Zastanówcie się, kiedy po raz ostatni spędziliście więcej niż jeden dzień w całkowitym odosobnieniu, izolacji. Nawet teraz, gdy wredna gęba pandemii rozdziawia się szeroko, większość z nas nie przestaje się komunikować z innymi. Telefon czy komputer zawsze są pod ręką. Nawet bez obecności innych bezustannie pozostajemy zanurzeni w hałasie bodźców. To sprawia, że niełatwo jest nam dzisiaj doświadczyć ciszy, trwać w niej, a jeszcze dodatkowo uznać ją za pożądaną. Tym bardziej, że kojarzy się ona z uczuciami osamotnienia i niepokoju. Przywodzi na myśl coś negatywnego. W słowniku synonimów cisza to bezruch, monotonia, nuda, bierność, martwota, stagnacja. Rodzice i nauczyciele upominają dzieci by zachowały ciszę w szkole, w kościele, na pogrzebie i kiedy starsi rozmawiają. Partnerzy mają „ciche dni”. A stosowane w codziennym języku słowa i zwroty odpychają: cisza jest martwa, głucha, niezręczna, złowroga, grobowa, krępująca. Również wezwania do zachowania ciszy; wykrzyczane „milczeć”, „bądź cicho” czy kolokwialne „morda w kubeł” mają w sobie coś odpychającego.

Do czego więc namawiają nas poeci, filozofowie i naukowcy? Tak na marginesie zauważę jedynie, że to musi być naprawdę istotne, skoro te trzy grupy robią to samo! Wszyscy oni zachęcają nas do doświadczenia ciszy; całkowitego wyciszenia, relaksu, pozbawionej bodźców emocjonalnej flauty, milczenia. Każą nam szukać ciszy jako samotnego, mistycznego przeżycia, któremu nierzadko towarzyszy zakrzywienie postrzegania czasu i przestrzeni. Wartość ciszy objawia się  odkrywaniem samego siebie; dowiadujemy się, co kryje się w naszej świadomości.

Nasz dzisiejszy styl życia jest tego zaprzeczeniem. Byle głośniej, aktywniej, szybciej. Byle nie myśleć, nie zastanawiać się, działać.

Po co spoglądać w siebie, skoro można w smartfona. Może gdzieś podświadomie boimy się, że patrząc w swoje wnętrze, nic ciekawego tam nie znajdziemy.

Budda, Jezus, czy bardziej nam współcześni Mahatma Ghandi i Tomas Merton szukali ciszy udając się w odludne miejsce. Gdyby jednak żyli dzisiaj mieliby z tym dużo trudniej. Jest nas, ludzi, coraz więcej. Więcej jest też tego, co przynosi hałas. Tu jednak bardzo ważna uwaga: cisza, o której dzisiaj piszę to nie tylko kompletny brak dźwięków. To słyszenie, ale nie słuchanie, to widzenie ale nie dostrzeganie, i w końcu, cisza to milczenie.

Zapytasz: Po co nam cisza?

Odpowiem: Choćby po to, by komórki naszego mózgu szybciej się rozwijały. Naukowcy z Duke University udowodnili, że dwie godziny ciszy dziennie, pobudzają rozwój komórek w tych regionach mózgu, które są związane z pamięcią i doświadczeniami zmysłowymi. Sugeruje się, że dzieje się tak dlatego, bo pozbawiony bodźców zewnętrznych mózg, staje się bardziej wrażliwy i czujny.

Szczególną rolę cisza odgrywa w regulowaniu naszych emocji. Wyciszenie wykorzystuje się w terapii, gdy pacjent szuka możliwości zmiany i rozwoju. Czasowe i celowe znacząco zwiększa poczucie zrelaksowania, poprawia nastrój, zmniejsza impulsywność, przyczynia się do wzrostu uważności i … skłania do snucia marzeń.

