Kiedy łowca pojawia się w pubie, jeszcze nie wie co go czeka. Wchodząc do pachnącego obecnością ludzi pomieszczenia ma w  głowie myśl by zacząć od dwóch o dziesiątej, i dojść do dziesięciu o drugiej. To zwyczajne zachowanie barowych drapieżników, a ich charakter możemy odróżnić oceniając zawartość; kufli, szklanek i kieliszków. Łowcy zwykle zajmują pozycje wczesnym wieczorem. Rozglądając się za zwierzyną próbują wyglądać na niezainteresowanych. Choć zdarza się, że działają w grupach, nagroda zawsze jest przypisana każdemu z osobna. Taksują i oceniają, by potem, gdy nadejdzie właściwy moment zaatakować. W początkowej fazie wieczoru, uwaga łowców skupia się na najbardziej atrakcyjnych przedstawicielach płci przeciwnej. Myliłby się jednak ktoś kto myśli, że odrzucone we wstępnej selekcji potencjalne ofiary są bezpieczne. Choć niewystarczająco atrakcyjne czy mało intersujący, początkowo nie budzą zainteresowania wraz z upływem czasu obserwuje się rosnące zainteresowanie niemal każdym samcem czy samicą. W oczach łowiących atrakcyjność przedstawicieli drugiej płci rośnie: „brzydula” awansuje do miana „jest ok”, brzydul do miana „niemal ciacho”, a średniacy stają się gwiazdami. Ich uśmiechy stają się promienne, oczy błyszczące, a każdy ruch ponętny. Apogeum tego, jak się okazuje, całkowicie naturalnego procesu podwyższania oceny obserwuje się tuż przed zamknięciem pubu. To wtedy samce rozpościerają swoje pawie ogony, a samice najintensywniej wachlują rzęsami. Gdy czas zbliża się do końca, pobudzone umysły weryfikują wstępne oceny, łowcy stają się mniej wybiórczy niż byli na początku, co niektórych popycha do nierozsądnych zachowań, o czym przekonają się następnego dnia rano. Ale to już inna opowieść, teraz jesteśmy w pubie, tuż przed tym, jak gong ostatniej kolejki głosi, że już niedługo koniec wieczoru. Niebawem zapadnie cisza, a wtedy będzie za późno.

Właśnie obserwowaliśmy łowców w ich naturalnym środowisku. Opisany schemat pozwala nam przekonać się jak działa efekt godziny zamknięcia. Za tą nazwą kryje się wynik wielu badań, w których wykazano, że siedząc w pubie czy dyskotece łowcy uznają inne osoby za bardziej atrakcyjne w ostatnich chwilach przed zamknięciem niż na początku wieczoru. Ważne by zaznaczyć: to dotyczy osób przeciwnej płci.

Gwiazdy przed zamknięciem

Psychologowie społeczni udowodnili prawdy wyśpiewywane przez niektórych piosenkarzy: „wszystkie „dziewczyny są ładniejsze, gdy zbliża się czas zamknięcia (baru), wszystkie zaczynają wyglądać jak gwiazdy filmowe”. Nie mi oceniać, dlaczego piosenkarki, nie mają tego rodzaju tekstów, jeżeli chodzi o ocenę mężczyzn, ale nie to będzie przedmiotem naszych rozważań. W roku 1979 James Pennebaker i jego zespół przeprowadzili słynne badanie wśród bywalców pubów. Trzykrotnie w ciągu jednego wieczoru poproszono ich by ocenili wygląd innych osób. Okazało się, że wraz z upływem czasu (i alkoholu jak sądzę) kobiety stawały się piękniejsze, a mężczyźni bardziej atrakcyjni, w oczach i umysłach przedstawicieli płci przeciwnej. Szczególnie silny efekt obserwowano tuż przed zamknięciem; gdy szanse na poderwanie kogoś stawały się coraz mniejsze, to wtedy wszystkie opcje, jakkolwiek desperacko to zabrzmi,  stawały się bardziej pożądane.

Przyznam, że będąc ekonomistą, nieco ubolewam na tym, że nie robię takich badań. Czasami zazdroszczę psychologom społecznym. To oni dziwnym trafem, uczęszczają do pubów. Oczywiście, tylko z powodów naukowych i by służyć prawdzie. Pomysł Peenebakera spodobał się innym i wielu badaczy z zapałem kontynuowało jego pracę. Kolejne badania pokazały na przykład, że mężczyźni wyżej oceniali atrakcyjność kobiet będących w pubie, ale gdy w ciągu wieczoru pytano ich o atrakcyjność kobiet utrwalonych na zdjęciach ich ocena się nie zmieniała.

To jednak nie tłumaczyło przyczyn powstawania efektu zamknięcia.

Ciągle bez odpowiedzi pozostawało pytanie:

W jaki sposób wyjaśnić: „efekt godzin zamknięcia” (baru)?

