Paradoks wygody. Czy żyjąc wygodnie stajemy się głupsi? (część 2)

Wygoda nie ogłupia nagle. Działa cicho i systematycznie. Każde ułatwienie oszczędza energię, ale odbiera wyzwania. A mózg, który nie musi się wysilać, z czasem traci ciekawość, odporność i wiarę we własną sprawczość.

Paradoks wygody. Czy żyjąc wygodnie stajemy się głupsi? (część 2)

część 1

Na początek najważniejsze: jeżeli myślisz, że w mózgu samoczynnie pojawią się refleksje w rodzaju „rozwijam się dzięki wysiłkowi”, to pomyśl jeszcze raz. No bo w końcu — po co iść schodami, skoro działa winda?

Pamiętacie jest dystopijny obraz życia w filmie WALL-E. Przedstawieni tam ludzie to istoty całkowicie podporządkowane wygodzie: unieruchomione w lewitujących fotelach, karmione bodźcami na żądanie, pozbawione wysiłku fizycznego, samodzielnego myślenia i realnego kontaktu ze światem — biologicznie obecne, ale mentalnie w trybie „pauzy”. Pewnie przesadzam, ale coś mi się zdaje, że nie jesteśmy od nich za daleko. Pełzająca wygoda wślizguje się do naszego życia, przynosząc niepożądane — jak sądzę — konsekwencje.

Prosty przykład: niedawno opublikowane wyniki badań przeprowadzonych w MIT Media Lab wskazywały, że nadmierne poleganie na rozwiązaniach opartych na sztucznej inteligencji może prowadzić do atrofii poznawczej i osłabienia zdolności krytycznego myślenia. To prosty dowód na to, że wygodne uproszczenie bywa drogą do spektakularnej katastrofy.

Ale zmian, które zachodzą w nas z powodu poszukiwania wygody, jest znacznie więcej.

Dopaminowy driver

Zacznijmy od tego, że kieruje nami mózg na dopaminie. Szary w czaszce nie lubi się wysilać. Nie lubi też czekać i odraczać nagrody. Bo i po co? Dzięki natychmiastowej dostępności bodźców jedziemy na dopaminie. Pożądane jest to, co tu i teraz — najlepiej bez potrzeby inwestowania energii. W efekcie nasze mentalne systemy stają się mniej responsywne na cele wymagające pracy dziś, gdy nagroda pojawi się dopiero w przyszłości.

Widać to choćby w przypadku postanowień noworocznych. Może i odczuwana jeszcze w dniu imienin Sylwestra chęć zmian jest w nas wielka, ale motywacja do dążenia do ambitnych, odroczonych w czasie celów — zwykle znikoma. Brzmi znajomo?

Ambicja i motywacja to jednak tylko część tej opowieści.

Wygoda a odporność psychiczna

Kolejnym elementem układanki jest wpływ, jaki wygoda ma na naszą odporność psychiczną. Stały dostęp do tego, co łatwe i wygodne, sztucznie zmniejsza odporność oraz umiejętność radzenia sobie z trudnościami. Powody są co najmniej dwa.

·       Spada próg tolerancji na dyskomfort

Nawet drobne niedogodności zaczynają być traktowane jak jeźdźcy Apokalipsy.
Wyłącz Wi-Fi — a szybko się o tym przekonasz.
Zaplanuj coś szczegółowo, a potem wprowadź zmiany. Boli nieprawdaż?
Spędź godzinę na niewygodnym krześle w poczekalni do lekarza.

W każdym z tych przypadków mózg uruchomi alarm. Nawet małe stresory wywołują silną reakcję.

·       Zanik umiejętności radzenia sobie z trudnościami

Skoro zawsze można ominąć wysiłek, stres i niepewność, to po co uczyć się je znosić?

Stajemy się jak dzieci, których rodzice we wszystkim wyręczali — a potem, mając 20 lat, nie wiedzą, gdzie wsypuje się proszek do pralki. Naszą domyślną strategią staje się unikanie wyzwań. Dodatkowo słabnie wiara we własną sprawczość. Coraz rzadziej myślimy: „poradzę sobie”, a coraz częściej: „to mnie przerasta”.

Obserwacje zwierząt są tu wyjątkowo pouczające. W przeglądzie badań Korte i współautorzy opisali, że gryzonie żyjące w środowisku pozbawionym stymulacji stają się bardziej lękliwe, unikają nowości i reagują paniką na bodźce, które normalnie nie wywołałyby żadnej emocji. Autorzy podkreślają, że bez regularnego „treningu” adaptacyjnego mózg traci elastyczność, a drobne trudności zaczynają być odbierane jak realne zagrożenia.

Epizod 250. Paradoks wygody. Czy żyjąc wygodnie stajemy się głupsi? (część 2)
Wygoda nie ogłupia nagle. Działa cicho i systematycznie. Każde ułatwienie oszczędza energię, ale odbiera wyzwania. A mózg, który nie musi się wysilać, z czasem traci ciekawość, odporność i wiarę we własną sprawczość. #psychologia#mózg#rozwojosobisty#wygoda#strefakomfortu#motywacja#zdrowiementaln…

Jak wygoda hamuje rozwój mózgu

Mówiąc wprost: wygoda hamuje rozwój mózgu. I robi to po cichu, bez alarmów i komunikatów ostrzegawczych. Zwykle jest to proces, którego właściciel mózgu nawet nie rejestruje. No bo umówmy się — kto z nas kiedykolwiek pomyślał: „O rany, ale ze mnie pacan!”?

Czy kiedykolwiek pojawiła się w naszych głowach refleksja: „odkąd używam nawigacji w telefonie, mój mózg działa gorzej”?

