Pretekst, żeby zapukać. Samotność, piętno i infrastruktura życzliwości.
Samotność boli, ale jeszcze trudniej znieść podejrzenie, że świadczy o nas źle. Dlatego często ją ukrywamy, choć właśnie milczenie wzmacnia wstyd i utrudnia wykonanie pierwszego kroku. Tymczasem bywa, że wystarczy dobry pretekst, aby odezwać się do drugiego człowieka.
- Na pustyni jest się trochę samotnym.
- Równie samotnym jest się wśród ludzi.
Antoine de Saint-Exupéry, Mały Książę
Większość z nas doświadczyła lub doświadczy samotności.
Większość będzie się tego wstydzić.
Poczucie bycia samotnym to coś, do czego niełatwo się przyznać.
W brytyjskich badaniach osoby doświadczające samotności mówiły o lęku przed oceną, politowaniem i obciążaniem innych. Bały się, że ktoś uzna je za nudne, smutne albo winne swojej sytuacji. Młody człowiek może usłyszeć: „Przecież studiujesz, wychodzisz, masz znajomych”. Matka: „Przecież masz dziecko, powinnaś być szczęśliwa”. Osoba starsza: „Powinna pani zapisać się na jakieś zajęcia”.
Nie pomaga wiedza, że co piąta osoba na świecie regularnie czuje się samotna.
Niewidoczne piętno
Słowo „piętno” pierwotnie oznaczało znak wypalany lub wycinany na ciele człowieka uznanego za gorszego, niebezpiecznego albo niegodnego zaufania. Dzisiaj znaku nie widać, ale mechanizm pozostał podobny.
Samotność bywa odczytywana jako dowód społecznej porażki.
Ktoś nie ma przyjaciół, więc zapewne nie potrafi ich mieć.
Nie ma partnera, więc może nie zasługuje na miłość.
Pozostaje sam, więc pewnie jest trudny, dziwny albo nieciekawy.
Do cierpienia wynikającego z braku bliskości dochodzi więc podejrzenie, że coś jest z nami nie tak. Że skoro nikt nie dzwoni, nie zaprasza i nie pyta, to zapewne sami na to zapracowaliśmy.
Tymczasem początek samotności często jest bardzo zwyczajny: przeprowadzka, praca z domu, choroba, rozwód, żałoba, emerytura, narodziny dziecka albo utrata sprawności. Kilka zaproszeń, których nie przyjęliśmy. Kilka następnych, których już nie dostaliśmy. Sieć kontaktów nie pęka wtedy z hukiem. Raczej powoli się pruje.
Stereotyp osoby samotnej jest niesprawiedliwy również dlatego, że samotność ma wiele twarzy. Dotyka ludzi w związkach i singli, introwertyków i ekstrawertyków, młodych i starszych, popularnych i niezauważanych. Można mieć rodzinę, pracę i setki kontaktów w telefonie, a nadal nie mieć z kim porozmawiać naprawdę.
Sygnał, który może nas sparaliżować
Z perspektywy ewolucyjnej samotność można potraktować jak sygnał alarmowy. Podobnie jak głód skłania nas do poszukiwania jedzenia, poczucie osamotnienia powinno motywować do odbudowywania więzi. Jeżeli trwa krótko, może być pożyteczne. Przypomina, że potrzebujemy innych ludzi.
Problem zaczyna się wtedy, gdy sygnał zamiast mobilizować, zaczyna paraliżować.
Osoby samotne częściej spodziewają się odrzucenia, dostrzegają w zachowaniach innych wrogość i uważniej wypatrują społecznych zagrożeń. Neutralne spojrzenie może zostać uznane za niechęć, brak odpowiedzi na wiadomość za lekceważenie, a czyjeś roztargnienie za celowe unikanie.
Z czasem świat społeczny zaczyna wydawać się coraz mniej bezpieczny. Unikamy spotkań i rozmów, które wcześniej przychodziły nam naturalnie, a wycofanie jeszcze bardziej pogłębia samotność.
Piętno działa przy tym w obie strony. Osoby już wcześniej doświadczające wykluczenia są bardziej narażone na samotność. Samotność zaś zwiększa poczucie odmienności, osłabia zaufanie i skłania do wycofania.
Piętno rodzi samotność, a samotność wzmacnia piętno. To bardzo skuteczna pułapka: problem odbiera nam dokładnie tę odwagę, której potrzebujemy, żeby zacząć go rozwiązywać.
Wszyscy powinniśmy być szczęśliwi
Sprzyjają temu nierealistyczne opowieści o relacjach. Powinniśmy znaleźć „tą jedyną” osobę, która będzie partnerem, przyjacielem, terapeutą i źródłem szczęścia. Powinniśmy mieć grupę przyjaciół jak z serialu: zawsze dostępnych, bliskich i gotowych na wspólne przygody.
A jeśli tego nie mamy, powinniśmy przynajmniej pięknie znosić samotność, rozwijać się, medytować, podróżować solo i czerpać radość z własnego towarzystwa.
Każda z tych wersji zawiera ukryte oskarżenie.
Masz partnera, a czujesz się samotny? Coś jest nie tak z waszym związkiem.
Nie masz przyjaciół? Widocznie za mało się starasz.
Źle znosisz życie w pojedynkę? Brakuje ci dojrzałości.
