Czasami słyszę, jak inne kobiety pytają moją żonę:

„A mąż pomaga ci przy dzieciach? Pomaga w domu?”

Mam ochotę krzyknąć: „No nie, znowu?! Nie! Nie pomagam!

Nie pomagam w zmienianiu pieluszek, gotowaniu, praniu, przygotowywaniu dzieci do spania i w ubieraniu ich rano.

Nie pomagam przy robieniu zakupów, sprzątaniu, prasowaniu, układaniu ubrań w szafie, myciu garnków, przygotowywaniu stołu przed i sprzątaniu po posiłku.

Jestem mężczyzną.

I po prostu to robię.

Nie pomagam. Robię.

„Pomagam w domu” ukrywa w sobie założenie, że jest ktoś, kto powinien wypełniać jakiś obowiązek, a my jedynie go wspieramy. Ewentualnie, pomagamy osobie, która sama nie może czegoś zrobić. Zamknij oczy i wyobraź sobie najpierw obraz pod tytułem: „pomagam przy gotowaniu”, a potem „gotuję”. Widzisz różnicę? Jeżeli myślisz jak większość ludzi, to w tym pierwszym obrazie, jesteś jako dodatek, uzupełnienie, wsparcie dla głównego wykonawcy. Na drugim - po prostu gotujesz.

Rzuciłem okiem do słownika. Synonimem pomagania są takie określenia jak m.in.: „uczestniczyć, wspierać, brać udział, asystować, przydać się do czegoś”. Myślę sobie, że przydać się do czegoś to ja mogłem mojemu ojcu, gdy będąc dzieckiem trzymałem latarkę (oczywiście źle!), a on grzebał w naszej Syrenie 105Lux w kolorze kości słoniowej. Wtedy nie czułem się odpowiedzialny za to, czy naprawa się uda i myślałem głównie o tym, kiedy się skończy bym mógł pograć w kosza. To była jego robota.

„Pomagam w domu” w tych słowach pobrzmiewa duma z tego, że robię więcej niż się ode mnie wymaga. Wykonałem coś co nie jest moim obowiązkiem; „+ 1 do oceny ze sprawowania”.

„Pomagam w domu” podszyte jest oczekiwaniem wdzięczności. Nie oczekujemy nagrody, gdy po prostu robimy swoje. Miło jest oczywiście być docenionym, ale ostatecznie nie to jest najważniejsze.

„Pomagam” zwykle zawiera w sobie ten szlachetny element wyjścia poza własny interes, robienia czegoś dla innych. Nie ma nic szlachetnego w stwierdzeniu „wynoszę śmieci, zbieram zabawki, robię pranie”, ale „pomagam” o tak, to takie rycerskie.

Internet pełen jest dyskusji kobiet i porad (od kobiet dla kobiet) na temat tego, co zrobić z partnerem, który nie pomaga. Nie znalazłem żadnego, w którym mężczyzna skarży się: „moja żona nie pomaga w domu”. Jeżeli już to raczej fora w rodzaju: „ja pracuję, a ona nie sprząta” albo „związek z leniwą partnerką”. Od kobiet nie oczekuje się, że będą pomagały. One mają to po prostu robić.

Chłopiec ewentualnie pomaga. Mężczyzna robi swoje.

Dlaczego chłopcy nie wykonują prac domowych? W literaturze naukowej jest kilka wyjaśnień.

Chłopcy nie dostrzegają tego, co ma być zrobione. Wychowani w rodzinie, w której w tajemniczy sposób na stole pojawiał się posiłek, a w szafie czyste i poskładane ubrania, chłopiec z radością ulega wierze w magię i domowe skrzaty. Braki w podstawowej edukacji w zakresie prac domowych, doprowadziły do zaniku organu służącego do dostrzegania tego co musi lub powinno być zrobione. Brudne naczynia przy zlewie to po prostu obraz, nieożywiona natura. Widzę naczynia, ale nie dostrzegam zadania, które powinno być wykonane.

