Kaszlesz? Nie wiadomo do końca dlaczego. Póki co lekarze nie znaleźli przyczyny, a ty zbyt często ich nie odwiedzasz by to zgłębić. Zdarza się jednak, że po wysłuchaniu w radiu reklamy jakiegoś leku nabierasz przekonania, że to na pewno to: powód twojego niedomagania. Nawracający, męczący, suchy a może mokry. Nie masz pewności ale dzięki reklamom w następujących po sobie szybko odstępach miałeś już krztusiec, astmę oskrzelową i kaszel palacza (choć nigdy nie paliłeś). Ukierunkowana autodiagnoza bywa niezwykle efektywna. Nieuzbrojony w wiedzę z zakresu medycyny umysł natrafia na proste wytłumaczenie niedomagania w cielesnej powłoce, i natychmiast otrzymuje rozwiązanie, w postaci specyfiku, którego niewłaściwe stosowanie zagraża życiu lub zdrowiu.

Nie wiń się za naiwność. To całkowicie normalne, i dotyczy również tych, których umysły się zbroją. Swego czasu w literaturze medycznej i psychologicznej pojawił się termin „syndrom studenta medycyny”. Młodzi ludzie zaczynający kształcenie w szkole medycznej nierzadko stwierdzają u siebie te choroby, o których właśnie się uczą. Między innymi Bernard Baars pisał o rutynowo rozwijającym się u człowieka urojeniu. Najpowszechniejszą na kampusie szkól medycznych zwykle jest choroba tygodnia– czyli to co właśnie przerabiane jest na zajęciach. Nabywając wiedzę o chorobach studenci nabierają przekonania o tym, że opisana choroba dotyczy ich albo kogoś im bliskiego.

Tak jak w książce Imię Róży, kiedy narrator pisze:

„Nauczyłem się później, że kiedy człowiek czyta książki z medycyny, wmówi sobie zawsze bóle, o których one mówią.” *

Zwykłym banałem jest dostrzeganie u siebie gruźlicy, nowotworu czy anemii. Ciekawie robi się, gdy mieszkańcy bogatych krajów Ameryki Północnej czy Europy diagnozują u siebie trąd. (Umówmy się nawet w Warszawie jest to raczej rzadka choroba.) Najciekawiej robi się są jednak, gdy młodzi mężczyźni przechodzą menopauzę.

Niektóre szacunki mówią o tym, że omawiany syndrom dotyczy około 80% całej populacji studentów. Nie jest to jednak, jak wcześniej sądzono, konsekwencją nadmiernej skłonności do hipochondrii. Winne jest wystawienie na działanie nowych informacji. U studentów uaktywniają się wspomnienia, obawy, strach oraz skłonność do spekulowania na temat tego, jak bardzo na daną chorobę są narażeni oni i ich bliscy. Ucząc się o inwazji ciemnej strony mocy na swoje organizmy przyszli lekarze myślą o tym w dzień i śnią o tym w nocy. Jedno z badań ujawniło, że 40% wszystkich snów u studentów pierwszego roku medycyny dotyczyło sekcji zwłok, operacji albo uszkodzeń ciała.

Syndrom studenta medycyny podobnie, jak obserwowany od niedawna w gabinetach lekarskich  „syndrom pacjenta z dostępem do Internetu”, to efekt zniekształceń poznawczych, które prowadzą do negatywnych, szkodliwych myśli. Choć optymistyczne nastawienie bez wątpienia ma swoje zalety daleki jestem od tego, by namawiać Cię do narażającego na kontuzję ustawicznego podnoszenia kciuka i nieuzasadnionych uśmiechów służących poprawie nastroju. Zwrócę jedynie uwagę, że nasze mentalne doświadczenia bywają efektem gierek, na jakie pozwala sobie fircyk mózg. Zniekształcenia zwykle przyjmują, jakąś formę przesady, wyolbrzymienia, pompowania balonika. Mogą też, jak wskazuje się w terapii poznawczo-behawioralnej, wywoływać i wzmacniać nasze uczucia, i prowadzić do określonych, nie zawsze pożądanych zachowań.

