Nie wystarczy pójść do lasu. Dlaczego więź z naturą jest ważniejsza niż sam kontakt z nią?
Można spędzić godzinę w lesie i właściwie go nie zauważyć. Można też zatrzymać się przy jednym drzewie i poczuć, że jest się częścią czegoś większego. Badania pokazują, że dla naszego dobrostanu liczy się nie tylko czas spędzony na łonie natury, lecz przede wszystkim relacja, jaką z nią tworzymy.
Przez 99% swojego istnienia człowiek żył w ścisłej relacji z naturą. Dziś coraz częściej otaczają nas beton, ekrany i pośpiech, a kontakt z przyrodą staje się dodatkiem do życia, a nie jego naturalną częścią. Badania profesora Milesa Richardsona z University of Derby pokazują, że nasza więź z naturą zmniejszyła się o ponad 60% od początku XIX wieku.
Natura znika nie tylko z krajobrazu
Badanie opublikowane w czasopiśmie Earth analizowało zmiany zachodzące przez ostatnie 220 lat. Naukowcy uwzględnili m.in. urbanizację, spadek bioróżnorodności w najbliższym otoczeniu ludzi oraz coraz rzadsze przekazywanie dzieciom zainteresowania światem przyrody przez rodziców.
Okazuje się, że problem nie dotyczy wyłącznie utraty terenów zielonych. Równie istotne są straty jakie obserwujemy między pokoleniami. Jeśli rodzice nie spędzają czasu w naturze, istnieje małe prawdopodobieństwo, że ich dzieci będą inne. Czym skorupka za młodu nasiąknie … i coś tam jeszcze o spadającym jabłku i jabłoni.
„Wymarcie doświadczenia”
Richardson określa ten proces mianem „extinction of experience” – wymarcia doświadczenia. Kolejne pokolenia mogą dorastać bez bezpośredniego kontaktu z przyrodą, nie dlatego, że go unikają, ale dlatego, że natura staje się coraz mniej obecna w ich codziennym życiu.
Model wykorzystany w badaniu przewiduje, że ten trend będzie się pogłębiał. Dzieci wychowujące się w gęsto zabudowanych dzielnicach rzadziej obserwują ptaki, owady czy dzikie rośliny. Z czasem przyroda przestaje być czymś znanym i bliskim.
Większość z tego co napisałem już pewnie wiecie. W końcu wiem skądinąd, że czytają i słuchają mnie ludzie inteligentni, jest jednak coś co może Was zaskoczyć. Otóż w ostatnim czasie coraz więcej pisze się nie tylko o roli kontaktu z naturą ale też o znaczeniu, jakie dla naszego funkcjonowania odgrywa poczucie z nią więzi.
Nie chodzi po prostu o kontakt z florą, fauną, krajobrazem, widokiem nieba… Nie o liczbę godzin spędzonych w lesie, ogrodzie czy nad jeziorem. Ważne jest to, jak bardzo czujemy się z naturą związani. Liczy się , czy natura staje się częścią naszego myślenia o sobie. Czy czujemy z nią emocjonalną bliskość. Czy postrzegamy siebie jako element większego, naturalnego świata. Mówiąc wprost, chodzi o to na ile jesteśmy gotowi powiedzieć: „Moja relacja z przyrodą jest ważną częścią tego, kim jestem”.
Pokażę Wam prosty przykład, na czym to polega. Ważne dla zrozumienia jego istoty jest uświadomienie sobie, że środowiskiem, w którym Kirsten McEwan i jej współpracownicy robili swoje badanie były miasta. Zbadano blisko 600 dorosłych osób, a wśród nich było 148 uczestników, których wyniki wskazywały na częste problemy ze zdrowiem psychicznym. Za pomocą aplikacji na smartfonie część badanych osób miała dostrzegać dobre rzeczy w miejskiej przyrodzie: ptaki, drzewa, światło, chmury i rośliny między budynkami. Pozostali skupiali uwagę na elementach zabudowy.
