Spróbuję odpowiedzieć na to pytanie.

Niepolitycznie.

Bez hejtu i emocji, (choć czasami się gotuję).

(W miarę) obiektywnie.

W oparciu o naukę.

Żyjąc na spokojnej prowincji idealistycznych przekonań, wychowany na disnejowskich kreskówkach, długo wierzyłem, że wystarczy czynić dobrze, by inni to (w końcu) docenili. Pomaganie, angażowanie się w sprawy, które służą ludziom, zwierzętom, sztuce, nauce etc. wszystko to bezwarunkowo powinno prowadzić do docenienia, czyż nie?

Choć zwykliśmy wychwalać bohaterów i świętych, i aż palimy się do tego by karać złych, zdarza się nam coś przeciwnego: depczemy, niszczymy, nienawidzimy innych właśnie dlatego, że są dobrzy.

No to teraz przesadziłeś. Dlaczego mielibyśmy krytykować i atakować kogoś za to, że jest dobrym człowiekiem?

Powód bywa przyziemny jak kartofel jesienią. W warunkach konkurencji, gdy wygrać może tylko jeden, ktoś kto wypada lepiej od nas, jest, posłużę się eufemizmem, niepożądany. Zespół kanadyjskich naukowców kierowany przez Pata Barclay’a przeprowadził niedawno badania, w których udowodnił, że gdy nasz sukces jest porażką innych, mamy skłonność do karania dobrych współpracowników. Barclay sugeruje, że podejrzliwość, zazdrość, a nawet wrogość wobec miłych i dobrych ludzi jest głęboko zakorzeniona w ludzkiej psychice, a konkurowanie sprawia, że to paskudztwo z nas wychodzi. U niektórych z nas pojawia się chęć powstrzymania innej osoby.

Moralna szkarada wyłania się głównie wtedy, gdy czujemy się zagrożeni. Gdy mój przyjaciel śpiewa pięknym tenorem, a ja, nawet w rubrykę „hobby”, nigdy nie wpisałem: śpiew, to jego umiejętności są dla mnie powodem do odczuwania radości. Inaczej jest, gdy to co robią inni stanowi dla mnie samego ważne kryterium mojej samooceny. Mechanizm bywa bardzo prosty. Uważam, że zasługuję na szacunek bo dobrze pracuję. Pojawia się ktoś, przy kim moje osiągnięcia są co najwyżej mizerne, a to sprawia, że moje ego silnie karłowacieje.

Niewielu z nas myśli o sobie, jako o utalentowanym tenorze, alcie czy sopranie. Część karmi swoją dumę sukcesami w pracy, ale zdecydowanie najwięcej jest tych, którzy uważają się za dobrych ludzi. Możesz zwać mnie „gumowym uchem”. „Lenia” też jakoś zniosę, ale kiedy nazwiesz mnie „złym człowiekiem” bądź gotowy na odwet.

Bycie dobrym, otwartym na innych, zaangażowanym w czynieniu tego świata znośnym jest cechą człowieka i jak każda cecha ma charakter względny. Żyjąc wśród skąpców zwykły śmiertelnik uchodziłby za szczodrego lub rozrzutnego. Żyjąc wśród szczodrych byłby dusigroszem. Nigdy nie usłyszelibyśmy o Matce Teresie, Marku Kotańskim czy siostrze Małgorzacie Chmielewskiej; gdyby nie byli nadzwyczajni.  Czytaj: lepsi od innych.

Ważne jest by pamiętać; porównania nie mówią o tym czy to, co ktoś robi jest dobre lub złe.  Porównania pokazują jedynie miejsce w hierarchii, identyfikują lepszych i gorszych.

Mówiąc o dobru zacznijmy od tego co dobre.

Dobro inspiruje. Jako dziecko, po objerzeniu Rocky’ego próbowałem pić surowe jajka i nastawiłem budzik by przed świtem zacząć treningi. Nie zamierzałem być bokserem, ale imponowało mi jego podejście i chciałem je naśladować. Tego rodzaju inspirujące uniesienie obserwujemy też, gdy porównamy się z kimś kto jest od nas moralnie lepszy. To uczucie Algoe i Haidt nazywają moralnym uniesieniem. Najczęściej doświadczamy go będąc świadkami aktów miłosierdzia, uprzejmości, miłości, lojalności i poświęcenia. To jest to co większość z nas czuła wychodząc z kina po obejrzeniu „Listy Schindlera”. Człowiek, który wiele ryzykując, uratował życie ponad 1200 Żydów zatrudniając ich w fabrykach w okupowanej Polsce, przywraca nam wiarę w człowieczeństwo. To jest to, co wielu z nas odczuwa słuchając Jurka Owsiaka i patrząc na to, co on robi. Chcemy pomóc, zaangażować się, uczestniczyć w czymś wspaniałym.