Przyjrzyjmy się niektórym z powszechnych sabotażystów pracy naszego mózgu:

· mentalnemu filtrowaniu,

· umniejszaniu pozytywów,

· personalizacji porażki,

· myśleniu katastroficznemu,

· nadmiernej generalizacji,

· rozumowaniu emocjonalnemu ,

· wzmacnianiu i minimalizacji,

· myśleniu typu: muszę/powinienem.

Mentalne filtrowanie to tendencja do ignorowania pozytywów i skupiania się na tym co złe, negatywne, brudne czy zepsute. Spośród tego, co możemy zaobserwować wybieramy to co nędzne, dziadowskie, żałosne. W ten sposób skutecznie wyłączamy postrzeganie dobrego. Tracimy czas energię i przyjaciół. Gdy napiszę tekst na bloga i wśród wielu pozytywnych komentarzy jeden okaże się negatywny to właśnie jemu poświęcę najwięcej uwagi. Gdy nauczyciel sprawdza eseje studentów musi tłumaczyć, dlaczego zawarł w tekście jakąś negatywną uwagę. Robimy to sobie sami albo padamy ofiarą filtrujących; jak wtedy gdy zgodnie ze standardami gwiazdek Michelin przygotowujemy romantyczną kolację i przy krewetkach z makaronem ryżowym zamiast komplementu słyszymy, to się powinno jeść pałeczkami a nie widelcem, i popijać winem śliwkowym a nie białym reńskim.

Co jeszcze sobie robimy? Umniejszamy pozytywy.

Zdałeś egzamin na piątkę? Piękna dziewczyna przyjęła zaproszenie na randkę? Twoja prezentacja wypadła dobrze? To czemu się nie cieszysz?

Cieszę się, ale to zwykły przypadek, fuks.

Sens umniejszania pozytywów kryje się w tym, że choć nasze osiągnięcia są efektem ciężkiej pracy, umiejętności, poświęcenia, odwagi, rozsądnych wyborów etc. tłumaczymy je zbiegiem pozytywnych okoliczności. W ten sposób pozbawiamy się poczucia kontroli, co nie tylko zmniejsza radość z życia ale też tępi naszą motywację i buduje poczucie bezradności.

W pewnym sensie uzupełnieniem dla umniejszania pozytywów jest personalizacja porażki. Zwykle, jak mówią nam psychologowie społeczni, ludzie mają skłonność do przypisywania sobie sukcesów i winienia wszystkiego, poza sobą, za swoje porażki. Personalizacja to skłonność do odwrotnych myśli: kiedy przytrafia się nam coś złego, powód widzimy w sobie. Nie ma tu znaczenia jak było naprawdę; czy to my zawaliliśmy czy też stało się tak na skutek pozostających poza naszą kontrolą okoliczności. Oczywiście branie odpowiedzialności za swoje czyny zasługuje na pochwałę, ale naprawdę nie ma sensu winić się za wyginięcie dinozaurów i głupotę niektórych paradokumentów.

Odnaleźliście siebie? Nie? To dobrze. Mam nadzieję, że tak będzie też z kolejnymi zniekształceniami. Jednym z nich jest myślenie katastroficzne. Mamy z nim do czynienia wtedy, gdy po tym jak weszła nam w palec drzazga gładko przechodzimy do planowania rozkładu gości podczas stypy po na naszym pogrzebie.

„Nie umieraj Shrek, a jak zobaczysz długi tunel, to nie idź w stronę światła.”

Myślenie katastroficzne to używanie dynamitu do pozbycia się kreta z ogródka, a tymczasem trudności na które natrafiamy okazują się być do pokonania.

Idźmy dalej. Jedziesz samochodem zbliżając się do skrzyżowania i gdy jesteś już naprawdę blisko światła zmieniają się z zielonego na czerwone. Jeżeli przez głowę przechodzi ci myśl: ‘’ot i całe moje życie” to właśnie popełniasz błąd nadmiernej generalizacji. Osoby nadmiernie generalizujące na podstawie pojedynczych zdarzeń wyciągają wnioski na temat innych. Po tym jak obleją się kawą, zamiast wytrzeć i wysuszyć spodnie, stworzą układającą się w ciąg historię niepowodzeń, kończącą się w dziupli bezdomnych pod mostem.

