Życie, które mogło się wydarzyć. Czego najbardziej żałujemy w życiu? (część 2)
Naukowcy pokazują, że najbardziej żałujemy tego, że nie potrafiliśmy sprostać ideałowi naszego „ja”.
Ten tekst to druga część postu o tym, czego w życiu żałujemy. O ile pierwsza dostarczała przeglądu tego, co myślą użytkownicy forów internetowych, o tyle ta mówi o tym, co wiemy z rygorystycznych badań naukowych.
Nasze życie to ciągłe wybory. Kawa czy herbata? Pociąg czy samochód? Zdecydowanie częściej pizza niż bigos. Niektóre decyzje okazują się trafne, inne nie. A te nietrafione mogą rodzić żal. Mogłem to zrobić inaczej… Trzeba było więcej przysiąść nad książkami… Powinienem był wtedy coś powiedzieć… I być może wszystko potoczyłoby się inaczej.
Kiedy jednak dzisiaj spoglądam w przeszłość, czego najbardziej żałuję?
Co najczęściej i najintensywniej powraca w pamięci?
Co nie przestaje mnie prześladować?
I w sumie dlaczego właśnie to?
Żal, który dzisiaj odczuwamy, to ciekawa emocja, bo bierze się z tego, że coś się nie wydarzyło. Smucimy się i odczuwamy wstyd, ponieważ wyobrażamy sobie, że gdzieś w przeszłości mogliśmy wybrać inaczej i że doprowadziłoby nas to do miejsca lepszego niż to, w którym dzisiaj jesteśmy. Kto z nas, słysząc o zarobkach lekarzy, nie pomyślał — choćby przez moment — że trzeba było iść na medycynę? Kto, widząc kogoś, kto rzucił pracę, by wybrać się w trzyletnią podróż dookoła świata, nie pomyślał: a może i ja powinienem był zaryzykować?
Z metaanalizy wykonanej przez Neala Roese’a i Amy Summerville z Uniwersytetu Illinois wynika, że — przynajmniej w przypadku Amerykanów — żal najczęściej dotyczy takich obszarów jak: edukacja, kariera zawodowa, związki romantyczne, rodzicielstwo, samorozwój oraz czas wolny. Jesteście zaskoczeni, że edukacja jest na pierwszym miejscu? Ja po części też, ale nie jakoś szczególnie. Badani żałują na przykład, że zbyt wcześnie skończyli się uczyć, że nie przykładali się wystarczająco do kształcenia albo że nie zdobyli dodatkowego wykształcenia.
Rankingi są interesujące, ale znacznie ciekawszy jest dla mnie mechanizm powstawania żalu. Zastanawialiście się, dlaczego w ogóle czasami odczuwamy żal i co jest jego źródłem? Czy na przykład, gdy po skończonych studiach poszedłem do pracy zamiast wyruszyć w kilkumiesięczną podróż po Azji, będę dzisiaj tego żałował? Powiecie, że to zależy od tego, jakie były konsekwencje mojego wyboru. Pewnie trochę tak, ale najważniejsze jest coś innego: gdy spoglądasz w przeszłość, porównujesz rzeczywistość z wyobrażeniem. A wyobrażone włóczenie się po Laosie wypada znacznie lepiej niż poniedziałkowe poranki przy biurku. Blondynka, której nie zaprosiłeś na randkę 25 lat temu, jawi się atrakcyjniej niż twoja sześćdziesięcioletnia partnerka dzisiaj.
Wiemy, jakie są konsekwencje tego, że podjęliśmy pracę, ale nie wiemy, jakie byłyby skutki podróży, dlatego łatwo nam je pominąć w rachunku zysków i strat. Żal zwykle kiełkuje dlatego, że wyobrażamy sobie, iż gdybyśmy kiedyś wybrali inaczej, nasze życie — wtedy, a może i dzisiaj — byłoby lepsze. Psychologowie mają na to swój termin: kontrfaktyczne myślenie „w górę” — żałujemy, bo myślimy, że byłoby lepiej, niż jest.
