Czy podróże tworzą geniusza? Naukowy związek między zagranicznymi doświadczeniami a kreatywnością
Czy zagraniczne doświadczenia naprawdę podkręcają kreatywność? Badania pokazują, że twórczy ogień rodzi się nie z podróży, lecz z prawdziwego zanurzenia w kulturze.
Karl Lagerfeld – symbol kreatywności i wizjonerstwa w modzie
Wyobraź sobie mężczyznę z białymi, długimi, starannie upiętymi włosami. Masz? Idę o zakład, że większość z Was wyobraża sobie Geralta z Rivii, Białego Wilka, wiedźmina z książek Sapkowskiego. Znak czasu. Jednak, kiedy dodam do opisu: „ten mężczyzna nosi czarne, idealnie skrojone marynarki i bardzo charakterystyczne, będące niemal jego znakiem firmowym, okulary przeciwsłoneczne, to nasze myśli potoczą się w kierunku Karla Lagerfelda. Kojarzymy symbole i legendy, nawet gdy nas bezpośrednio nie dotyczą. A Lagerfeld był kimś więcej niż projektantem mody — był instytucją. Przez dekady kierował kreatywnie domami mody Chanel i Fendi, a jego nazwisko stało się synonimem wizjonerstwa, dyscypliny i nieustannej świeżości.
Życie między kulturami a twórczy ogień projektanta
To właśnie jemu przypisuje się uratowanie Chanel na początku lat 80., gdy marka balansowała na granicy kulturowej anachroniczności. Dziś zarówno Chanel, jak i włoski dom mody Fendi należą do absolutnej światowej czołówki luksusu. Jednak nie o Karla i jego dokonania chodzi mi w tym artykule. To, co mnie interesuje, to: skąd u człowieka, który, jak sam twierdził, nie znał nawet dokładnej daty swoich urodzin, i który przez dziesiątki lat miał tę samą fryzurę, brał się twórczy ogień, który nie gasł przez dekady?
Sam Lagerfeld twierdził, że powodem było jego życie pomiędzy kulturami. Przekonywał wszystkich, że urodził się w rodzinie Niemki i Szweda (choć to ostatnie jest raczej wątpliwe – biografowie sugerują, że ojciec też był Niemcem, działającym w branży mleczarskiej), potem pracował głównie we Francji i we Włoszech, nieustannie kursując między krajami i kulturami. Otwarcie mówił o sobie jako o „jednoosobowym międzynarodowym fenomenie mody”. Może i uprawiał kult jednostki - wielbił samego siebie - to nie ulega wątpliwości, że wielokulturowość nie była po prostu dodatkiem do jego tożsamości — była jej rdzeniem.
Ale czy to tylko atrakcyjna biografia, którą łatwo romantyzować? A może zagraniczne doświadczenia naprawdę systematycznie zwiększają kreatywność?
Kreatywność pod lupą nauki: od anegdot do badań
Przez długi czas badania nad kreatywnością opierały się na anegdotach, autobiografiach i odniesieniach do wybitnych jednostek, takich jak Karl. Naukowcy szukali reguł rządzących powstawaniem kreatywnego geniuszu. Wyciągali przy tym wnioski bazując na pojedynczych przykładach. W dodatku nie zawsze badając tych, którzy byli twórczy, częściej tych, którzy odnieśli sukces; taki Justin Bieber czy Britney Spears obok kreatywności to co najwyżej siedzieli, jeżeli kiedykolwiek byli w muzeum sztuki.
Jak mierzyć kreatywność w branży modowej?
Podejście typu: „niezwykły bo się dorobił” nadaje się do mów motywacyjnych, ale marnie się sprawdza w nauce. Nie tylko nie mówi nam czym jest kreatywność, ale też opiera się na założeniu, że ci, którzy osiągnęli sukces byli najbardziej kreatywni. To dość wątpliwe. Van Gogh miałby tu coś do powiedzenia.
Problemy metodyczne sprawiły, że dopiero niedawno naukowcy zaczęli zadawać bardziej konkretne pytania, jak choćby takie: czy zagraniczne doświadczenia zawodowe szefów kreatywnych w domach mody faktycznie przekładają się na bardziej kreatywne wyniki ich organizacji?
Odpowiedź na to konkretne pytanie znajdziemy w artykule Fashion with a Foreign Flair. Autorzy prezentowanego tam badania przyglądali się kolekcjom czołowych domów mody na przestrzeni 11 lat (21 sezonów). Zamiast jednak analizować same osoby, badacze skupili się na tym, co trafiało na pokazy mody— czyli na wdrożonych efektach kreatywności.
Wprowadzili przy tym pojęcie „innowacji twórczych”. W biznesie kreatywność to nie tylko oryginalny pomysł, ale coś, co jest jednocześnie: nowatorskie - różni się od tego, co znane, i użyteczne- zostaje zaakceptowane przez odbiorców. W modzie te dwa elementy są nierozłączne. Projekt może być szokująco oryginalny, ale jeśli nikt nie chce go kupić, nie zostanie uznany za sukces. Dlatego badacze oparli się na jedynym branżowo uznanym mierniku kreatywności: rankingach publikowanych w prestiżowym Journal du Textile. Rankingi te powstają na podstawie ocen dokonywanych przez rzeczywistych kupców— tj. osoby, których zawodowa reputacja zależy od trafnego przewidywania rynkowego potencjału projektów. Innymi słowy: nie teoretycy, ale praktycy.
