W idealnym, wymarzonym przez racjonalistów, świecie ludzie są konsekwentni i dostosowują swoje przekonania postawy i zachowania do nowych informacji. W nieidealnym świecie kompromisów ze zdrową dietą i „zmianą swojego życia ale od jutra”, miło taplamy się w bagienku naszych przekonań i trudno nas z niego wyciągnąć.

Nie żebym się skarżył, ale w tym przypadku naukowcy mają gorzej. Z jednej strony informacje, które przeczą temu w co wierzymy sprowadzają na badaczy dyskomfort, jak u wszystkich ludzi. Z drugiej, dowody naukowe na to, że coś działa dokładnie odwrotnie niż myśleliśmy, smakują lepiej niż malibu na plaży w Malibu.

O ile jednak coś może być piękne i brzydkie “za dnia pięknością w nocy zaś szkaradą”, dobre i niedobre; przetłuszczone żarcie; o tyle nie znam niczego, co byłoby jednocześnie prawdziwe i nieprawdziwe.

Fakty groźnie szczerzą zębiska. Kiedy nasze przekonania natrafiają na coś, co im przeczy, coś się będzie działo.

No to teraz będzie się działo.

Wszyscy to wiemy: by być szczęśliwym muszą być spełnione określone warunki.

Szczęście nie bierze się z niczego.

Szczęście jest zależne.

Pytani o jego źródło odpowiadamy stosując prosty schemat trybu warunkowego: będę szczęśliwy jeśli….

Jak wzorowi uczniowie w szkole  socjalizacji, odpowiadając pamiętamy oczywiście o tym, że najważniejsze jest na początku. A zatem koniecznie trzeba zacząć od mówienia, że najważniejsza dla naszego bycia szczęśliwym jest relacja z drugim człowiekiem. Skłonność do udzielania tej odpowiedzi wzrasta, gdy druga osoba, z którą właśnie jesteśmy w związku, stoi tuż obok.

Kiedy załatwimy sprawę z tym, co najważniejsze, idziemy dalej.

Będę szczęśliwy jeśli moje dzieci będą piękne, mądre i blond.

Teraz czas na prozę.

Będę szczęśliwy jeśli będę wykonywał interesującą pracę. Najlepiej taką, która da mi spore pieniądze -  oczywiste jest przecież, że nie można być szczęśliwym będąc biednym.

Wyliczankę pod tytułem “szczęśliwy jeśli”  można ciągnąć długo.

Ograniczając się do tego, co najczęściej powtarzane, sprowadza się ona do stwierdzenia; jestem szczęśliwy jeśli:

moje dzieci są miłe, empatyczne i pewne siebie,

partner życiowy wzorowy,

praca ciekawa,

wydatki znacznie mniejsze niż dochody,

a ja wyglądam jak pierwowzór rzeźby Dawida.

Takie myślenie częściowo znajduje potwierdzenie w wynikach prac naukowych. Spójrzmy na Stany Zjednoczone: przeprowadzone tam badania wskazują, że satysfakcja z życia będzie rosła wraz z dochodem aż do momentu, gdy będziemy zarabiać 75.000 $ rocznie.  Dopiero powyżej tego poziomu szczęście  przestaje być napędzane  zarobkami.

A zatem tak, to prawda, dochód wpływa na nasze szczęście.

Ale co by się stało gdyby tę zależność odwrócić?

Zmienić jej kierunek?

Czy można uznać, że zarabiam więcej bo jestem szczęśliwy?

Okazuje się, że jednopunktowy, na skali od jeden do pięciu, wzrost poziomu zadowolenia z życia przekłada się na dochód wyższy o 2000 $.  Ci którzy byli szczęśliwi kończąc uczelnię kilka lat później zarabiali więcej  od tych, którzy byli nieszczęśliwi  Zauważmy, że różnica w poziomie wynagrodzenia pomiędzy najmniej i najbardziej szczęśliwymi absolwentami szkół średnich i uniwersytetów wynosiła 8000 $, przy średnich dochodach całej grupy 35000 $ rocznie. Ten wynik nabiera dodatkowego znaczenia biorąc pod uwagę fakt, że różnice w dochodzie, które ujawniają się na początku kariery zawodowej w trakcie jej trwania zwykle ulegają pogłębieniu.

Badań, w których uzyskano podobne wyniki jest bardzo wiele.  Wszystkie one wskazują, że osoby które miały wyższy poziom szczęścia w czasie gdy kończyły edukację, uzyskiwały wyższe dochody w późniejszym okresie życia.

A zatem szczęście prowadzi do większych zarobków?

Opłaca się być szczęśliwym?

Ale dlaczego?

Zanim przejdę do szczegółów poczynię pewne zastrzeżenie: szczęście, o którym tu mówimy to nie jest prosta przyjemność wynikający z konsumpcji czy doświadczania ekscytujących zdarzeń. Szczęście, które ma wpływ na wartość naszego portfela to przede wszystkim długotrwałe zadowolenie ze swojego życia, raczej serotonina niż dopamina, raczej  trwały spokój niż chwilowa ekscytacja.

