Też tak macie?

Niekończące się lekcje, wakacje na podwórku, dylematy w rodzaju: gramy w kosza czy w nogę?  A za chwilę już rozmowy o nadciśnieniu, emeryturze i kremach dla cery dojrzałej. Przejście od momentu ”proszę pokazać dowód” w monopolowym do kategorii „dobrze wyglądasz… jak na swój wiek”  trwało krócej niż promocja w Biedronce.

Pyk. Puff. Abrakadabra.

Minął.

Czas.

Czas minął.

Był, i nie ma.

I tylko nastolatki patrzą na nas z wyrazem cielęcego niezrozumienia, gdy mówimy im, że nam się też kiedyś wydawało, że całe życie przed nami.

Nie wiem, jak Wy, ale ja mam 28 lat. Rok temu też miałem. Za rok też tyle będę miał. Co prawda system pyta, czy wprowadzić aktualizację danych, ale staram się opierać. Niestety podstępna maszyneria nie odpuszcza. W różnych miejscach stawia lustra, po domu kręcą się jakieś przerośnięte osobniki obu płci…, a gdy jadę na zjazd absolwentów, to zastanawiam się, dlaczego wpuszczają tu tych statusiałych kolesi, przecież to impreza dla młodych. Po takich doświadczeniach wracam do domu roztrzęsiony i boję się zmrużyć oko, by nie obudzić się w bujanym fotelu mając osiemdziesiątkę na karku.

O paradoksach czasu wiemy bardzo wiele; jak choćby to, że Herkules nigdy nie dogoni żółwia. Tym, co nas bardziej dotyczy niż wysiłki mitycznego herosa to paradoks postrzegania szybkości upływu czasu. Naukowcy nie tylko udowadniają, że z wiekiem czas biegnie szybciej, ale też wskazują, dlaczego tak się dzieje. Sekundy, godziny, lata wydają się być takie same dla wszystkich. Nie są. Mają swój subiektywny, względny charakter, o którym przekonujemy się w zależności od tego, po której stronie toalety jesteśmy.

Wraz z wiekiem czas wydaje się przyspieszać.

Dlaczego?

Jedno, całkiem zwyczajne wytłumaczenie skreślono wokół wartości względnej. Gdy mam 10 lat ostatni rok stanowił 10% mojego życia. A jeszcze więcej, jeżeli weźmiemy pod uwagę to co możemy pamiętać. Gdy jednak mam 50 lat, to ostatni przeżyty rok stanowi zaledwie 2% całego życia. Dlatego, każdy rok to dużo dla dziecka i niewiele dla dorosłego.

Drugie dość często przywoływane wytłumaczenie odwołuje się do fizjologii. Dziecięce serce bije szybciej niż u dorosłego. Do tego dziecko częściej wykonuje oddech. To skłoniło niektórych badaczy do sformułowania hipotezy, że procesy zachodzące w mózgu dziecka są przyspieszone. Gdy nabierając lat oraz centymetrów usmarkaniec dorośleje, mózg wyhamowuje, zmieniając wewnętrzne postrzeganie czasu.

Możesz to łatwo sprawdzić ze swoim dzieckiem, pod warunkiem jednak, że jest na tyle duże, że rozumie pojęcie sekundy oraz zwrot „siedź cicho”. „Młody, zamknij oczy i siedź cicho tak długo aż ci powiem, że możesz otworzyć”. Po minucie zapytaj dziecko ile czasu minęło. Większość uważa, że jakieś 40 sekund. Zrób to samo z dorosłymi, a okaże się, że będą przekonani iż z wiatrem przeminęło 60 a może nawet 70 sekund.

Wytłumaczeń dla przyspieszania czasu jest jednak więcej.

Koncepcja, o której chcę opowiedzieć dzisiaj pochodzi od Adriana Bejana.  Wychodzi on z prostego założenia, że z jednej strony mamy mierzony zegarem czas obiektywny, z drugiej subiektywny „czas umysłu” postrzegany przez każdego z nas inaczej.