Rezultaty? Obiecujące.
U osób obserwujących miejską naturę poprawa dobrostanu utrzymywała się nawet miesiąc później. W całej grupie wzrosła jakość życia. Wśród uczestników z trudnościami psychicznymi zmiana miała znaczenie kliniczne. Przynajmniej część zaobserwowanego efektu można było wyjaśnić wzrostem pozytywnych emocji oraz wzmocnieniem poczucia więzi z naturą.
A zatem nie trzeba więc od razu ruszać do puszczy. Czasem wystarczy coś zauważyć, coś jak drzewo stojące między parkingiem a sklepem albo kwiaty na balkonie. Obserwacja nie rozwiąże naszych problemów, ale sprawi, że poczujemy się lepiej.
Formalnie: odhaczone
Ważne, żeby zrozumieć: nie chodzi o samą obecność w naturze, lecz o rzeczywisty i świadomy z nią kontakt. Więź nie sprowadza się do częstego chodzenia do lasu, posiadania działki ani umiejętności rozpoznawania sikorki bogatki. Choć żadna z tych rzeczy nie zaszkodzi.
Można bowiem być jak geograf z Małego Księcia. Siedzieć wśród map i ksiąg. Wiedzieć wszystko o górach, rzekach i morzach. A jednocześnie nigdy ich nie oglądać, nie dotykać i nie doświadczać. Mieć wiedzę o naturze, lecz nie mieć z nią więzi.
Można przez godzinę spacerować po lesie i właściwie w nim nie być. Można wjechać powozem do Morskiego Oka i nazwać to kontaktem z naturą. Można spędzić dzień nad jeziorem, myśląc wyłącznie o pracy.
Formalnie: odhaczone.
Psychologicznie: wątpliwe.
Natura nie tylko do oglądania
Pójdźmy dalej. Dla tych, którym ciężko przychodzi uwierzyć w to, że jesteśmy tylko częścią większej całości takie małe ćwiczenie Robin Wall Kimmerer, autorki książki Braiding Sweetgrass. Człowiek może uważać się za całkowicie niezależną jednostkę. Wystarczy jednak na chwilę przestać oddychać, by dostrzec słabość tej koncepcji. Kimmerer proponuje, by podczas wdechu pomyśleć o tlenie podarowanym nam przez rośliny. Przy wydechu warto pomyśleć o tym, co oddajemy im w zamian. Nagle okazuje się, że nawet oddychanie jest elementem współzależności. Rośliny nie są biernymi surowcami. Dają nam pokarm, tlen i piękno. My możemy odpowiadać troską i wdzięcznością.
Poczucie więzi z naturą obejmuje to, co o przyrodzie myślimy, oraz to, co wobec niej czujemy. To trochę jak z relacjami międzyludzkimi. Przebywanie z kimś w jednym pomieszczeniu nie oznacza bliskości. Podobnie sama obecność w parku nie tworzy więzi z naturą.
Można znać nazwy wszystkich drzew i traktować las jako magazyn drewna. Można też niewiele wiedzieć o botanice, ale czuć, że los rzeki, parku czy ptaków naprawdę nas obchodzi.
Nawet na psa można spojrzeć kategoryzująco: kundel, chart, wilczarz, chow-chow. Można jednak, patrząc na Tofika, Reksa albo Dianę, zobaczyć coś więcej. Jak pisał Dean Koontz: pies może być żywym dziełem sztuki i przypomnieniem o pięknie natury na czterech łapach.
Szczęście między drzewami?
Badania dość konsekwentnie pokazują, że osoby silniej związane z naturą lepiej funkcjonują. Dotyczy to dobrego samopoczucia, rozwoju, i poczucia sensu życia.
