Chyba nie było w historii pokolenia, które byłoby wolne od narzekania na współczesną młodzież. Zwyczajowe „a za naszych czasów” poprzedza wywód, że współczesne dzieci nie są tak mądre, inteligentne i ciekawskie, jak my byliśmy w przeszłości. Idealizując przeszłość dorośli nie tylko filtrują fakty, tak by podkreślić swoją przewagę, ale też, jak pokazują badania, powielają nieprawdę. W latach osiemdziesiątych XX wieku Nowozelandczyk, James Flynn, przeanalizował dane historyczne i dowiódł, że odkąd przed ponad 100 laty zaczęto przeprowadzać testy inteligencji średni poziom IQ rośnie średnio o 0,3 rocznie. Tylko pomiędzy I i II Wojną Światową poziom inteligencji amerykańskich żołnierzy wzrósł o 14 punktów. Wypadamy dużo lepiej niż nasi przodkowie. Gdyby porównać współczesnego człowieka z jego przodkiem żyjącym na początku XX wieku, to według naszych norm sto lat temu średni wynik na teście IQ wyniósłby 70. A gdyby ich kryteria zastosować dzisiaj to nasz średni wynik byłby równy 130, co uznawane jest za próg wysokiej inteligencji.

Czy to oznacza, że jestem inteligentniejszy niż Platon? Cóż, pomyślmy. Jak się szacuje Platon urodził się w 424 roku p.n.e. Gdyby przyjąć, że wzrost IQ obserwowany w XX wieku był liniowy i występował również we wcześniejszych okresach to musielibyśmy uznać, że Platon miał iloraz inteligencji na poziomie o 733 punkty niższym niż osiągnie dziecko, które się urodziło w roku 2021. Jego IQ byłoby ujemne i wynosiło, lekko licząc, 600 punktów ale na minusie. Myślę, że wszyscy jesteśmy na tyle inteligentni by odrzucić tę niedorzeczność. Koniec końców Platon miał kilka wartościowych przemyśleń.

A zatem, co tu nie gra? Nie wydaje się być prawdopodobnym stwierdzenie, że ludzie żyjący przed nami rzeczywiście tak mocno odbiegali od nas poziomem inteligencji. Dość wywrotowym byłoby też orzec, że testy IQ niewiele mierzą. Szczególnie, gdy mamy do czynienia z wynikami badań wskazującymi, iż poziom inteligencji jest skorelowany z wieloma rzeczami (np. dochodem i wydajnością w pracy).

Potencjalnym wytłumaczeniem byłoby też to, że po prostu nauczyliśmy się rozwiązywać testy. Mielibyśmy więc do czynienia z czymś co opisałem w artykule o prawie Goodharta – skierowaliśmy uwagę na narzędzie pomiaru zamiast skupić się na rozwijaniu tego, co ono rzeczywiście mierzy.

Jak to zwykle bywa, gdy pod mikroskop bierzemy życie człowieka, wszystkie wytłumaczenia wydają się jednak nie trafiać w sedno. Powody mogą być różne i może być ich wiele, a najbardziej prawdopodobna (choć to przeczy prawom prawdopodobieństwa) jest ich kombinacja.

Sam Flynn wraz ze swoim współpracownikiem Williamem Dickensem tłumaczą obserwowany przez lata wzrost IQ tzw. środowiskowym efektem mnożnikowym. Twierdzą oni, że wzrost inteligencji jest zdeterminowany m.in. kulturą, która wywiera wpływ na to, jakie formy inteligencji są najbardziej cenione, eksponowane, a przez to też kształcone; zdrowiem, żyjemy dłużej i jesteśmy zdrowsi niż nasi przodkowie; i edukacją, która nigdy w przeszłości nie była tak powszechna.

Rozważmy to na przykładzie. Jeżeli żylibyśmy w społeczeństwie, w którym najbardziej cenioną umiejętnością byłoby szybkie wchodzenie po schodach, wkrótce nasze średnie osiągnięcia w tym zakresie zaczęłyby wzrastać. Oczywiście, ci których budowa ciała i predyspozycje fizyczne czynią ich szczególnie predysponowanymi do szturmowania wysokich budynków, nadal byliby zwycięzcami, ale jednocześnie średni poziom wytrzymałości i szybkości stąpania po stopniach istotnie by wzrósł. Aby w ogóle móc przystąpić do konkurowania z innymi początkujący stąpacze schodowi musieliby poddać się treningowi, nastawieni konkurencyjnie rodzice inwestowaliby duże pieniądze w kursy mówiące ich dzieciom o tym, czy lepiej wchodzić po jednym stopniu czy może skakać po dwa, a na rozmowach o pracę na pytanie o hobby, pojawiałyby się odpowiedzi w rodzaju: w wolnym czasie lubię wbiegać sobie schodami na Pałac Kultury? Żyjąc w społeczeństwie ceniącym taką umiejętność, obserwowalibyśmy, że z czasem, każde kolejne pokolenie byłoby lepsze od poprzedniego. Nie tylko ustanawiane byłyby nowe rekordy ale też, z powodu rosnącej liczby osób trenujących, średni wynik po prostu by się podwyższył.

