Wiosenne zmęczenie- mit, kultura czy efekt działania naszego mózgu?

Słońce świeci, ptaki śpiewają, a Ty marzysz tylko o drzemce? Media przekonują nas, że to dowód na „wiosenne zmęczenie ”. Nauka widzi to inaczej. Zmęczenie, które czujesz, to nie biologia, a... psychologiczna pułapka?

Wiosenne zmęczenie- mit, kultura czy efekt działania naszego mózgu?

Co roku scenariusz jest ten sam. Gdy tylko dni stają się dłuższe, a temperatura za oknem zaczyna zachęcać do spacerów, nagłówki w mediach walą po oczach: „Uwaga, nadchodzi przesilenie!”. Nagle czujemy się ociężali, senni i pozbawieni energii. Przyjmujemy, że jest tak jak ma być. To zjawisko jest wpisane w nasze życie, podobnie jak świergot pierzastych, zmiana czasu czy pylenie brzozy. Ale co, jeśli powiem Wam, że to ściema, a wiosenne zmęczenie w dużej mierze… po prostu nie istnieje?

Francis Bacon powiedział kiedyś, że:

człowiek łatwiej wierzy w to, co woli.

W naszym przypadku okazuje się to być bardzo prawdziwe. Choć od dekad słyszymy o spadku formy na początku wiosny, badania naukowe  wskazują, że sezonowy wzorzec zmęczenia to raczej konstrukt naszej psychiki i kultury niż realny proces biologiczny zachodzący w naszych organizmach.

Szwajcarzy sprawdzili: Zmęczenia nie ma w kalendarzu

Zacznijmy od konkretów, czyli od nauki. Niedawno na łamach „Journal of Sleep Research” ukazały się wyniki fascynującego badania. Przez cały rok naukowcy obserwowali grupę 418 osób; co sześć tygodni zbierali szczegółowe dane dotyczące zmęczenia, jakości snu, senności w ciągu dnia oraz ewentualnej bezsenności uczestników. Wszystkie te informacje zestawiano z twardymi danymi: długością dnia i konkretną porą roku.

Wynik?

Dla zwolenników „przesilenia” może być bolesny. Analizy nie wykazały żadnych dowodów na to, by nasze zmęczenie zmieniało się sezonowo. Nie było istotnych różnic między marcem a lipcem czy listopadem. Co jednak najciekawsze: aż 47% uczestników tego badania zadeklarowało, że osobiście doświadcza „wiosennego zmęczenia”. Mamy więc klasyczne zderzenie subiektywnego przekonania z obiektywnym pomiarem. Skoro dane mówią „nie ma różnicy”, a my mówimy „jestem padnięty, bo jest kwiecień”, to musimy zajrzeć do naszych głów.

Pułapka numer jeden: Etykieta tworzy zjawisko

Dlaczego tak bardzo chcemy wierzyć w przesilenie? Psychologia poznawcza wskazuje na mechanizm kulturowego etykietowania. Na przykład w krajach niemieckojęzycznych od lat funkcjonuje termin Frühjahrsmüdigkeit – wiosenne zmęczenie. Sprawdziłem w Google trends. W Niemczech pytanie Frühjahrsmüdigkeit wann – czyli „kiedy jest wiosenne zmęczenie”  odnotowało nagły wzrost w na początku marca. (Polacy są bardziej praktyczni: też pytamy o to kiedy ale głównie chcemy wiedzieć jakie są jego  objawy.)

Ta nazwa stała się tak powszechna, że niemal połowa Szwajcarów co roku wpisuje swoje samopoczucie w ten gotowy schemat. A 55% Amerykanów twierdzi, że ma problemy ze snem, po zmianie czasu.

Etykieta działa jak soczewka, przez którą patrzymy na świat. Jeśli kultura daje nam gotowe słowo na opisanie jakiegoś stanu, nasz mózg natychmiast zaczyna organizować wokół niego nasze doświadczenia. To trochę jak z kolorami – badania pokazują, że samo nazwanie tej samej barwy „zielonkawą”  albo „niebieskawą” sprawia, że później pamiętamy ją nieco inaczej. Nazwa potrafi zmienić wspomnienie koloru, i tak samo wpływa na naszą interpretację sygnałów z naszego ciała. Kiedy pojawia się pojęcie „wiosennego zmęczenia”, drobne spadki energii, które normalnie byśmy zignorowali, nagle zyskują wielką narrację: „Oho, to właśnie to mityczne przesilenie!”. Prawda jest jednak taka, że: to nie wiosna nas męczy – to etykieta nadaje strukturę codziennym wahaniom energii.