Chciałbym wierzyć, że tak jest zawsze.

Oceniam, że często.

Wiem, że bywa odwrotnie.

Czasami dobro zagraża.

Zagrożenia

Zagrożenia są trzy: moralna niższość, moralne zagubienie i przewidywany wyrzut moralny.

  • Moralna niższość. Obecność dobrych ludzi sprawia, że czujemy się gorsi, zagrożeni; szczególnie wtedy, gdy to co robimy jest dla nas w jakiś sposób istotne. Mogę nie uważać, że jestem silny, szybki, sprawny. Mogę nie widzieć samego siebie, jako mistrza szydełkowania i tańca na rurze. Niewielu jednak mówi o sobie: „jestem złym człowiekiem”. Frustrację obserwujemy szczególnie u tych, dla których idee fixe jest bycie postrzeganym jako kochani za cnoty wielorakie, dobro niosący innym „emerytowani zbawiciele narodu”.

Myśl o tym, że jestem dobrym człowiekiem, odgrywa kluczową rolę w naszej samocenie. Obserwujemy tu tzw. „Efekt Muhammada Alego”; postrzegamy siebie jako bardziej skłonnych do robienia dobrych i mniej skłonnych do robienia złych rzeczy, niż inni. Tym bardziej więc nie odpowiada nam to, że ktoś jest w tym od nas lepszy.

Jak ktoś może konkurować z Jurkiem Owsiakiem? Ciężko pracując by okazać się lepszy niż on. Psychologowie nazywają to  altruizmem konkurencyjnym. To trudna droga, bez gwarancji powodzenia; wymaga wysiłku, zaangażowania, determinacji, odwagi. Dlatego częściej wykorzystywany jest inny  Skoro ja nie biegnę tak szybko jak ty i nie mogę cię dogonić zrobię coś abyś ty biegł wolniej.

Pojawiające się w tym przypadku zwątpienie jest szczególnie bolesne. Dowiedzenie się, że dietetyczny napój, który wybierałeś, tak naprawdę nie służy redukcji spożywanych kalorii, jest rozczarowaniem i wywołuje krótkotrwały niepokój. Stanięcie twarzą w twarz z faktem, że zachowanie, które uważaliśmy za dobre, takim nie jest, niesie za sobą skutki znacznie gorsze niż uwieranie w boku.  To dowód na spustoszenie w naszych duszach, dżumę w naszych sercach i gruzowisko w umyśle.

Często nie chodzi nawet o to, że dobrzy ludzie wybierają mniej uczęszczane ścieżki, a my poszliśmy głównym traktem. Nie! Najbardziej przygnębia nas uświadomienie sobie, iż my nawet nie dostrzegliśmy drogi, którą oni kroczą. .

  • Przewidywany wyrzut moralny. Nasza niechęć do dobrych ludzi, często bierze się ze strachu, że oto wytknięta zostanie nam moralna ułomność. Naprawdę dobrzy ludzie tego nie robią. Są w pełni świadomi, że wyrażanie wyrzutów moralnych nierzadko jest oznaką roszczenia sobie prawa do moralnej wyższości. Nawet będąc niewierzącymi, stosują się do biblijnego ostrzeżenia: „Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? (Łk, 6, 41) https://www.biblijni.pl/%C5%81k,6,41-42. Jednak nawet, jeżeli oni sami tego nie zrobią, lękamy się, że zrobi to ktoś inny. Nie lubimy, gdy inni oceniają nas źle i czynią nam wyrzuty.

Ktoś jeżdżący na co dzień wielkim SUV-em może nie odczuwać żadnych skrupułów związanych z dużym zużyciem paliwa a i tak będzie czuł urazę do świętoszkowatych kierowców hybryd i rowerzystów.

Obrona

Chcąc radzić sobie z zagrożeniem dla swojego ego, posklejać samoocenę, przechodzimy do defensywy. Reagujemy na trzy sposoby: podejrzliwością, trywializacją, urazą.