Oczywiście wszyscy w pewnym stopniu generalizujemy. Nadużywamy słów takich jak „zawsze”, „nigdy”, „każdy”, „wszystko”. W odróżnieniu od generalizujących w normie, generalizujący nadmiernie dostrzegają jednak wzorce tam, gdzie ich nie ma, problem chwilowy widzą jako trwały, a w konsekwencji mają poczucie, że nic nie mogą zrobić by coś zmienić.

Czy już napisałem o Tobie? Nadmiernie generalizujesz, myślisz katastroficznie, personalizujesz porażkę a może umniejszasz to, co dobre w twoim życiu?

Nie?

To fantastycznie.

Bardzo się cieszę, mam nadzieję, że tak będzie również po tym, jak przedstawię trzy ostatnie zniekształcenia poznawcze, jakie wybrałem do tego artykułu.

Rozumowanie emocjonalne to zniekształcenie, którego oszukańcza natura polega na zaufaniu, jakie pokładamy w tym, co odczuwamy w danym momencie. Wierzę, że to co czuję w sposób wiarygodny informuje mnie o tym, co rzeczywiste i prawdziwe. Tymczasem może być dokładnie odwrotnie: kiedy czuję się smutny zasnuwam świat szarym cieniem, przez co gubię jego kolory. Nastrój i emocje kształtują to, jak postrzegamy to co nas otacza. Dla człowieka w nastroju krytycznym obrazek dzieci bawiących się w błocie będzie cynglem do skupienia się głównie na brudzie. Dla będącego w nastroju pogodnym ten sam obrazek będzie się wiązał z dziecięcą beztroską i radością. Emocje, które odczuwamy sprawiają, że możemy utracić ostrość widzenia rzeczy takimi, jakie są naprawdę.

Wzmacnianie i minimalizacja polega na przecenianiu pozytywnych cech i doświadczeń innych ludzi, przy jednoczesnym umniejszaniu tego, co dobre w nas. To jest mi niezwykle bliskie, bo w swojej pracy staram się zwracać dużą uwagę na problemy porównań. Przeceniamy dokonania innych jednocześnie umniejszając własne, a w efekcie wypadamy blado. To może dotyczyć tak błahych kwestii, jak dobór ubrania na imprezę, czy wielkość sałaty w ogródku, ale też kluczowych, jak choćby wychowanie dzieci czy kariera zawodowa. Tego zniekształcenia nie można tak po prostu łączyć z cudowną cechą człowieka, jaką jest skromność. Umniejszając siebie, jednocześnie wyolbrzymiając innych, szykujemy sobie uprawę niskiej samooceny. Musimy uważać z podlewaniem.

Choć negatywnych zniekształceń poznawczych jest znacznie więcej niż te opisane w tekście, ja ograniczę się do siedmiu, silnie powiązanych z naszym szczęściem.  Ostatnie, które mi zostało to jest myślenie w kategoriach powinności, innymi słowy myślenie typu muszę/powinienem. Jego istota zawiera się w tym, że stawiamy sobie i innym nierealistyczne cele i niebosiężne wymagania. „Muszę… powinienem…czuje się w obowiązku” to najczęstsze werbalne wyrazy tego, że gdzieś w naszej głowie zachodzi zniekształcenie poznawcze.  Jak zwykle to nie zawsze jest złe: poczucie obowiązku wydaje się być pozytywną cechą; ale bywa powodem niepowodzenia, i często niczym przycisk „on/off” wyłącza w nas chęć szukania alternatywnych rozwiązań. Muszę to zrobić, powinieneś to zrobić, zawiera w sobie ukryty, pośredni komunikat, tylko w ten sposób można pójść naprzód. Nierzadko przez takie myślenie tkwimy w czymś co nas niszczy, zamiast poszukać innych rozwiązań.

Czuję, że muszę się Wam do czegoś przyznać, nie odczuwam euforii. Zawsze kiedy piszę, obawiam się katastrofy. Na pewno ten tekst się nie spodoba, a jeżeli się spodoba to nie dzięki mnie, ale dzięki temu, że sam temat jest ciekawy. Jak się nie spodoba to znaczy, że ja zawiniłem. Ludzie przeczytają albo posłuchają i już nigdy nie wrócą do Ekonomii Szczęścia.

Pytanie sprawdzające na koniec:

Ile zniekształceń poznawczych rozpoznaliście w czterech zdaniach podsumowania?

* Umberto Eco, „Imię róży” w przekładzie Adama Szymanowskiego