Czasami w chłopcach rodzi się podejrzenie, że coś należałoby zrobić: sprzątnąć, pozmywać, odkurzyć etc. Zaraz jednak pojawia się refleksja: ale czy warto tracić na to czas i energię. Nie po to się urodziłem by wynosić śmieci. Pamiętam jak mama powtarzała, że jestem cudowny. Babcia też zawsze twierdziła, że przystojny ze mnie młodzieniec, prawdziwy dar dla każdej kobiety. Ten utrwalany przez lata wizerunek kłóci się z obrazem kogoś, kto obiera ziemniaki i myje naczynia.

Chłopiec żyje w przekonaniu, że jak już coś robić, to coś co jest ciekawe, przyjemne, ekscytujące; a nie powtarzalne i nudne. To chłopcy wymyślili, by do prasowania dodać element konkurencji i tak powstały zawody w „extreme ironning”, których uczestnicy solo lub w zespołach prasują na autostradach, podczas skoków ze spadochronem, w Everest Base Camp czy pod pokrywą lodową zamarzniętego jeziora. Uczyń z prasowania wyzwanie, a znajdziesz chłopców chętnych do zabawy.

Chłopiec boi się niepowodzenia. Nie wie jak i nie pyta.  Nauka wymaga tego by przyznać, że nie umiem. Ego chłopca tego nie zniesie. Jestem gorszy? Ja? Lepiej uznać, że umiem, ale mi się nie chce. Zdarza się, o czym można przeczytać w badaniach, iż powodem tych obaw jest surowa ocena ze strony partnerki. Chłopiec nie staje się mężczyzną, bo boi się krytyki za to, że zrobił źle (nie tak jak miało być!) albo nie sprostał standardom; ułożył kolorowe skarpetki z białymi, a koszulki złożył wzdłuż, a nie w szerz.

Skąd się bierze niezrozumienie?

Kobiety nierzadko grzęzną zanurzone po szyje w społecznym oczekiwaniu, że dom będzie posprzątany, a obiad trafi na stół. I wcale nie chodzi tu tylko o to, że ciąży na nich obowiązek by wykonywać te prace, bo czują się odpowiedzialne za rodzinę, dzieci, dom. To też, jednak badania pokazują, że nawet żyjąc samemu wykonują więcej prac domowych. Ich standardy są wyższe niż ich partnerów. Szczególnie w odniesieniu do czystości w domu, jakości posiłków i opieki nad dzieckiem. Nie tylko chłopcom, ale i mężczyznom czasami trudno jest to pojąć. Męskie „no przecież posprzątałem” nie równa się kobiecemu „tu jest czysto”. To pewnie jeszcze długo będzie źródłem nieporozumień.

Nie tylko chłopcy, ale też mężczyźni siedzą bezpiecznie w kokonie społecznych norm. Oni wiedzą, że gdy do domu przychodzi inspekcja sanitarna gość, to ocena za niezamiecioną podłogę czy brudne naczynia na blacie, spadnie na kobietę. Nigdy jeszcze nie było mi dane usłyszeć ukradkowego szeptu czy plotkarskiego wtrętu: „ale z niego fleja”, „ale on jest leniwy, w ogóle nie sprząta” (chyba że dotyczyło to nastolatka). Kiedy mężczyzna sam ubierał rano dziecko, przez co syn czy córka znaleźli się w przedszkolu w dziurawych spodniach pod którymi zabrakło bielizny, to jest to po prostu słodkie. Kiedy zaspana nie-wypiłam-jeszcze-kawy kobieta przyprowadzi słodkiego obdarciucha do przedszkola, jest po prostu złą matką, która nie dba o swoje potomstwo.

Potwierdzenie przesądu, że prace domowe i opieka nad dzieckiem, to nie jest męska sprawa znajdujemy w wielu miejscach. Sam wielokrotnie zmagałem się z dysonansem, gdy chcąc zmienić pieluchę w jakimś sklepie, musiałem udać się do pomieszczenia dla matki z dzieckiem.

Madonna, gwiazda estradowa mojej wczesnej młodości, wspominała w jednym z wywiadów, że jej (ówczesny) mąż Guy Ritchie nie chciał zmieniać pieluch podkreślając, że przecież jest „mężczyzną”, a to nie jest zadanie mężczyzny. Nie ma nic trudnego w zmienianiu pieluch, a mężczyzna jest tak samo jak kobieta odpowiedzialny za swoje dzieci. To dość wątpliwy moralnie pogląd, że ignorowanie najbardziej podstawowych potrzeb dziecka czyni nas mężczyznami.