Żal zwykle powstaje wtedy, gdy dostrzegamy w przeszłości niewykorzystane możliwości. Ujmę to tak: żałujemy wtedy, gdy łatwo przychodzi nam wyobrażenie sobie, że kiedyś w przeszłości mieliśmy warunki do tego, by postąpić inaczej. To właśnie „dostępność możliwości” jest kluczowa dla zrozumienia, czego w życiu żałujemy najbardziej.
Paradoks, prawda? Fakt, że kiedyś w przeszłości mogliśmy wybrać i nie musieliśmy iść tą drogą, którą dzisiaj podążamy, sprawia, że możemy odczuwać żal za czymś, czego nie wybraliśmy. Nie żałujemy, gdy wyboru nie było, a to, co zrobiliśmy, było jedynym dostępnym wtedy rozwiązaniem. To, co uważamy za nieunikniony wybór czy niekorzystną okoliczność, skutecznie wygasza lub przynajmniej silnie ogranicza żal.
Obym okazał się tak złym prorokiem, jak kiepskim jestem chirurgiem (nie mam pojęcia, jak przeprowadzić operację wyrostka robaczkowego), ale jeżeli naukowcy mają rację, oznaczałoby to, że współcześni młodzi ludzie mogą w przyszłości odczuwać żal częściej niż ich rodzice. Nie dlatego, że podejmują gorsze decyzje, ale dlatego, że mają znacznie więcej możliwości. Mogą studiować za granicą, zmieniać kierunki, zawody, miasta i kraje, pracować zdalnie, zakładać firmy, robić sobie przerwy w karierze, poznawać partnerów z drugiego końca świata. Każda z tych możliwości jest jednocześnie dodatkową ścieżką, którą można było pójść. A im więcej niewybranych ścieżek, tym więcej materiału dla wyobraźni. Łatwiej wtedy pomyśleć: „mogłem studiować coś innego”, „mogłam wyjechać”, „mogłem zostać w tamtym związku”, „mogłam przyjąć tę ofertę”, „mogłem wcześniej zmienić pracę”. Co więcej, współczesna kultura nieustannie przypomina nam o alternatywach. Media społecznościowe pokazują ludzi, którzy wybrali inaczej: ktoś rzucił korporację i otworzył pensjonat w górach, ktoś wyjechał do Australii, ktoś zrobił doktorat, ktoś założył rodzinę, a ktoś przeciwnie — postawił na wolność i podróże. Każda taka historia może stać się gotowym scenariuszem naszego „życia, które mogło być”.
Zakres postrzeganego wyboru to jedno z tych uwarunkowań, które mogą wywołać u nas żal. Innym jest możliwość odwrócenia raz podjętej decyzji. Przykładowo badania Gilberta i Eberta wskazują, że gdy możemy zmienić jakąś decyzję, szanse na to, że będziemy odczuwali żal, są większe. Żal odczuwamy wtedy, gdy coś można zmienić. Z kolei nieodwracalność wyboru uruchamia w głowie psychologiczny układ odpornościowy, dzięki któremu częściej czujemy się zadowoleni z tego, co wybraliśmy. I tu znowu młodzi mają gorzej. Dawniej wiele decyzji miało bardziej ostateczny charakter. Wybór zawodu często oznaczał pracę w tej samej branży przez większość życia. Małżeństwo było znacznie trudniejsze do zakończenia, przeprowadzka do innego kraju wymagała większych kosztów i odwagi, a zmiana kierunku kształcenia czy rozpoczęcie wszystkiego od nowa w wieku trzydziestu czy czterdziestu lat były czymś mniej oczywistym niż dziś.