W przeciwieństwie do 1 z 86 400 równych części potrzebnych do tego by Ziemia obróciła się wokół swojej osi czas mentalny, nie jest wspólny dla wszystkich. Czas mentalny to sekwencja zapamiętanych zdarzeń. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Bejan twierdzi, że tym co odróżnia dziecko od dorosłego jest liczba „mentalnych zdjęć”, które wykonujemy. Gęsto wypełniając godziny doświadczeniami mamy wrażenie, że „tyle się wydarzyło”, co sprawia, że w czas zapamiętany niejako się rozciąga. Łatwiej to zrobić, kiedy jesteśmy dzieckiem: wtedy więcej doświadczeń jest nowych. Trudniej gdy jesteśmy starsi, wtedy zmienność, a w efekcie liczba zapamiętanych doświadczeń, staje się mniejsza, a przerwy między nimi większe.

Zauważmy w tym miejscu: ta zasada nie stosuje się do przeżywania czasu w tej konkretnej, trwającej teraz chwili. Mówimy o wrażeniu przemijania.

Bejan dostarcza wyjaśnienia fizjologicznego. Wraz z wiekiem wzrasta zarówno rozmiar, jak i złożoność sieci neuronów w naszym mózgu. Przypomina to rozrastanie się wioski do wielkości miasta. Rośnie nie tylko liczba ulic, ale pojawiają się kolejne, potencjalne ścieżki, którymi możemy dotrzeć z jednego końca miasta na drugi. Im większe miasto tym więcej ścieżek. Im starszy mózg tym więcej połączeń. Efekt: sygnał elektromechaniczny wędruje wolniej. Do tego jeszcze niektóre ulice – połączenia – są zamknięte, w remoncie, nieprzejezdne. Sygnał nie przechodzi wcale.

Gdy jesteśmy młodzi nasz czas jest mierzony tykaniem pierwszych doświadczeń: pierwszy dzień szkoły, pierwszy pocałunek, pierwsza miłość, pierwsze rozstanie, pierwsza bójka, pierwszy wybity ząb… Gdy doroślejemy tych pierwszych doświadczeń jest mniej, dni zlewają się w jedno, lata mijają niezauważone. Doświadczenia znane i powtarzane skracają życie.

Gdy wspominamy, często wydaje się nam, że kiedyś to się tyle działo. Dni trwały od wschodu do zachodu, tylko bardziej. W tym samym dniu, tygodniu czy roku młode umysły wchłaniają i zapamiętują więcej obrazów niż umysł dojrzałego człowieka. Czas fizyczny jest mierzony sekundami, minutami czy godzinami. Miarą czasu mentalnego są obrazy. Dzieci mają ich więcej.

Takie hipotezy wskazują, że gdy odkrywamy coś nowego, trafiamy w nieznane miejsca, spotykamy nowych ludzi: zapamiętany czas zwalnia. A przy tym, doświadczenie obiektywne np.,: „jem obiad” nie jest tym samym co subiektywne „rozpoznaję smaki i zapachy potraw”.

Zmienność, nowość, świadomość doświadczeń wydłużają życie. Można przeżyć 80 lat i żyć krótko. Można przeżyć 80 lat i żyć długo.

W nauce sugeruje się jeszcze inne wytłumaczenia „czasu umysłu”, czas upływa szybciej dorosłym bo częściej odczuwają jego presję i wypełniają go obowiązkami, których nie mają dzieci. Ponadto, dzieci częściej na coś czekają: święta, wakacje, urodziny, prawo jazdy, a czas oczekiwania jest postrzegany jako dłuższy.

Ja mam jeszcze inne, moje prywatne: tyle jeszcze do zrobienia a koniec coraz bliżej. Może kiedyś poddam to badaniom.

Podsumowując: wykonywanie ćwiczeń, trzymanie diety, wczesne chodzenie spać, i częsta diagnostyka zdrowia, to bardzo rozsądne posunięcia na drodze do wydłużenia swojego życia. Kluczowe jest jednak pytanie: jak często będziecie wspominać brokuły, które jedliście na śniadanie?