W świecie muzyki klasycznej niemal mistyczną moc przypisuje się skrzypcom tworzonym przez włoskiego lutnika Antonio Stradivariusa. Mistyka, jak się okazuje mieć bardzo materialną wartość. Skrzypce Lady Blunt, nazwane tak na cześć wnuczki Lorda Byrona Anne Blunt, uważane są za jedne z dwóch najlepiej zachowanych na świecie Stradivariusów. W roku 2011 nieznany kupiec zapłacił za nie 9,8 miliona funtów.  A najsłynniejszy instrument Stradivariusa, noszący tylko nieco protekcjonalne imię Mesjasz,  jest zbyt cenny by w ogóle być używanym. Znalazł swoje miejsce spoczynku w Ashmolean Museum w Oksfordzie. Trochę to smutne, nieprawdaż? Instrument muzyczny, który jest zbyt cenny by na nim grać. To trochę tak, jakby mieć supergwiazdę w drużynie i nie wypuszczać jej na boisko. Ale nie o tym chciałem pisać.

Nikt do końca nie wie, dlaczego właśnie skrzypce Stradivariusa brzmią tak doskonale. Wiele z badań, które prowadzono skupiały się na materiale, z którego były wykonane. Wskazywano na szczególny rodzaj drewna i lakier, którego używał słynny Antonio. Szukano wyjaśnienia w kształcie samego instrumentu, połączeniach części i zmieniającej właściwości akustyczne obróbce drewna chemikaliami, ale żadne z nich nie okazało się być satysfakcjonujące.

W to wszystko wmieszali się psychologowie. Zespół kierowany przez francuską badaczkę Claudię Fritz przeprowadził badanie, którego wyniki położyły się cieniem na mistyce wytworów Stradivariusa i tworzonych w tym samym okresie, przez wielu uważanych za równie dobre, skrzypcach Guarneriego.

Fritz zaprosiła do swoich badań 21 zawodowych muzyków i poprosiła ich by w pomieszczeniu o marnej akustyce wykonali kilka utworów na skrzypcach. Mając zawiązane oczy każdy z nich grał na kilku instrumentach, z których jeden był stworzony przez Stradivariusa, jeden przez Guarneri del Gesu, inne zaś to dobrej jakości instrumenty ale wykonane współcześnie. Po tym, jak popłynęły dźwięki, muzyków poproszono o ocenę jakości instrumentów, na których grali. Wyniki były … zaskakujące:

  • najchętniej wybierane były skrzypce nowe;
  • najmniej chętnie wybierano skrzypce Stradivariusa;
  • cena i wiek instrumentu w ogóle nie łączyły się z tym, jak jego jakość była oceniana;
  • większość muzyków nie umiała stwierdzić, czy gra na nowym czy na starym instrumencie.

Wnioski z tych badań nadszarpnęły wysoką samoocenę wielu muzyków. Fritz zacytowała w swoim artykule niektórych z nich, którzy buńczucznie deklarowali, że każdy doświadczony muzyk od razu powie, czy instrument, na którym gra, jest instrumentem antycznym, czy nowoczesnym, profesjonalnym czy do nauki.

Wkrótce po pierwszym eksperymencie Fritz i jej zespół poszli dalej i zbadali publiczność w salach koncertowych. Okazało się, że również w tym przypadku skrzypce Stradivariusa przegrały w konkurencji z wytworami współczesnej sztuki lutniczej.

Wydaje się, że choć włoscy lutnicy robili niezwykłe narzędzia do wytwarzania dźwięków, pierwiastek magii przypisywany osiemnastowiecznym skrzypcom tkwi raczej we współczesnych głowach niż w samych instrumentach. Tak przynajmniej tłumaczy to tzw. efekt aureoli” – jeden z pierwszych i najlepiej rozpoznanych w psychologii błędów w postrzeganiu. Mechanizm efektu aureoli sprowadza się do tego, że oceniając jakąś osobę, przedmiot, obiekt, firmę itp. wrażenie, jakie robi na nas jedna jej cecha wpływa na ocenę innych cech i całościowy obraz.

Przykładowo: w jednym z badań osobom, które były atrakcyjne przypisano więcej pozytywnych cech osobowości, większe szanse na szczęśliwe życie, udane małżeństwo i osiągnięcie sukcesu zawodowego. Inny przykład: gdy do eseju dołączona była fotografia autorki, wypociny ładnych studentek były znacznie lepiej oceniane niż tych mniej urodziwych, i to bez względu na to, czy esej był naprawdę dobry, czy zwyczajnie zły.

