Czym byście się zajmowali gdybyście nie musieli pracować? Gdyby pieniądze nie były problemem?

Kiedy słyszę tego typu pytanie wyobrażam sobie siwego brodatego guru, całego na biało, siedzącego w pozycji lotosu na szczycie góry. A jednak wielu z nas zdarza się ulegać fantazjom na temat tego co byśmy robili po tym, gdybyśmy tylko wygrali los na loterii albo dowiedzieli się o spadku po ekscentrycznym wujku. Albo żeby chociaż raz umierający milioner z Wybrzeża Kości Słoniowej przelał na nasze konto ten obiecany milion.

Pomrukujecie?

Ojjj …. wtedy to ja bym dopiero żył.

Hamak, podróże, hamak, hamak, drinki z palemką.

Żadnego budzika, żadnych poniedziałków i korków w drodze do biura.

A owocowe piątki to bym sam sobie robił. I czwartki też.

Zejdźmy z niebieskiego tumanu abstrakcji i rzućmy okiem na, do bólu przyziemne, zachowania i doświadczenia zwykłych ludzi.  Zastanawialiście się kiedyś dlaczego trzy czwarte osób, które wygrywają na loterii nie przestaje pracować? Mogliby rzucić to co robią – z typowym dla siana z butów „a co?  Mnie na to nie stać” . Nie robią tego.

Tak, zwykle pracują mniej.

Tak, nierzadko zmieniają pracę,

Nie, nie porzucają jej.

Podobnie jest z wieloma emerytami. Niektórzy nie mają wyjścia, muszą pracować bo emerytura nie starcza na przeżycie, ale pracują również ci, którzy mogliby tego nie robić.

Pracujemy by zapłacić rachunki, wyjechać na wakacje, być bogatszym od sąsiada. Pieniądze są potrzebne i dopóki nikt nie zapłaci nam 100 tysięcy złotych tygodniowo za głaskanie kotów albo oglądanie seriali, będą one stanowiły powód do wypełniania obowiązków robotnika trzeciej zmiany.  Wydaje się jednak, że praca zawodowa to coś więcej niż tylko sposób na zarabianie. Najlepiej widać to podglądając ludzi, którzy zostali jej pozbawieni; bezrobotnych.

Obserwacje bezrobotnych poczynione przez Marie Jahoda i jej współpracowników w austriackiej wiosce Marienthal, dostarczyły autorce bodźca do stworzenia modelu ukrytych funkcji pracy.

Chociaż Marie Jahoda rozwinęła swój pomysł odnosząc go do bezrobotnych od dawna już używamy go do analizowania osób zatrudnionych. Co, zdaniem Jahody, daje nam praca? Jakie są jej ukryte funkcje? Zacznijmy od ich wymienienia:

  • struktura czasu
  • wspólne cele
  • kontakty społeczne
  • status społeczny
  • aktywność

Teraz możemy je bliżej opisać.

Struktura czasu. Nasze doświadczenie czasu jest w dużej mierze kształtowane przez instytucje. Zauważcie, że to o której wstajesz z łóżka, kiedy jesz czy spacerujesz po lesie, do pewnego stopnia zależy od godzin pracy w biurze, fabryce, szkole; kiedy twoje dziecko trafia do przedszkola albo od godzin otwarcia poczty.

Czas, do którego tęsknimy w naszym zabieganiu, może być naszym wrogiem. Choć na co dzień wielu z nas marzy by się wyrwać z reżimu zegara, całkowicie pozbawieni struktury nierzadko się gubimy. Pragniemy czasu wolnego od obowiązków i rzeczy do zrobienia. To całkowicie naturalne.  A jednak gdy przez długi okres nie mamy nic konkretnego na tapecie to, czy godziny nie zasiadają przy stoliku kawowym i z nogą na nodze, podjadając deser niezauważone mijają. Niektórych z nas dopada znudzenie, inni hurtowo marnują chwile, by ostatecznie nie zrobić nic. Jak napisano o bezrobotnych z Marienthalu:

Oni, którzy nie muszą się już spieszyć, niczego też nie rozpoczynają i z wolna ześlizgują się w wypierające uregulowaną egzystencję chaos i pustkę.

Wspólne cele.  Praca daje więc strukturę, a jej brak może być niszczący. Marie Jahoda uważa też, że człowiekowi trudno jest żyć i funkcjonować bez poczucia, że robi coś użytecznego. Każdy chce się czuć potrzebny, użyteczny, niezastąpiony. Praca nierzadko daje poczucie spełnienia tych oczekiwań. Ci, którzy go nie mają, są narażeni na zwiększoną skłonność do odczuwania niepokoju, obniżoną sprawność układu immunologicznego, lub mówiąc zwyczajnie: na krótsze i gorsze życie.

O tym, jak istotne jest robienie rzeczy mających sens, przekonują nas wyniki badań: 9 na 10 pracowników byłoby skłonnych zmniejszyć swoje zarobki, jeżeli miałoby to się przełożyć na zwiększenie znaczenia, jakie ma ich praca.