Współcześnie wiele decyzji traktujemy jako tymczasowe. Pracę można zmienić; to samo dotyczy partnera, miejsca zamieszkania, kraju, kierunku studiów i sposobu życia. Z jednej strony to cudowne, bo mamy większą kontrolę nad własnym życiem, z drugiej — trudniej nam dzisiaj cieszyć się tym, co raz wybraliśmy. Jeżeli wiem, że zawsze mogę jeszcze coś zmienić, łatwiej przychodzi refleksja: czy przypadkiem nie powinienem tego zrobić. Takie otwarcie to idealny inkubator żalu — podtrzymuje go i stwarza idealne warunki do jego rozwoju. Nie musimy wiedzieć, że druga możliwość byłaby lepsza; wystarczy, że sobie to wyobrazimy. Im łatwiej odwrócić wybór, tym trudniej przekonać samych siebie, że to, co wybraliśmy, jest wystarczająco dobre. Badania pokazują też, że o ile zwykle dobrze wychodzi nam tłumienie, zniekształcanie i osłabianie swoich żalów, o tyle najdłużej zostają z nami te, które dotyczą sytuacji możliwych do zmiany.
Najbardziej boli życie, którego nie spróbowaliśmy
Wróćmy na chwilę do pytania, które zadałem wcześniej:
kiedy czegoś żałujesz, to czego tak właściwie?
Żałujesz, że zaprosiłeś kogoś na randkę, czy raczej, że nie zaprosiłeś kogoś innego?
Żałujesz, że wybrałaś te studia, czy raczej, że nie wybrałaś innych?
Żałujesz, że ciężko pracowałeś, czy że nie wyruszyłeś w wymarzoną podróż?
Badania pokazują, że częściej i dłużej żałujemy tego, czego nie zrobiliśmy, niż tego, co zrobiliśmy. Żałujemy zaniechania. Nawet jeżeli randka okazała się nieudana, to po jakimś czasie przestajemy tego żałować, ale jeżeli nie zaprosiliśmy kogoś na randkę, po głowie długo może obijać się myśl, że powinniśmy byli to zrobić. Zaniechanie otwiera przestrzeń do kreowania niczym nieograniczonych scenariuszy: „ona pewnie byłaby wspaniałą partnerką” — i dlatego czujemy się źle. Żal z powodu działania jest niejako „zamknięty”: podjęliśmy działanie, wiemy, jakie były skutki, a jedyna alternatywa to tego nie robić.
Nie wszystkie niespełnione możliwości bolą nas tak samo. Badania Toma Gilovicha i Shaia Davidai’a pokazują nam coś jeszcze. Szczególnie trwałe są żale związane z naszym „idealnym ja” — z tym, kim chcieliśmy zostać, czego chcieliśmy spróbować, jakie marzenia zrealizować. Znacznie rzadziej dręczy nas to, że nie zrobiliśmy czegoś, co powinniśmy byli zrobić. 72% uczestników badań częściej wskazywało żale związane z tym, jacy chcieliby być, niż z tym, jacy być powinni, biorąc pod uwagę normy, zobowiązania i obowiązki. A gdy pytano o największy żal w życiu, aż 76% badanych wybierało niespełnione aspiracje. Innymi słowy: bardziej boli nas często nie to, że czegoś nie zrobiliśmy tak, jak należało, lecz że nie staliśmy się tym, kim mogliśmy się stać.
Dlaczego?
Obowiązki są zwykle dość konkretne: wiemy, co należało zrobić, i możemy w pewnym momencie uznać sprawę za zamkniętą. Z ideałami jest inaczej.
Być lepszym rodzicem”,
„napisać książkę”,
„nauczyć się śpiewać”,
„wyjechać”,
„założyć własną firmę”
— tu nie ma wyraźnej granicy ani momentu, w którym można powiedzieć: wystarczy.
Zawsze można było zrobić więcej, spróbować wcześniej, odważyć się mocniej. I dlatego Gilovich zwraca uwagę na prostą rzecz: nie warto czekać, aż pojawi się idealny moment albo wielka inspiracja. Czasem najlepszym sposobem, by ograniczyć przyszły żal, jest po prostu zacząć. Zwłaszcza że często powstrzymuje nas nie realne ryzyko, lecz wyobrażenie o tym, co pomyślą inni — a inni zwykle patrzą na nas znacznie mniej uważnie, niż nam się wydaje.