Nic dziwnego, że zamiast powiedzieć: „Czuję się samotny”, używamy bezpieczniejszych określeń: „mam ostatnio mniej kontaktów”, „jeszcze nie znalazłem swoich ludzi”, „dużo się teraz zmieniło”. Badania pokazują, jak silna jest niechęć do samego słowa „samotność”. Zapytani wprost, ludzie często zaprzeczają, że są samotni. Kiedy jednak pytanie brzmi inaczej — na przykład czy chcieliby mieć z kim porozmawiać albo spędzić trochę czasu — część z nich odpowiada twierdząco. Łatwiej przyznać, że brakuje nam towarzystwa, niż przyjąć etykietę osoby samotnej. Być może dlatego problem tak długo pozostaje niewidoczny także dla nas samych.
Samotność może się pogłębiać również wtedy, gdy w kontaktach z innymi stale pokazujemy jedynie starannie przygotowaną wersję siebie. W pracy jesteśmy profesjonalni, wśród znajomych pogodni, a w mediach społecznościowych zajęci, spełnieni i otoczeni ludźmi. Im bardziej jednak kontrolujemy to, co inni mogą w nas zobaczyć, tym trudniej o prawdziwą bliskość. Ludzie poznają naszą maskę, ale niekoniecznie nas samych.
To kolejny paradoks samotności. Bojąc się oceny i odrzucenia, ukrywamy właśnie te uczucia, których ujawnienie mogłoby otworzyć drogę do szczerej rozmowy. Możemy być lubiani, zapraszani i obserwowani, a jednocześnie mieć poczucie, że nikt tak naprawdę nas nie zna.
Milczenie jednak nie chroni. Kiedy ukrywamy samotność, wysyłamy innym sygnał, że rzeczywiście jest ona czymś, co należy ukrywać.
Nie naprawiaj. Zostań
„Powinieneś”. „Musisz”. „Wystarczy, że wyjdziesz z domu”. „Znajdź hobby”. „Zadzwoń do kogoś”.
Uwielbiamy naprawiać innych za pomocą pierwszej rady, która przyjdzie nam do głowy. Często nie dlatego, że jesteśmy obojętni. Przeciwnie — chcemy pomóc, tylko niezręcznie czujemy się wobec cudzego smutku. Rozwiązanie problemu wydaje się bezpieczniejsze niż pozostanie przy człowieku, którego problemu szybko rozwiązać się nie da.
Badanie Age UK dobrze pokazuje drugą stronę tego paradoksu. Dwie trzecie osób w wieku od 16 do 45 lat deklarowało gotowość zrobienia czegoś dla samotnej starszej osoby. Zatrzymywały je jednak nieśmiałość, brak pomysłu, lęk przed złą reakcją albo niepewność, czy pomoc rzeczywiście jest potrzebna.
Chcemy się zbliżyć, ale stoimy na progu i zastanawiamy się, czy wolno zapukać.
Kasa do pogaduszek
Wielka Brytania w 2018 roku powierzyła jednemu z ministrów odpowiedzialność za politykę przeciwdziałania samotności. Japonia zrobiła podobnie w 2021 roku. Sprawa jest poważna, więc potrzebujemy badań, strategii, programów i instytucji.
Warto jednak przy tym pamiętać, że nawet najlepsza inicjatywa może odstraszać, jeżeli już w nazwie wskazuje, dla kogo jest przeznaczona. Zaproszenie na „spotkanie dla osób samotnych” wymaga najpierw uznania siebie za osobę samotną, a następnie publicznego przekroczenia progu z taką etykietą. Dla wielu to zbyt wiele. Dlatego skuteczniejszym pretekstem może być wspólny spacer z psem, ogród społeczny, klub książki albo zwykła kawa. Człowiek przychodzi wtedy nie „leczyć samotność”, lecz coś zrobić. Więź może pojawić się przy okazji. Istnieje subtelna infrastruktura ludzkich kontaktów i codziennej życzliwości. Tworzą ją miejsca, które mijamy bez większej refleksji: sklep, kiosk, warzywniak, biblioteka, apteka, poczta, ławka i przystanek autobusowy.
To właśnie tam ludzie, którzy na co dzień stają się przezroczyści, mogą na chwilę odzyskać swój kształt. Ktoś ich zauważy. Zapyta. Zapamięta, jaką kupują gazetę albo że zawsze proszą o dwa plasterki sera, nie więcej. Wszystko to wpisuje się idealnie w psychologię codziennych, krótkich interakcji.
W holenderskiej sieci supermarketów Jumbo powstały specjalne Kletskassa — kasy do pogaduszek. Nie dla tych, którzy chcą zapłacić, spakować zakupy i pobić rekord świata w opuszczaniu sklepu. Dla tych, którzy nie muszą się spieszyć i mają ochotę zamienić kilka słów z kasjerem.
Pomysł jest prosty. Być może aż podejrzanie prosty. Nie tworzy od razu przyjaźni, nie zastępuje rodziny i nie leczy chronicznej samotności.
Daje jednak pretekst.
A pretekst bywa początkiem rzeczy ważnych. Wyjścia z domu. Zatrzymania się na chwilę. Powiedzieć „dzień dobry”. Zapytania: „Co u pana?”. Pretekst daje szansę przekonać się, że ktoś pamięta naszą twarz. Albo samemu zapamiętać czyjąś.
Być może nie zawsze potrzebujemy spektakularnych gestów. Czasami potrzebny jest sklep, w którym nie każda kolejka musi poruszać się szybciej. Sąsiad, który nie ograniczy się do skinienia głową. Telefon wykonany bez szczególnego powodu. Pytanie zadane bez gotowej odpowiedzi.
I odwaga, by nie uciec, gdy ktoś odpowie szczerze.