  • Podejrzliwość – to typowa reakcja umniejszonego ego: on nie może być taki dobry, jak się wydaje. On to robi, bo ma w tym jakiś interes. Gdy wynik porównania z innymi nie jest dla nas satysfakcjonujący zwykle szukamy czegoś, dzięki czemu powstała różnica między nami a osobą, z którą się porównujemy. Winne musi być coś nad czym nie mamy kontroli. Kiedy stulatek przebiega maraton, zawsze możemy się usprawiedliwiać, twierdząc, że miał więcej czasu na trening.

Gdy obszarem, w którym się porównujemy jest czynienie dobra, zamiast docenić wielkość drugiej osoby, ratujemy nasz wizerunek, przypisując innym hipokryzję lub ukrytą motywację. On to robi, żeby go ludzie wiedzieli. Aktor pomaga choremu dziecku, tylko po to by ludzie o nim mówili. Ronaldo daje koszulkę niepełnosprawnemu kibicowi – to tylko pijarowska zagrywka. Zakonnik krytykuje kościół za wpływy na rządzenie krajem –  będzie miał więcej odsłonięć na Youtube i zarobi kasę.

Zauważmy podstęp; to jaką przyczynę przypiszemy zachowaniu, ostatecznie jest decydujące dla oceny tegoż zachowania. W psychologii mówi o tym teoria atrybucji. Kogoś kto spóźnił się do pracy ocenimy inaczej, gdy uznamy, że jest leniem i za późno wstał, niż wtedy, gdy będziemy przekonani, iż powodem spóźnienia były korki.

  • Trywializacja. Gdy oczywiste jest, że dobro stanowi esencję obserwowanego czynu a przez to, nie da się jej łatwo rozrzedzić zarzucając komuś hipokryzję czy ukryte powody, często stosowana jest inna strategia. Zarzucamy innym naiwność: „Może ona i jest dobra ale taka naiwna, że aż trochę głupia.”; bezkrytyczny idealizm: „Patrzcie jaki świętoszek, chyba chce być świętym”; brak doświadczenia i lekkomyślność: „Ona nie rozumie, jak działa świat.”
    Infantylizując osoby czyniące dobro nadajemy im status przepełnionych złudzeniami idealistów, oderwanych od rzeczywistości frajerów. Siebie z kolei stawiamy po stronie dojrzałych, rozumnych, świadomych.
  • Uraza.  Gdy podejrzliwość i trywializacja zawodzą, pozostaje jeszcze jedno rozwiązanie: odsunięcie się od zagrażającej nam osoby w połączeniu z deklarowaniem swojej niechęci wobec niej.

No dobra, nie mogę zarzucić ci, że to co robisz jest złe. Nie mogę też twierdzić, że jesteś hipokrytą. Ale nie lubię tego, co robisz albo tego, jak to robisz. Odwołanie się do maksymy De gustibus non est disputandum to nasze niezbywalne prawo. W końcu mam prawo zdecydować, że nie lubię drugiej osoby. Może to skutkować otwartą wrogością, angielskim zdystansowaniem lub wręcz radością z czyichś niepowodzeń.

Dlaczego to ma znacznie?

Nie wierzę, że ludzie krytykowani za czynienie dobra, są tak głęboko przekonani o słuszności swoich poczynań, iż negatywna postawa innych jest im obojętna. Krytycy i frustraci krzywdzą. Atakowani są ludzie szukający sprawiedliwości społecznej, filantropi, ekolodzy itp. Tak jest z Jurkiem Owsiakiem czy Adamem Szustakiem, tak było z Markiem Kotańskim, Janiną Ochojską i wieloma innymi, często anonimowymi osobami. Tak było z lekarzami i pielęgniarkami. Ich dobroć, wielkoduszność, bezinteresowność, poświęcenie dla innych, odrzuca się jako obłudę, naiwność czy formę marketingowej pozy. A czynią to zwykle ci, którzy sami nic nie robią. Pozostawiona bez naszej reakcji krytyka może niestety skutkować rozgoryczeniem i wycofaniem się z czynienia dobra.

Proszę: nie pozwólmy triumfować zawistnym miernotom.

Kierowniku! Czas na Finał.

*******************************************

Literatura (oprócz tej wskazanej w tekście):

Monin, B. (2007) ‘Holier than me? Threatening social comparison in the moral domain’, Revue internationale de psychologie sociale, 20(1), pp. 53–68.