Pułapka numer dwa: Widzisz to, w co wierzysz

Kolejnym winowajcą jest efekt potwierdzenia (confirmation bias). Większość z nas lubi myśleć o sobie jako o obiektywnych obserwatorach, ale prawda jest taka, że nasz mózg to mistrz manipulacji. Zauważamy głównie te fakty, które pasują do naszej tezy, a całą resztę ignorujemy.

Jak to działa wiosną?

Jeśli wierzymy, że o tej porze roku powinniśmy być zmęczeni, to każdy gorszy poranek, każda chwila senności po obiedzie czy irytacja w korku dostarczają nam dowodów istnienie przesilenia. Kompletnie wtedy zapominamy, że identycznie czuliśmy się w listopadzie czy czerwcu.

A co z przypływami energii? Co z tymi dniami, gdy mamy ochotę góry przenosić, bo wyjrzało słońce? Cóż, one zazwyczaj mijają niezauważone, bo… nie pasują do teorii o zmęczeniu. Jeśli teraz, czytając ten tekst, w Twojej głowie powstają kontrargumenty („Ale ja przecież naprawdę ledwo żyję!”), to prawdopodobnie właśnie doświadczasz efektu potwierdzenia w pełnej krasie.

Pułapka numer 3: media i „szamański” marketing

Co roku media i firmy z pogranicza farmacji i „usług szamańskich” bombardują nas komunikatami: „Jesteś osłabiony? Wypadają Ci włosy? Łamią się paznokcie? To przesilenie! Kup nasze suplementy”. W psychologii nazywamy to primingiem - po polsku torowaniem; nasza uwaga zostaje skierowana na konkretne tory.

To mechanizm podobny do czytania o objawach chorób w internecie: po pięciu minutach jesteś pewien, że czas uregulować sprawy spadkowe. W przypadku wiosny działa to jak efekt nocebo (przeciwieństwo placebo). Negatywne oczekiwania, wzmacniane przez reklamy i artykuły, powodują realne pogorszenie samopoczucia, mimo że nie ma ono uzasadnienia biologicznego. Czujemy się gorzej, bo wmówiono nam, że tak właśnie ma być.

Jeśli nie przesilenie, to co?

No dobrze, ale przecież nie zmyślamy sobie tego, że czasem wiosną brakuje nam tchu. Skoro to nie mityczne „przesilenie”, to jakie są realne powody gorszego samopoczucia?

Powodów może być kilka.

Po pierwsze: alergie. Wiosna to start sezonu pylenia, a walka organizmu z alergenami potężnie wpływa na jakość snu i ogólną formę.

Po drugie: brak kondycji. Chcemy być aktywni, bo słońce kusi, ale nasze ciało po zimie nie jest gotowe na nagłe przebieżki. Zmęczenie po spacerze to często efekt zimowego zasiedzenia, a nie pory roku.

Po trzecie: temperatura. Gdy nagle robi się cieplej, nasz organizm musi się zaadaptować. Badania z maratonów pokazują, że biegacze częściej słabną w pierwsze ciepłe dni, bo nie są jeszcze przyzwyczajeni do wyższych temperatur.

Do tego dochodzi zmiana czasu i rozregulowany rytm dobowy oraz deficyt światła kumulujący się po zimie.

Wszystkie te czynniki są ważne, ale – jak podkreślają szwajcarscy naukowcy – nie tworzą one jednego, uniwersalnego wzorca zmęczenia dla całej populacji. To raczej zbiór indywidualnych problemów, które my wrzucamy do jednego worka z napisem „wiosenne zmęczenie”.

A zatem:

Wiosenne zmęczenie to fenomen bardziej kulturowy i psychologiczny niż biologiczny. To wynik działania etykiet,  mechanizmów poznawczych oraz medialnej narracji, która próbuje nam sprzedać lekarstwo na problem, który sama wykreowała.

Zatem następnym razem, gdy poczujesz spadek formy w kwietniu, zastanów się: czy to rzeczywiście wiosna, czy może po prostu potrzebujesz więcej snu, ruchu lub... mniej reklam suplementów?

Wiem, pewnie masz tak jak ja: cała ta naukowa wiedza wcale nie sprawia, że od razu czujemy się lepiej. Pewnie, ale uznałem, że chyba lepiej wiedzieć niż nie widzieć.