Wydajemy.

Wydajemy dużo.

Wydajemy i nie stajemy się szczęśliwsi.

Jeżeli nasz zakup to konieczność, seler, karma dla kota i płyn do mycia podłóg; istnieje całkiem spora szansa, że przewędruje gdzieś na pograniczu naszej świadomości, niezauważony i samotny.  Co innego, gdy kupujemy coś drogiego, rzadkiego, „sąsiad nie ma”, „na dzielni będą zazdrościć”, „James Bond takie nosił”, „jaka gapa ze mnie nie odkleiłam metki od mojej nowej torebki LV”. Emocjonalna reakcja jest pozytywna, poszerza źrenice, porusza 42 mięśnie twarzy sterujące uśmiechem, łagodzi dolegliwości niedostatku atencji.

Kupuję i cieszę się z tego, co właśnie posiadłem.

Rzadko jednak czyni mnie to szczęśliwym.

Paradoksem jest, że choć potrafimy rozróżnić między tym, co daje i tym, co nie daje nam szczęścia, zwykle okazujemy się beznadziejni w ocenie jego intensywności i trwałości. Najczęściej po prostu przecenimy efekt posiadania.

Zakup jest miły. Zwykle.

Stanowi tylko akt zaspokojenia pożądania. Najczęściej.

Kulminacja, eksplozja, po której przychodzi błogie odprężenie. W tym niezwykłym momencie rozładowywania napięcia jesteśmy gotowi bajeranckiemu uchwytowi do komórki obiecać dozgonną miłość, wierność, i że go nie opuścimy aż do śmierci.

Empiria rules

Nic co materialne nie jest samo w sobie wartościowe. Nie może dać szczęścia. Niesie ze sobą jedynie obietnicę.

A przy tym, coraz liczniejsze są badania, które wykazują, że doświadczenia mają w sobie większy potencjał do uczynienia nas szczęśliwymi niż przedmioty. Tym co przede wszystkim odróżnia doświadczenie od rzeczy jest: trwałość i efekt oczekiwania.

Już przed zakupem wycieczki, biletu na koncert czy do teatru, nasz umysł reaguje. Czujemy się szczęśliwsi i bardziej podekscytowani niż wtedy, gdy zbliża się moment zakupu rzeczy materialnych. Do tego jeszcze czekanie na moment kupna rzeczy często niesie za sobą obciążenie w postaci niecierpliwości. „Chcę, tu i teraz! Gdzie ten kurier? Kiedy w końcu będzie można kupić nowego IPhone’a”. Tupnę nóżką.

Adaptacja.

Szybciej do tego, co ma charakter materialny. Wolniej do tego, co doświadczane.

To wbrew logice i radom rodziców: „zamiast tam jechać kupiłbyś sobie coś”. Doświadczenie przemija. Płacę, przeżywam, odpływa. Rzeczy materialne to inna opowieść. Kupuję i mam. I mam.  I mam, aż do przeprowadzki, imprezy zrobionej przez dorastające dzieci w domu albo promocji, z okazji urodzin sklepu, na którą się skusiłem. Tyle że szybko przestajemy zauważać to, co niezmienne. Mając z czymś do czynienia na co dzień, lub na „co noc” (łóżko), przestajemy to dostrzegać. Zwykle nie doceniamy, ignorujemy. (Następnym razem okaż trochę uczucia suszarce do włosów, musi czuć się samotna). Namacalność przedmiotów nie stawia ich w uprzywilejowanej pozycji w stosunku do przeżyć. Nowy iPhone, ubrania, meble; wtapiają się w tło, znikają. Stają się passe, zawodzą, nie wystarczają.

Tymczasem przemijające doświadczenia zwykle nie są z nami tak długo, by stać się niedoskonałymi. A przy tym trwają w naszych umysłach, na zdjęciach, w opowieściach rodzinnych i kolegów z pubu.

Jak często wspominasz zakup prodiża? Pralki? Laptopa?

Nie mogę się oprzeć. Gdy to piszę pojawia mi się w głowie taki przesłodzony disnejowski banał: dwoje uroczych staruszków na bujanych fotelach, oboje w okularach, nogi przykryte pledem (oczywiście w kratkę), ogień w kominku, ciepłe światło, śnieg za oknem. On czyta, ona robi na drutach.

- A pamiętasz Roman, jak kupiliśmy ten robot kuchenny z ośmioma programami?

- Złotko moje, oczywiście, że pamiętam. Do dziś w uszach mam dźwięk ścierania warzyw na potrawkę. To były czasy.

Przeżycia pozostają z nami dłużej. Przypominamy je sobie częściej. Świadomie i intencjonalnie do nich wracamy. To co dobre nie tylko trwa w naszych wspomnieniach, ale z czasem samoistnie dąży do doskonałości. Nasz umysł tworzy fotoshopki przeszłości; wycina niepasujące elementy, dodaje blasku, wyszczupla i rozświetla uśmiech; wykonuje niezwykłą pracę eliminuje wszystko, co mogłoby szpecić czy zatruwać. Po jakimś czasie, nawet deszczowe wakacje nad Bałtykiem nabierają rumieńców; „graliśmy w karty, dużo rozmawialiśmy, okazało się, że moje dzieciaki to całkiem mili młodzi ludzie; było w dechę”.