Wydaje się bardzo prawdopodobne, że podobnie było z IQ. W kulturze ceniącej określony rodzaj zdolności poznawczych dążymy do tego, by właśnie te zdolności nie tylko rozwijać ale też mierzyć. Efekt Flynna to też doskonały przykład tego, że jeżeli stworzymy ludziom odpowiednie warunki do właściwego działania, coraz więcej ludzi będzie właściwie działać. Nie trzeba daleko szukać. Ostatnie sto lat  to czas nauki czytania i pisania, ale też treningu w myśleniu abstrakcyjnym i stosowania podejścia naukowego.  Zmiany w środowisku sprawiają, że my też się zmieniamy. Być może najlepiej ilustruje to nasz wzrost: ludzie są dzisiaj średnio o około 11 centymetrów wyżsi niż w XIX wieku.

Mówiąc jeszcze inaczej: uczymy się myśleć w określony sposób. W swojej książce Flynn przytacza przykład z badań przeprowadzonych wśród radzieckich chłopów. Prowadzący je Aleksandr Łurija zapytał: „W Niemczech nie ma wielbłądów. B to miasto w Niemczech. Czy w B są wielbłądy?". Człowiek powiedział: "Jeśli jest wystarczająco duże, powinny tam być wielbłądy". Łurija dociekał: "Ale co sugerują moje słowa?". Człowiek odparł: "Może to mała wioska i nie ma tam miejsca dla wielbłądów".

Nasi przodkowie, szczególnie ci żyjący przed rewolucją przemysłową, w swym myśleniu kierowali się w stronę konkretów. Przytoczmy jeszcze jeden przykład z badań radzieckich chłopów. Łurija zapytał:

„Co mają ze sobą wspólnego kruki i ryby?”.

Odpowiedź:

"Kompletnie nic. Mogę zjeść rybę, ale nie kruka. Kruk może złowić rybę, ale ryba nic mu nie może zrobić".

Łurija zapytał, czy oba nie są zwierzętami?

Badany odparł:

"Oczywiście, że nie. Jedno jest rybą, a drugie ptakiem".

Generalizowanie, szeregowanie i dostrzeganie, na pierwszy rzut oka często niepraktycznych zależności, to trening który odbieramy odkąd jesteśmy dziećmi. A przy tym nie możemy wykonać kroku by nie być bombardowanymi za pomocą symboli. Otaczamy się abstrakcją. Obrazy, zdjęcia, hasła, gry planszowe, muzyka, emotki czy matematyka. Posługujemy się nimi, nawet o tym nie myśląc, podczas gdy dawniej ludzie skupiali się na praktycznej użyteczności obiektów, korzyściach ale i zagrożeniach z nich płynących. To dlatego, jak wskazywał Flynn, średnie wyniki uzyskiwane dawniej w podtestach wymagających od badanego zdolności do abstrakcyjnych uogólnień były o wiele niższe niż dzisiaj.

Dzisiaj ludzkość jest wytrenowana w poszukiwaniu związków logicznych i myśleniu hipotetycznym. Po prostu lepiej radzimy sobie z pewną specyficzną umiejętnością. Trenujemy się w abstrakcyjnym myśleniu ale to wcale nie oznacza, że automatycznie poprawiły się wszystkie nasze umiejętności poznawcze. Tak jak regularne ćwiczenie mięśnia dwugłowego ramienia zwanego powszechnie bicepsem, nie prowadzi do rozwinięcia mięśni ud i łydek, tak samo podwyższanie naszych umiejętności umysłowych w określonym obszarze, nie musi przekładać się na ogólny rozwój. A ponadto: jeżeli inteligencja jest miarą dostosowania się do środowiska, to ludzie żyjący sto lat temu nie byli dużo mniej inteligentni od nas.  Może nauczyliśmy się dostrzegać w dwóch kropkach i nawiasie uśmiech, potrafimy obsługiwać, przynajmniej podstawowe, funkcje telefonów. Ale czy nasze zachowania rzeczywiście wybiegają tak bardzo do przodu? Czy nasze decyzje i sposób myślenia stały się lepsze dzięki temu, że przez ostatnie sto lat średni IQ wzrósł o 30 punktów?

Istnieją umiejętności i cechy powiązane z potencjałem intelektualnym człowieka, dla których nie zaprojektowano testów IQ. Krytyczne myślenie, przenikliwość, a przede wszystkim mądrość. Choć w ostatnim czasie, dzięki wyróżnieniu innych rodzajów inteligencji, nasza obsesja związana z IQ nieco osłabła, możliwe jest, że przypisywanie jej zbyt dużej roli jest po prostu wyrazem tego, że mądrość i ludzkość powędrowały różnymi ścieżkami.

A na koniec coś dla tych, którzy po przeczytaniu tego artykułu podejmą dyskusję, ze swoimi dziećmi. Gdyby twój potomek zaczął się za bardzo puszyć i sugerować wyższość jego pokolenia nad twoim, warto wspomnieć, że nauka dostarcza nam dowody na to, że być może doszliśmy do kresu ery stałego wzrostu poziomu IQ. Wyniki badań przeprowadzanych w wielu krajach wysokorozwiniętych wskazują, że w ostatnich dekadach poziom inteligencji najmłodszych pokoleń nie tylko nie rośnie ale zaczął maleć. Za punkt zwrotny przyjmuje się połowę lat 90-tych XX wieku. Niektórzy zaczęli się zastanawiać, czy to aby nie oznacza, że doszliśmy do maksimum ludzkich możliwości. Ta wizja napawa mnie lękiem. I nie martwi mnie to, że nie będziemy inteligentniejsi. Nie dołuje mnie wizja braku rozwoju. Tym co naprawdę przeraża, to moment, w którym rozglądając się wokół miałbym stwierdzić:

A zatem to jest szczyt homo sapiens?

Spodziewałem się więcej.