Psychologowie od dawna wskazują, że mózg szczęśliwego człowieka zdobywa biologiczną przewagę nad mózgiem osób nastawionych negatywnie lub nawet neutralnie do świata. Szczęście tak samo jak nieszczęście wpływa, na to jak odbieramy świat i co z niego wyciągamy. Koncentrowanie się na tym, co nas stresuje, co w naszym życiu jest złe i stanowi dowód niepowodzenia działa na nasz mózg jak bardzo skuteczna aplikacja I'm a Loser. Mózg nieszczęśliwego człowieka ogranicza możliwości dostrzegania okazji, skłania go do wybierania z otaczającego go świata elementów, które są zbieżne z tym co dana osoba czuje. Szczęśliwi widzą więcej dobrych rzeczy, nieszczęśliwi więcej złych.

Dlaczego jednak ludzie szczęśliwi mieliby zarabiać więcej?

Powodów może być bardzo wiele.

● Pierwszy z nich jest bardzo zwyczajny i dotyczy rekrutacji.  Dzisiaj często mamy do czynienia z osobami,  które mają podobne kompetencje i umiejętności potrzebne do wykonywania pracy zawodowej. Co w takim razie decyduje przy wyborze kandydata? Jakim kryterium się kierujemy dobierając osoby, do zespołu w którym chcemy pracować? Myślę, że nie zdradzam tu żadnej tajemnicy z zakresu human resources: ja wybieram osobę która jest  po prostu bardziej pozytywnie nastawiona, szczęśliwsza.

Szczęśliwi mają większe szanse na to by zdobyć wyższe wykształcenie i na to by dostać pracę, są szybciej i wyżej awansowani, są bardziej optymistyczni i mniej neurotyczni.

· Powód drugi: otwarcie na nowe doświadczenia. Mózg szczęśliwego człowieka jest bardziej zainteresowany poszukiwaniem nieznanego i próbowaniem różnych opcji.  Często to właśnie szczęśliwi ludzie są tymi, którzy potrafią zrobić rzeczy określane jako nieosiągalne. Nie chodzi tu po prostu o zwykłe przekonanie, że wszystko się uda, ale o pozytywne nastawienie, które przekłada się na zdolność dostrzegania opcji i większe zaangażowanie w poszukiwaniu rozwiązań.

● Powód trzeci;  szczęście sprzyja zdrowiu. W pewnym kontrolowanym eksperymencie  młodych i zdrowych ludzi  zainfekowano niegroźną bakterią. Ci, którzy w dniu zarażenia byli szczęśliwi szybciej radzili sobie z chorobą. Jak to się ma do zarabiania pieniędzy? Ludzie szczęśliwi rzadziej chorują, mają mniejszą absencję w pracy. Niektóre wyliczenia wskazują, że osoby nieszczęśliwe przebywają w domu rocznie średnio o 15 dni więcej niż osoby szczęśliwe.

● Powód czwarty: produktywność. Póki co, związek pomiędzy szczęściem a produktywnością nie jest silnie potwierdzony.  Jednym z powodów jest to, że badaniom nie jest poddawana relacja pomiędzy szczęściem a produktywnością, a pomiędzy satysfakcją z pracy i produktywnością. W jednym z niewielu badań, w którym przedmiotem analizy było szczęście Andrew Oswald i współpracownicy wykazali istnienie  pozytywnego wpływu.

● Powód piąty: postrzeganie i ocena. Szczęśliwi ludzie mają większe szanse na to że będą lubiani,  a co za tym idzie są lepiej oceniani przez swoich szefów, współpracowników i klientów. Ponadto pracodawcy często cenią sobie osoby które przyczyniają się do poprawienia morale i promowania pozytywnej atmosfery w pracy,  a to daje szczęśliwym przewagę konkurencyjną w rywalizacji o stanowiska i przywileje.

● Powód szósty:  inwestowanie w siebie. Będąc szczęśliwym jesteśmy bardziej skłonni do tego żeby się doskonalić, uczyć i ćwiczyć umiejętności - po prostu inwestować w siebie. W tym przypadku mamy do czynienia z doskonałym przykładem perpetuum mobile. Uczenie się sprzyja szczęściu, a szczęście wzmacnia chęć uczenia.  Przy czym warto podkreślić, że wcale nie musi tu chodzić o nabywanie przydatnych i spieniężalnych umiejętności, ani też o naukę w sformalizowanych strukturach takich jak uniwersytety. Nauka, która czyni nas szczęśliwymi to taka, której potrzeba wypływa z nas samych, i może oznaczać choćby uczenie się gotowania, języka obcego czy gry na gitarze

Parafrazując: a tych powodów jest ze 40  i sam już nie wiem co się w nich mieści.

Jednym słowem, no może  trzema: szczęście się opłaca. Istnieje wiele przesłanek do wierzenia, iż dbanie o to żeby być szczęśliwym może przyczynić się do polepszenia naszej sytuacji zawodowej.

A gdyby tak nie było?

A gdyby dbanie o swoje szczęście nie przyniosło większych zarobków?

Przypomina mi się Jan Himilsbach, zapytany o to czy uczy się angielskiego, by zagrać w amerykańskim filmie (podobno rolę zaproponował mu sam Spielberg).

-  I co, uczysz się? – pytali znajomi.

-  Nie. Jeszcze nie. Spielberg się rozmyśli, a ja z tym angielskim zostanę jak ten c**j – odpowiadał Himilsbach

W naszym przypadku ryzyko jest podobne.

Może się okazać, że nie zarobimy więcej i zostanie nam tylko to, że będziemy szczęśliwi.