Co ważne, zależność pozostaje widoczna również po uwzględnieniu częstotliwości kontaktu z przyrodą oraz cech społeczno-demograficznych. Mówiąc wprost: nie liczy się wyłącznie to, jak często chodzimy na spacer. Ważniejsza może być relacja, jaką tworzymy z otoczeniem.
Szczególnie ciekawe wyniki przyniosło badanie Lei Barbett i jej współpracowników. Autorzy przeanalizowali dane zebrane od 36 803 osób z 75 krajów. Sprawdzali, czy więź z naturą wiąże się z poczuciem sensu życia, nadzieją, satysfakcją, optymizmem, uważnością oraz radzeniem sobie w trudnych sytuacjach.
We wszystkich tych obszarach zależność była dodatnia, i co równie ważne, utrzymała się po uwzględnieniu wieku, płci i kraju zamieszkania badanych.
Najsilniejsze wyniki dotyczyły uważności i odporności. Najsłabsza była zależność z ogólną satysfakcją z życia. Kontakt z naturą nie sprawi więc od razu, że uznamy całe życie za wspaniałe. Może jednak pomóc nam być bardziej obecnymi. Lepiej regulować emocje. Skuteczniej przechodzić przez trudne momenty.
Zielona kotwica
Dlaczego więź z naturą może pomagać?
Po pierwsze, natura przenosi uwagę z ciągłego analizowania siebie na coś większego. Drzewo nie pyta nas o wyniki, termin oddania tekstu ani liczbę nieprzeczytanych wiadomości. Jest. Rośnie. I przynajmniej na razie nie organizuje spotkań na Teamsach.
Po drugie, naturalne procesy porządkują doświadczenie. Pory roku, wzrost roślin i powrót ptaków przypominają, że życie składa się z cykli. Nie wszystko musi wydarzyć się natychmiast.
Po trzecie, natura może być źródłem sensu i tożsamości. Dla jednej osoby będzie to ogród. Dla innej góry, fotografowanie ptaków albo troska o pobliską rzekę. Zyskujemy coś, o co możemy dbać.
Jak tę więź rozwijać?
Nie trzeba przeprowadzać się do chatki w Bieszczadach. Badacze z University of Derby wskazują pięć prostych dróg.
· Pierwszą są zmysły: słuchanie ptaków, dotykanie kory i zauważanie zapachów.
· Drugą są emocje: świadome dostrzeganie spokoju, radości i zachwytu.
· Trzecią jest piękno: fotografowanie, rysowanie albo zatrzymanie się przy czymś, co nam się podoba.
· Czwartą jest znaczenie: odnajdywanie natury w opowieściach, wspomnieniach i osobistych symbolach.
· Piątą jest współczucie. Czyli robienie czegoś dla przyrody. Sadzenie roślin. Tworzenie schronienia dla owadów. Pomoc w ochronie lokalnego terenu.
Nie chodzi więc tylko o to, by „wyjść na dwór albo na pole”.
Trzeba zacząć zauważać.
Bez robienia z lasu apteki
Ostrożność jest potrzebna. Duża część badań ma charakter korelacyjny. Nie zawsze wiadomo, czy więź z naturą poprawia dobrostan, czy osoby spokojniejsze i bardziej uważne łatwiej taką więź budują. Badanie z 75 krajów opierało się na niereprezentatywnych próbach, z dużym udziałem studentów. Dane zbierano w czasie pandemii.
Nie należy więc przepisywać spaceru po parku zamiast terapii, leczenia czy zmiany trudnych warunków życia. Natura nie rozwiąże problemów finansowych, konfliktu w pracy ani samotności.
Może jednak przypominać, że świat nie kończy się na naszych obowiązkach. Może dawać chwilę spokoju, zachwytu i przynależności. A gdy zaczynamy postrzegać przyrodę nie jako dekorację albo zasób, lecz jako część własnej historii, zyskują obie strony.
My czujemy się trochę lepiej.
A przyroda ma większą szansę, że nie pozostaniemy wobec niej obojętni.