W roku 2006 Luciano Bernardi chciał zbadać, jakie są fizjologiczne skutki słuchania muzyki. Kompletnie tego nie planując Bernardi udowodnił, że muzyka wpływa na nasz krwiobieg i działanie mózgu. Ale powód, dla którego jego badanie stało się tak powszechnie znane był inny. Zauważono bowiem, że jeżeli pomiędzy kolejnymi utworami pojawia się chwila ciszy to są one bardziej kojące dla badanych niż muzyka „relaksująca”. Niezapełnione dźwiękiem pauzy spotęgowały efekt muzyki.

W ciągu dwóch lat człowiek uczy się mówić, natomiast w ciągu pięćdziesięciu - milczeć.
Ernest Hemingway

Przebywanie w ciszy to istotny element praktyk uważności i medytacji. Choć prowadzi do polepszenia ogólnego samopoczucia, to spędzanie czasu z własnymi myślami nie musi być wcale przyjemne. Wydaje się, że sporo zależy od treningu i tego jacy jesteśmy. Przykładowo w jednym z badań wykazano, że osoby silnie nakierowane na odczuwanie przyjemności przeszacowują ilość czasu, który spędziły w ciszy (typowa sytuacja to samotne oczekiwanie w poczekalni do lekarza albo w urzędzie). Okazuje się też, że czas płynie nam wolniej gdy jesteśmy zirytowani i podnieceni.

Zanurzenie w ciszy nie przychodzi nam łatwo. Badania wskazują, że potrzebujemy chcieć, a wtedy – to również wyniki badań – przychodzi spokój i uregulowanie emocji. Wyniki badań przypisują też szczególne znaczenie przebywaniu w ciszy w naturze. W czasopiśmie People and Nature opisano starania zmierzające do wyeliminowania hałasu tworzonego przez ludzi, w okolicach Muir Woods w Kalifornii. Okazało się, że dzięki temu nie tylko wzrosła liczebność ptaków, ale też wśród odwiedzających wzrosło zadowolenie i subiektywne poczucie dostrojenia do przyrody. Naturalne, niezakłócone przez aktywność człowieka, dźwięki mogą być częścią tego, co naukowcy opisują jako: „środowisko psychologicznie odbudowujące”. W Muir Woods od dawna robiono wszystko, co tylko możliwie, by ludzie słyszeli dźwięki; zakazano używania telefonów komórkowych, nadmiernego podwyższania obrotów silnika w samochodach, a nawet wymieniono kosze na śmieci, by ich używanie nie niosło za sobą żadnego dźwięku. W końcu ustawiono znaki proszące o ciszę. I to zadziałało.

"Cisza to luksus"

– pisze Erling Kagge, autor książki „Silence: in the age of noise”. A dzisiaj możemy dodać: cisza to dobro rzadkie. W 2011 Fińska Izba Turystyczna zamieściła na swojej stronie serię zdjęć samotnych postaci, przebywających gdzieś w dziczy z hasłem „Proszę o ciszę”. Wokół ciszy zbudowano całą kampanię marketingową promującą Finlandię, jako miejsce spędzania wakacji. Pomysł, jak zarobić na sprzedawaniu ciszy, sam w sobie może być ryzykowny - tłumy poszukujących ciszy, szybko mogą sprawić, że jej nie będzie tam, gdzie byśmy jej szukali.

Cisza to najbardziej indywidualne doświadczenie, nie można jej zjeść, zabrać ze sobą ani oddać komuś innemu. Trudno się nią chwalić. Przebywanie z innymi, w ciszy i wywołanym nią poczuciu skrępowania może być też dowodem na łączące nas z innymi więzi. Jak to powiedział Sherlock Holmes: „Masz wielki dar milczenia, Watsonie. To sprawia, że jesteś nieoceniony jako towarzysz”.

Kiedy to pisałem uświadomiłem sobie, że ciężko być jednocześnie obserwatorem i autorem. Dzieląc uwagę zawsze coś tracimy. Dlatego też po prostu kończę byśmy wszyscy mogli pobyć w ciszy.