Początkowo myślano sobie tak: siedząc w pubie o godzinie 22 ludzie nie czują presji – jest jeszcze dużo czasu by nawiązać relacje. No chyba, że trafi się niezmiernie ponętna przedstawicielka, ponętny przedstawiciel, płci przeciwnej. Wtedy warto zaryzykować od razu. Gdy jednak pozostajemy pasywni wraz z tym, jak upływają kolejne godziny, i zbliża się moment zamknięcia, wzmaga się wewnętrzny przymus. Napędza go obawa przed zostaniem na lodzie.  Lepszy wróbel w garści i tak dalej… Mając do wyboru „nikogo” albo „kogoś” łowcy obniżają swoje wymagania. Dobra dziesiątka nie jest już konieczna, szóstka będzie ok. Tylko, że człowiek, nie chce dopuścić do siebie myśli, że działa nieracjonalnie, że jest zdeterminowany, więc szuka wiarygodnie brzmiącego wytłumaczenia, coś w rodzaju: „Jak ja mogłam nie dostrzec wcześniej, że on jest taki atrakcyjny”, „Dlaczego wcześniej sądziłem, że ona jest zwyczajna? Ona jest śliczna”. Nasza skłonność do nieświadomej manipulacji naszymi kryteriami oceny zdecydowanie nabiera na sile, gdy w pubie rozbrzmiewa gong, oznaczający moment, gdy można zamówić ostatnią kolejkę.

A jednak, przekonanie, że wraz z upływem czasu i alkoholu postrzegamy kogoś bardziej atrakcyjnym tylko dlatego, że z każdą sekundą szanse na znalezienie ideału maleją, nie przeszło empirycznej weryfikacji. W tym rozumowaniu pojawiły się pęknięcia. Coś się nie zgadzało. Naukowcy zauważyli na przykład, że zakrzywienie ocen, występuje też u tych, którzy przychodzą do pubu ze swoją drugą połówką. Można by się spodziewać, że w ich przypadku nie ma opisanej wcześniej presji. Oni nic nie muszą. W porównaniu do samotnych łowców, ich pragnienie znalezienia partnera jest znacznie słabsze. Tykanie zegara działa uspokajająco i nie wywołuje gorączkowych ruchów. Tymczasem, wraz z tym, jak czas pozostający do zamknięcia wyraźnie się skraca, również osoby przychodzące w parach wyżej oceniają atrakcyjność fizyczną innych przebywających w barze osób płci przeciwnej.

Sensownym wydawało się, że na złagodzenie naszych ocen wpływa wypity alkohol. Sugeruje się na przykład, że procenty buzujące w żyłach osłabiają naszą zdolność do postrzegania asymetrii. W tym rozumowaniu też pojawia się pewna niespójność. Bo skoro tak, to dlaczego, jak pokazują badania, ilość skonsumowanego alkoholu nie wpływa na to, jak oceniamy osoby tej samej płci i dzieci? Piwne gogle nie wydają się więc sprawnie działać przy ocenianiu innych.

Skoro nie alkohol to co?

Uwaga badaczy zwróciła się ku trzem potencjalnym wytłumaczeniom: rzadkości dóbr, efektu ekspozycji, rosnącej własnej atrakcyjności.

Zgodnie z teorią ekonomii, wraz z rosnącą rzadkością dóbr ich cena wzrasta. Ludzie nadają większą wartość temu co trudno zdobyć, o czym regularnie przekonują nas klienci sklepów w pierwszym dniu wyprzedaży. Gdy czasu na zdobycie zainteresowania drugiej strony jest coraz mniej, a tym samym, sztuka ta wydaje się być trudniejsza, tym bardziej pożądanym i atrakcyjniejszym wydaje się osiągnięcie tego celu.

Obok wytłumaczenia ekonomicznego jest jedno zagnieżdżone w psychologii społecznej. Badania wskazują, że lubimy to co znamy. Pamiętacie inżyniera Mamonia: „Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem.  Po prostu. No… To… Poprzez… No reminiscencję. No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę.” Ta sama zasada odnosi się do lubienia ludzi, przedmiotów, miejsc. Znajomość rodzi pociąg. Siedząc w pubie i patrząc na te same osoby przez kilka godzin, zaczynamy je oceniać wyżej, częściowo dlatego, że ich wygląd jest dla nas znajomy.

Ostatnie badania wskazują na jeszcze jedno wytłumaczenie zachowań barowych. Oceniając swoją szansę na sukces, zarówno kobiety, jak i mężczyźni, próbują swoich szans z osobami, które w ich ocenie reprezentują tę samą ligę. Tymczasem, po wypiciu alkoholu wielu mężczyzn zaczyna się uważać za dar zesłany kobietom przez Boga, a wiele kobiet dostrzega w sobie podobieństwo do bogini Afrodyty. Wzrost samooceny daje pewność siebie i poprawia też notowania potencjalnego partnera. Do tego, łowca dostrzega, że wyselekcjonowana przez niego ofiara budzi zainteresowanie innych łowiących, co czyni ją w jego oczach jeszcze bardziej atrakcyjną. Samo spędzanie czasu na swobodnej konsumpcji w połączeniu z, tu trochę żargonu z ekonomii, ograniczonym czasem rynkiem, zwiększa postrzeganie własnej atrakcyjności, a w efekcie ułatwia kontakt z potencjalnymi partnerami w celu nawiązania krótkoterminowej umowy o współpracy.

Wynika z tego praktyczna rada: obojętnie czy jesteś łowcą czy łowionym uważaj, gdy w pubie rozbrzmi gong. I nie, nie wyglądasz wtedy jak Julia Roberts czy Bratt Pitt, jeżeli wchodząc do knajpy bliżej ci było do Flinstonów.