Trzy wymiary doświadczeń zagranicznych w pracy kreatywnej
Wiemy już jaka była miara kreatywności. A jak mierzono doświadczenia zdobyte za granicą? Pewnie, można by było spytać badanych: czy pracowali w innych krajach, ale wtedy do jednego worka trafiliby ci, którzy za granicą przebywali rok i ci, którzy byli tam tydzień. Do doświadczeń pracy za granicą tak samo liczyłoby się, mieszkanie w Zgorzelcu i pracowanie w Gorlitz, jak wyjazd do Mumbaju czy Kioto. Chcąc, jak najlepiej uchwycić efekt, jaki „praca za granicą” mogła mieć na poziom kreatywności badacze wyróżnili więc trzy wymiary takiego doświadczenia:
- Szerokość (breadth) — w ilu różnych krajach dana osoba pracowała;
- Głębokość (depth) — ile łącznie lat spędziła pracując za granicą;
- Dystans kulturowy — jak bardzo różniły się kultury krajów – tego, w którym dana osoba pracowała i tego, w którym wzrastała.
I tu zaczyna się najciekawsze.
Dlaczego „więcej” nie zawsze oznacza „lepiej”
Wyniki pokazały, że zagraniczne doświadczenia ludzi odpowiedzialnych za kreację pomysłów rzeczywiście pozwalają przewidywać wyższe oceny kreatywności kolekcji. Ale zależność ta była zaskakująco nieliniowa.
Szerokość i dystans kulturowy: złoty środek
Zarówno liczba krajów, jak i dystans kulturowy działały według zasady odwróconej litery U. Umiarkowane poziomy tych doświadczeń wiązały się z najwyższą kreatywnością.
Dlaczego? Czy nie powinno być: im więcej odwiedzonych krajów tym lepiej? Okazuje się, że nie. Zbyt wiele krajów oznacza często przeciążenie poznawcze. Brak czasu na realną adaptację, powierzchowne relacje, chaos tożsamościowy. Podobnie jest z dystansem kulturowym — jeśli różnice są zbyt duże, koszt psychologiczny adaptacji może przewyższyć twórcze korzyści.
Głębokość doświadczeń: cichy zwycięzca
Najważniejszym odkryciem było znaczenie, jakie ma głębokość doświadczeń. Czas spędzony za granicą zawsze dodawał kreatywności. Im dłużej ktoś pracował w innym kraju, tym lepiej. Wydłużając czas lepiej rozumiał lokalne kody kulturowe, budował sieci zawodowe, i bez względu na to, jak technicznie to zabrzmi, integrował nowe perspektywy z własną tożsamością.
W analizach interakcji okazało się, że głębokość dominuje nad pozostałymi wymiarami. Gdy była wysoka, liczba krajów i dystans kulturowy traciły znaczenie. Długie, pogłębione doświadczenie zapewniało wystarczającą różnorodność i zdolność adaptacyjną.
Najgorszy scenariusz dla kreatywności
Jedno było absolutnie jasne: najniższy poziom innowacji twórczych pojawiał się wtedy, gdy wszystkie trzy wymiary były niskie. Brak zagranicznych doświadczeń oznaczał wyraźnie gorsze wyniki kreatywne. Innymi słowy: nie chodzi o to, by być wiecznym nomadą kulturowym. Ale całkowite zamknięcie się w jednym kontekście kulturowym to dla kreatywności poważna bariera.
Lekcja dla przyszłych geniuszy
Jeśli marzysz o twórczym rozwoju — niekoniecznie w modzie — wniosek jest prosty. Największą wartość ma nie liczba pieczątek w paszporcie, ale czas i zanurzenie. City breaki choćby w Singapurze nie dodadzą Ci kreatywności. To trochę, jak gotowanie: różnorodne składniki są ważne, ale jeśli nie dasz im czasu, by się połączyły, danie pozostanie surowe. W kreatywności tym czasem jest zanurzenie się w kulturze innego kraju — moment, w którym obce przestaje być obce, a nowe idee zaczynają naprawdę pracować.
Karl Lagerfeld nie tyle podróżował co żył pomiędzy kulturami. I być może właśnie tam, w tym „pomiędzy”, rodzi się geniusz. Najciekawsze w tej historii jest to, że kreatywność nie rodzi z przemieszczania. Nie będziemy genialni po odhaczeniu każdego kraju na świecie. Chodzi o to, by pozwolić światu troszkę poprzestawiać nam meble w głowie. Geniusz nie musi być kosmopolitą, ale musi być kimś, kto potrafi otworzyć okno — choćby tylko raz ale naprawdę szeroko.
A tak mniej wzniośle, a bardziej praktycznie; geniusz kreatywności - czy to nie wspaniały sposób uzasadnienia chęci podróżowania?