Ludzie wydają się od bardzo dawna rozumieć błąd jaki popełniamy oceniając innych.  Okazuje się na przykład, że w starożytnym Egipcie, oskarżeni mieli podczas rozprawy założone kaptury, które zasłaniały ich twarze, co miało chronić sędziego od zawyżania (brzydalom) lub zaniżania (pięknisiom) wyroku. Jednak termin „efekt aureoli” („halo effect”) powstał dopiero w XX wieku i zawdzięczamy go Edwardowi Thorndike’owi. W  roku 1920 ten amerykański psycholog opublikował wyniki badań przeprowadzonych wśród oficerów, których poproszono o ocenę żołnierzy pod względem ich: inteligencji, budowy ciała, zdolności przywódczych i ogólnego charakteru. Co ważne procedura oceny wykluczała rozmowę z rekrutami. Okazało się, że we wszystkich wymiarach, wyżej ceniono tych, którzy byli relatywnie wyżsi i wyglądali bardziej atrakcyjnie.  Od czasu tego eksperymentu efekt halo znalazł swoje potwierdzenie w setkach badań i jest wykorzystywany w praktyce np. w marketingu czy polityce.

Pamiętacie jeszcze ten komentarz Marka Jóźwika na temat polskiej sztangistki:

Trzeba wybrać; uroda albo sztanga. Pintusiewicz wybrała tę drugą ewentualność?

Brzmi okrutnie?

Może być jeszcze gorzej.

Dane zgromadzone w Stanach wskazują, że nawet w sporcie wygląd ma znaczenie dla zarobków. Dobrze wyglądający rozgrywający futbolu amerykańskiego zarabiają średnio 300 tysięcy dolarów rocznie więcej, niż inni, równie skuteczni na boisku, ale znacząco mniej urodziwi.

Wykorzystywanie efektu aureoli świetnie widać w kinie. Na pewno już dawno zauważyliście, czym w kreskówkach różnią się dobrzy od złych. Całkiem niedawno ukazał się artykuł na ten temat, w którym Julia Croley przyglądała się złoczyńcom w amerykańskich filmach pod kątem ich skóry i twarzy. Okazało się, że większość z nich ma podobne cechy: cienie pod oczami, wypadające włosy, głębokie zmarszczki, liczne blizny, brodawki czy bulwiasty nos. Często zanim coś powiedzą już wiemy, że to Skaza.

Efekt aureoli jest bardzo powszechny ale psychologowie zwrócili uwagę na dwa ciekawe jego aspekty. Jeżeli ktoś posiada cenioną przez nas cechę ale wykorzystuje ją do robienia złych rzeczy, to jesteśmy skłonni surowiej go karać za ten występek (tzw. odwrotny efekt aureoli). Gdyby Julia Roberts czy Angelina Jolie starały się  naciągnąć na kasę Bogu ducha winnego Jerzego z Podgaja Wielkiego, to spotkałaby je za to większa kara niż robiącą to samo Stefanię o urodzie nienatrętnej. Co innego, gdyby wszystkie trzy zostały złapane na próbie włamania się do mieszkania Jerzego. Wtedy boska Julia i czarująca uśmiechem Angelina mogłyby liczyć na lżejszy wyrok niż niegrzesząca urodą Stefcia. Zgodnie z odwróconym efektem aureoli, wpływ wyglądu na ocenę czynu przestępcy zależy od rodzaju przestępstwa. Gdy popełnienie zbrodni wiązało się z wykorzystaniem wyglądu przez sprawcę, musi się on liczyć z wyższym wymiarem kary.

Nie chcę was zostawiać z przekonaniem, że ładni mają łatwiej. Pewnie w wielu przypadkach tak jest, ale zdarza się, że efekt aureoli działa negatywnie nie tylko na sali sądowej. Częściej obserwujemy go choćby w przypadku pięknych ale stereotypowo niezbyt rozgarniętych. Faceci z sześciopakiem czy piękne, że oj, oj, oj blondynki, nierzadko muszą nas przekonać, że zasługują na to by traktować ich poważnie.

A na koniec coś praktycznego i dla wielu pocieszającego: chcąc wykorzystać efekt halo  w praktyce nie musisz biec do kosmetyczki i na siłownię – choć pewnie niektórym, takim jak ja, pewnie by się to przydało. Okazuje się, że jest coś co silniej działa na tworzenie w naszej głowie pozytywnego wizerunku drugiej osoby.

Co to takiego?

Bycie postrzeganym jako ciepła osoba. Wiem, wiem, słowo „ciepły” może się głupawo kojarzyć, ale nie zmienia to faktu, że gdy mamy do czynienia z ciepłą osobą to bezwiednie przypisujemy jej wiele dobrych cech choćby takich jak szczodrość, otwartość, inteligencja… Aby uwierzyć w wyniki badań wystarczy, że porównacie sobie kogoś kto jest inteligentny i chłodny, z kimś kto jest inteligentny i ciepły. Z kim chcielibyście współpracować?

Dlatego: pompki i przysiady dobrze, ale dbanie o ciepłe relacje ważniejsze. Wydaje się, że Will Smith do końca nie pojął tej zasady przed ostatnią galą Oskarów.