Mało tego!

Ludzie są gotowi zapłacić, żeby tylko to co robią było ważne dla innych! Szacunki przygotowane przez zespół kierowany przez Shawna Achora mówią nawet o 23% przyszłego wynagrodzenia, w zamian za możliwość wykonywania przez całe życie pracy, która ma sens.

Nie miejmy jednak złudzeń. Samo wykonywanie pracy zawodowej nie chroni nas od poczucia bezsensu. W krajach europejskich niemal 1 na 5 pracowników twierdzi, że to co robi nie ma żadnego znaczenia.

Kontakty społeczne. Powiązana z niesieniem pożytku jest potrzeba kontaktu z innymi ludźmi. Zdecydowana większość ją odczuwa. Tego nie da się zastąpić zwiększoną intensyfikacją życia rodzinnego. To ludzie spoza najbliższego kręgu; rodziców, rodzeństwa, małżonka, dzieci, dostarczają nam niezbędnych bodźców. Musimy spotykać innych by nauczyć się lepiej rozróżniać i oceniać zachowania, by uzupełnić w swojej głowie katalog ludzkich słabości i silnych stron, w końcu, by poznać zróżnicowanie postaw, opinii czy sposobów życia.

Status społeczny. Status społeczny w dużej mierze wynika z tego, co cenią ludzie wokół nas. Jest on podstawą do tworzenia własnej tożsamości. Możemy sobie oczywiście pomyśleć: to, że jestem bezrobotny, nie stawia innych nade mną, nie jest od nich gorszy, mniej wartościowy etc. No tak, ale co myślą inni? Będąc pytanymi przez nowopoznaną osobę o to co robicie, naprawdę nie czujecie żadnego skrępowania odpowiadając  „aktualnie jestem bez pracy”. Wiem, wiem, lepiej być bez pracy niż przyznać się, że jesteśmy  działaczem partyjnym albo, że piszemy blog naukowy. Zwykle jednak chcielibyśmy móc się czymś wykazać. To jak inni nas oceniają, a nawet to jak nam się wydaje, że inni nas oceniają, wpływa na to jak sami siebie postrzegamy. W zachodnich społeczeństwach, a takim jest nasze, praca, którą wykonujemy jest jednym z najważniejszych kryteriów oceny człowieka. Ostatnie badania wskazują, że Polacy przede wszystkim cenią strażaków, ratowników medycznych i lekarzy. Ich status jest wysoki. Cenimy też profesorów, robotników wykwalifikowanych i szewców. (Tak na marginesie: interesujący rozstrzał, nieprawdaż? Nie budzą w nas szacunku działacze partyjni, youtuberzy i influencerzy. Jednak jak pokazują badania w innych krajach, lepiej być już pogardzanym przez wielu posłem, albo mizdrzyć się na Instagramie, niż być żyjącym z zasiłków bezrobotnym.

Piątą, ostatnią z ukrytych funkcji pracy jest aktywność. Zdaniem Jahody bycie aktywnym, nawet tylko dlatego, że musimy zarabiać pieniądze, jest lepsze niż pozostawanie w stanie pasywnej niegramotności. Najlepiej zobrazuje to cytat bezrobotnego z Marienthalu:

„Dzień taki, jaki ja spędzam, jest beznadziejnie długi. Siedzę sobie na krześle i patrzę na budzik, którego cykanie przypomina mi kapanie kropli deszczu. (…) Chcę jakiegoś celu życia, ruchu, czynu, ale nie mogę tego wydobyć z siebie, bo i jak mam zmusić to, co dawno we mnie umarło. Czekać na śmierć to znaczy być trupem.”

Czy tu potrzeba więcej słów?

Oczywiście, zdarza się, i to wcale nierzadko, że ludzie znajdą zaspokojenie wskazanych przez Jahodę potrzeb poza pracą zawodową czy nauką. Przez jakiś czas i w jakimś zakresie religia, sport, aktywność charytatywna, czy hobby mogą pełnić te same funkcje co praca, robota, i mordęga na etacie. Praca ma jednak tę przewagę, że wypełnia je wszystkie jednocześnie i to w dużym stopniu. Tak długo, jak to co robimy nie ma znamion odczłowieczenia, każda praca wydaje się być czymś pożądanym i potrzebnym człowiekowi.

Nie zrozumcie mnie źle. Twierdzenie, że praca ma ukryte funkcje, które odgrywają dużą rolę dla naszego codziennego funkcjonowania, nie wyklucza tego, że niektórzy z nas harują, zmagają się z brakiem sensu, są źle traktowani. A jednak, jeżeli Marie Jahoda ma rację, to świat bez pracy, choćby takiej, która nie służy zarabianiu, mógłby okazać się mało gościnnym miejscem do życia.

Myśleliście o tym?

Pewnie Was to nie dotyczy.

Nie, no oczywiście, Was to nie dotyczy.

Wy wiecie co byście zrobili z czasem.

To inni są w tym beznadziejni.

Zazdroszczę Wam.

Ja nie mam w sobie takiej pewności.