Co jeszcze sprawia, że lepiej stawiać na przeżycia?

· Nieporównywalne. O ile dość łatwo jest porównać samochody, sprzęt audio, czy ubrania; o tyle każda komórka doświadczeń ma inne DNA. Dzięki przeżyciom jesteśmy szczęśliwsi, ponieważ rzadziej mierzymy ich wartość poprzez porównywanie z innymi. Smak czerwonego wina, zachód słońca nad morzem, spacer w lesie, kąpiel w jeziorze nie przestają być dobre, nawet gdy inni robią coś więcej.

· Relacje. Doświadczając często wchodzimy w interakcje z innymi ludźmi, w tym z rodziną. Czasopisma naukowe są nasączone wynikami badań, które wskazują, że nasze szczęście w dużej mierze zależy od tego, jak układa nam się z innymi ludźmi.

· Aktywność fizyczna. Rzadziej, ale też gdzieś tam między wersami, przepychana jest również teza, że doświadczanie skłania ludzi do ruchu (niekoniecznie do pocenia), a ruch służy szczęściu.

· Tożsamość. Każdy z nas czerpie wiedzę o samym sobie, gdy umysł siada w pozycji widza i przygląda się temu co robimy. W ten sposób doświadczenia kształtują naszą tożsamość. Jestem taki, jak się zachowuję. Mam świadka: mój mózg to widział. W tym sensie jestem tym, czego doświadczam. Niewiele na temat mojej tożsamości mówi fakt, że mam trzy pary butów sportowych, a wszystkie firmowe że hej hej hej.

Niejednoznaczności kilka (o czym, nie mówią badania)

· Pomiędzy zakupem doświadczenia, a kupnem przedmiotu jest jeszcze trochę szarości, o której łatwo zapomnieć: kupuję przedmioty, które pozwalają mi doświadczać. Mam rower, bo lubię na nim jeździć. Lubię fotografować, więc inwestuję w wymarzony aparat. W tym przypadku jednak granica między „mam by robić” a „mam by mieć” jest bardzo wąska. Aby się o tym przekonać wystarczy wejść na stronę o fotografii. Tysiące dyskusji na temat sprzętu. Większość oparta na bardzo subiektywnej ocenie i nakierowana na to, by udowodnić komuś ignorancję. Z oczu znika cel, jakim jest robienie zdjęć, umiejętność dostrzegania, układ światła i cienia.

· Nie wspominam przedmiotów, ale się do nich przywiązuję. Satysfakcja z posiadania może przyjść później, gdy pojawi się w drzwiach razem z sentymentem. Niezmiennie rozczulają mnie buciki noszone przez moje dzieci w przeszłości. Ciepło myślę, o moim pierwszym samochodzie podarowanym przez ojca…

· Nie wspominam przedmiotów, ale przedmioty przypominają mi ludzi, miejsca, historie.

· Kiedy piszę o kupowaniu doświadczeń, większość z nas myśli o tropieniu żubra o świcie, oglądaniu obrazów impresjonistów, wystawy fotografii Henri Cartiera Bressona, kibicowaniu podczas meczu na Maracana. Nie często się to zdarza. Nie dla wszystkich jest to osiągalne. A jak się zdarzy, nie zawsze spełnia nasze oczekiwania.

· Nawet najbardziej niezwykłe, ale powtarzane z określoną w hercach częstotliwością, doświadczenia też mogą stać się miałkie, banalne, pozbawione smaku i wyrazu. Przynajmniej na jakiś czas.

Jestem w cudownym miejscu. Budzę się. Wstaję. Piękny widok. Ten sam piękny widok. Ten sam piękny widok. Powtórz.

· Zdarza się też, że coś wspominamy bo zdobycie tego, wiązało się z jakimś konkretnym przeżyciem. Jestem pewien, że bezwzględni i silnie zorientowani na cel konsumpcyjni terminatorzy walczący o parę nowych Nike Jordan dłużej będą wspominać jatkę pod sklepem:

„Normalnie zamieszki. Niektórzy zostali spryskani gazem pieprzowym. Chaos. Ludzie byli zgniatani, popychani na podłogę, nadeptywani. To było szalone”;

niż nosić zdobyte buty.

Niejednoznaczności kilka, o których już dziś nie napiszę.

· Doświadczenia: z taśmy produkcyjnej, udawane, sztuczne. Często buńczuczne nazwy: wyjątkowe, tradycyjne, prawdziwe; z miejscowym, ze specjalistą. Męczące swoją nieautentycznością, oddaleniem od tego co prawdziwe.

· Poszukiwanie doświadczeń może stać się inną formą materializmu i snobizmu: podróże, festiwale muzyczne, maratony, hipsterskie knajpy, wyjątkowo zindywidualizowany catering, kluby tango.

· Doświadczam by zostać zauważonym, zdobyć lajki, uznanie, komplement. Kupuję doświadczenie, by dzięki reakcji innych podnieść swoją samoocenę.

· „Gospodarka doświadczeń.”