ludzi płytkich? Otwarte chwalenie się swoim posiadaniem czy osiągnięciami, ma w sobie coś niewłaściwego, bezczelnego, prostackiego. I nierzadko tak jest odbierane. Paradoks polega na tym, że w społeczeństwach, w których bycie lepszym od innych, jest tak silnie podkreślane, karci się ludzi wyśpiewujących peany na własną cześć.

Częściowo pewnie dlatego, że chełpliwość i wynoszenie się nad innych prowadzi nas do zazdrości.  Gdybyśmy mieli wokół siebie tylko ludzi, którzy bezinteresownie pragną naszego dobra – taki  wieloosobowy tłumek kochających nas bezwarunkowo matek – chwalenie się byłoby całkowicie akceptowalne.

Pycha i zazdrość napędzają się wzajemnie. Widać to choćby w reklamach, których główny przekaz sprowadza się do stwierdzenia: kup to co chcemy sprzedać, nie dlatego, że tego potrzebujesz, ale po to by sąsiad ci zazdrościł.

Gdyby szukać czegoś dobrego w zazdrości to należałoby po pierwsze podkreślić to, o czym pisałem wcześniej: zazdrość może być motywująca. Bertrand Russell uważał wręcz, że to właśnie dzięki zazdrości mogą istnieć nowoczesne wolnorynkowe demokracje. To, że inni mają więcej czegoś, na czym nam zależy motywuje nas, napędza i ukierunkowuje. Drugim powodem docenienia  zazdrości może być ukryta w niej wiedza o nas samych. Zazdrość może nam powiedzieć więcej o naszych pragnieniach i motywacjach niż głęboka autorefleksja i terapeutyczna pogadanka. Zapytani o to, co dla nas najważniejsze, kryjemy się za gardą dążenia do sprostania oczekiwaniom społecznym. Co cenisz najbardziej? Oczywiście rodzinę, relacje z bliskimi, dobrą pracę, spokój, pomyślność ojczyzny, uczciwe życie. Proste, wyuczone, bezrefleksyjne, nieprawdziwe. Kultura sprawia, że ukrywamy naszą zazdrość, nie ujawniamy jej innym. A jednak odpowiedź na pytanie „Czego zazdroszczę innym?” przybliża mnie do zrozumienia samego siebie. Wiedzą o tym marketingowcy dając nam do zrozumienia, że kupując te pigułki wątrobę lub tamten samochód awansujemy społecznie, zyskamy na popularności, komforcie, atrakcyjności; zasłużymy na pochwałę i szacunek, no i będzie nam przyjemniej.

Powody zazdrości się zmieniają. Budujący swoją samoocenę poprzez porównania z innymi nastolatkowie, najczęściej zazdroszczą innym dóbr materialnych; młodzi dorośli: statusu społecznego, związków i atrakcyjności. Jak głosi mądrość memów: „Wiemy o tym, że jesteśmy dorośli gdy zaczynamy zazdrościć Alowi Bundy, ze „Świata według Bundych”. Facet ma stałą pracę, zarabia wystarczająco dużo by utrzymać czteroosobową rodzinę, ma przyjaciół z którymi regularnie wychodzi na miasto i atrakcyjną żonę, zawsze chętną do uprawiania seksu”.

Z badań płynie też optymistyczna wiadomość:  wraz z latami życia skłonność do porównań, a tym samym zazdrości, maleje. Z jednym wyjątkiem: pieniędzy mogą zazdrościć ludzie w każdym wieku. Osoby w średnim wieku, zazdroszczą rzadziej niż młodzież, ale jeżeli już to zwykle kariery i dochodu. Osoby starsze już tylko bogactwa. Najważniejszy wniosek z badań jest jednak taki: choć zazdrość jest naturalnym uczuciem człowieka i towarzyszy nam przez całe życie, tylko my sami możemy starać się ją ograniczyć: poprzez unikanie porównań; i niepozwalanie by to uczucie dominowało w naszym myśleniu. Przyznaję: zazdroszczę tym, którym to się zawsze udaje.