Nie dostrzegamy tego, bo refleksja też kosztuje energię — a przecież całe życie ćwiczymy się w jej oszczędzaniu.

Tymczasem mózg jest plastyczny i rozwija się dzięki wyzwaniom. Wygoda najczęściej jest ich pozbawiona.

Od londyńskich taksówkarzy do GPS-a

Klasyczne badaniezespołu Eleanor Maguire z University College London, przeprowadzone pod koniec XX wieku, pokazało, że u londyńskich taksówkarzy część hipokampa odpowiedzialna za orientację przestrzenną była wyraźnie powiększona. Był to efekt codziennego rozwiązywania złożonych problemów nawigacyjnych.

A co dzieje się, gdy taksówkarze nie muszą myśleć, bo prowadzi ich GPS?

Badanie Hugo Spiersa opublikowane w Nature w 2017 roku pokazało, że kluczowy dla pamięci przestrzennej hipokamp nie wykazywał zwiększonej aktywności. GPS co prawda odciąża mózg, ale jednocześnie pozbawia go treningu.

Wygoda a relacje społeczne

Niektórzy naukowcy sugerują, że jednym z powodów dominacji Homo sapiens było to, iż nasz mózg rozwijał się dzięki relacjom społecznym.

Dziś jednak:

  • wygodniej napisać niż zadzwonić,
  • wygodniej umówić się na randkę przez aplikację,
  • wygodniej unikać ryzyka porażki.

Efekt? Niedawne badanie pokazało, że niemal 60% osób z pokolenia Z odczuwa lęk przed dzwonieniem lub odbieraniem telefonu. Dzwonienie opisują jako „stresujące” i „niekomfortowe”.

Choć cyfrowe narzędzia ułatwiły kontakt, jednocześnie osłabiły więzi oparte na realnych spotkaniach. Badania opublikowane w American Journal of Preventive Medicine pokazują, że intensywne korzystanie z mediów społecznościowych wiąże się z wyższym poziomem samotności i izolacji — nawet u osób otoczonych licznymi „znajomymi” online.

Efektywność kontra kompetencje

Wygodne narzędzia cyfrowe przejęły wiele zadań, które kiedyś wymagały wysiłku, praktyki i zaangażowania.

Plus: rośnie efektywność.
Minus: mamy mniej okazji do rozwijania kompetencji, mniej wyzwań i mniej sytuacji, które budują pewność siebie. To szczególnie ważne w przypadku młodych ludzi wchodzących na rynek pracy. Gdy technologia wyręcza nas na każdym kroku, łatwo stracić motywację do uczenia się nowych rzeczy i podejmowania trudniejszych projektów.

Pauza w grze, która trwa za długo

Gdzieś natrafiłem na porównanie komfortu do przycisku pauzaw grze. Podoba mi się.

Przerwa jest ważna — łapiemy oddech, zbieramy siły. Problem zaczyna się wtedy, gdy pauza trwa zbyt długo. Refleks rdzewieje, a umiejętności wietrzeją.

Jesteśmy wtedy jak Alex— lew z nowojorskiego zoo z Pingwinów z Madagaskaru. Ma wszystko: jedzenie na czas, bezpieczeństwo, zero stresu. I właśnie dlatego zapomina, jak polować, ryczeć i walczyć. Komfort go oswaja. Z drapieżnika robi maskotkę. Z siły — dekorację.

Wygoda w podróży: od wyprawy do przemieszczania się

Metafora lwa w zoo do mnie przemawia, ale jako że kocham podróżować, mam też inną.

Dla mnie podróżowanie musi zawierać wyzwanie — element chaosu, ryzyka, przypadku. Wygoda działa tu jak filtr: usuwa z podróży wszystko, co może nas poruszyć, zaskoczyć i wybić z rytmu.

Dążenie do wygody sprawia, że podróż przestaje być wyprawą, a staje się przemieszczaniem się w przestrzeni w poszukiwaniu nagrody za zmęczenie. Przestajemy być ciekawi świata, a zaczynamy troszczyć się głównie o samopoczucie.

Pytanie „czego doświadczę?” zamieniamy na „czy będzie mi wygodnie?”. A to sprawia, że szybciej się frustrujemy, gorzej znosimy niedogodności i rzadziej wchodzimy w to, co niepewne. Zasada „zobaczymy, co się wydarzy” ustępuje regule: ma być „zgodnie z planem”.

Choć wygoda sama w sobie nie jest niczym złym, nie może być celem samym w sobie.

Podsumujmy. Wygoda nie ogłupia nas nagle ani spektakularnie. Nie odbiera nam inteligencji jednym kliknięciem. Działa wolno, systematycznie i bezboleśnie. Każde ułatwienie samo w sobie wydaje się racjonalne, każde „oszczędzanie energii” — rozsądne. Problem w tym, że mózg, który nie musi się wysilać, przestaje być ciekawy, a człowiek, który nie musi sobie radzić, przestaje wierzyć, że potrafi. Z czasem nie tracimy wiedzy, lecz gotowość do mierzenia się z tym, co niepewne, trudne i niewygodne. A to właśnie tam — poza strefą komfortu — rodzą się rozwój, sprawczość i sens.

Ale nie chodzi o to, by odrzucać wygodę i żyć w permanentnym dyskomforcie. Komfort jest potrzebny — jako odpoczynek, jako baza, jako pauza w grze. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy pauza staje się domyślnym trybem działania, a unikanie wysiłku — życiową strategią. Wtedy wygoda przestaje nam służyć, a zaczyna nas formować. I niekoniecznie w stronę, w którą chcielibyśmy iść. Jeśli mózg rozwija się dzięki wyzwaniom, to życie pozbawione wysiłku nie jest luksusem, lecz formą poznawczego niedożywienia.