Trochę się zmienia

Świat idzie do przodu. W latach 80-tych XX wieku ponad 40% brytyjskich ojców przyznało, że nigdy w życiu nie zmieniło pieluszki swojemu dziecku. To samo badanie przeprowadzone na przełomie wieków wskazało, że takich ojców jest zaledwie 3%, a dwie-trzecie wszystkich regularnie wykonywało to zadanie. Swoje  na pewno zrobiła technologia; przejście od tetry do pieluch jednorazowych, ale też zmiany w postrzeganiu roli ojca. Opieka nad dzieckiem to ten obszar aktywności, w którym zaangażowanie mężczyzn rośnie najszybciej. Oczekiwania formułowane wobec ojców coraz rzadziej sprowadzają bycie ojcem do zarabiania pieniędzy. (Warto jednak zaznaczyć, że nie zawsze skutkuje to mniejszą ilością czasu jaki kobieta spędza na opiece. Dzieje się tak dlatego, że w ostatnich dekadach kobiety też zwiększyły liczbę godzin spędzanych na opiece nad dzieckiem, a przy tym często rodzice wspólnie opiekują się dzieckiem, co niweluje efekt zastępowania się nawzajem).

Współcześni mężczyźni wykonują też więcej prac domowych niż ich ojcowie i dziadkowie. Ciągle jednak obserwuje się podział na to co męskie i na to kobiece. Mężczyźni częściej odpowiadają za drobne naprawy w domu, dbanie o samochód, koszenie trawnika, a nie za „kobiece” obowiązki takie jak pranie czy prasowanie. Dodatkowo w literaturze naukowej podkreśla się, że zadania wykonywane przez kobiety zwykle mają charakter codziennej rutyny i muszą być wykonane (np. gotowanie i pranie); a zadania mężczyzn występują nieregularnie i nie mają zapisu o „natychmiastowej wykonalności” (o czym przekonujemy się wszyscy, gdy trzeba w końcu wynieść choinkę po świętach). Rutyna jest mozolna i mało twórcza. Niektórzy autorzy zwracają też uwagę, że mężczyźni częściej wykonują te prace domowe, które zawierają w sobie jakiś twórczy element. W ten sposób na przykład tłumaczy się dlaczego coraz więcej mężczyzn gotuje.

Różnice w ilości czasu przeznaczanego na prace domowe przez mężczyzn i kobiety, choć pozostają duże to jednak maleją. Dzieje się tak z dwóch powodów. Pierwszy z nich to wspomniane już przeze mnie rosnące zaangażowanie mężczyzn w wykonywanie prac domowych, a przede wszystkim w opiekę nad dzieckiem. Drugi, znacznie ważniejszy; to obserwowany głównie w krajach zachodnioeuropejskich spadek ogólnej ilości czasu przeznaczanego na prace domowe. W porównaniu do poprzednich pokoleń, dzisiejsi mieszkańcy Europy mniej czasu spędzają na wykonywaniu prac domowych (wyjątkiem od tej reguły jest opieka nad dzieckiem). Beneficjentami tej zmiany są głównie kobiety.

Na koniec

To tylko krótki tekst dotykający bardzo złożonego zagadnienia. Swego czasu napisałem na ten temat książkę, a i tak czułem, że nie wyczerpałem tematu. Dlatego dwa, no może cztery, zdania na koniec.

· Nie chcę by ktoś pomyślał, że mężczyzną się staję gdy sięgam po szczotkę i szufelkę.

· Nie chcę by ktoś pomyślał, że podział obowiązków ma być koniecznie równy i każdy musi robić wszystko.

· Ani ja, ani żadne wyniki badań, nie jesteśmy w stanie uwzględnić całego bogactwa i różnorodności sytuacji, w których mogą znaleźć się ludzie.

Jednego jednak jestem pewien: zadania są wspólne, ich wykonanie spoczywa na parze i nie powinny być po prostu przypisane do kobiety czy mężczyzny.