Ja mam rację a Ty jesteś idiotą! Żołnierz, który nie zauważył końca wojny

W 1974 roku japoński żołnierz wciąż prowadził działania wojenne, nie wierząc, że II wojna światowa dawno się skończyła. Brzmi jak absurd? A jednak mechanizm, który za tym stoi, działa w każdym z nas — i wpływa na to, jak myślimy o polityce, nauce i codziennych sprawach.

Ja mam rację a Ty jesteś idiotą! Żołnierz, który nie zauważył końca wojny

Żołnierz, który walczył 30 lat za długo

W 1944 roku Hiro Onoda trafia wraz z innymi japońskimi żołnierzami na jedną z filipińskich wysp. Zadanie jest proste: jeśli pojawią się Alianci — sabotować, robić wypady, uprzykrzać życie.

Problem w tym, że Onoda potraktował ten rozkaz… bardzo serio. Tak serio, że wykonywał go aż do 1974 roku. Wysadzał budynki, atakował ludzi, żył w dżungli, żywiąc się bananami, kokosami i mięsem krów podkradanych lokalnym rolnikom.

Czy wiedział, że wojna się skończyła?

Trudno orzec. Jedno jest pewne — miał wiele okazji, żeby się o tym dowiedzieć. Filipińskie władze zostawiały mu informacje przy szczątkach krów, które zabijał. Zrzucano ulotki z samolotów. W lesie zostawiano aktualne gazety . Były nawet listy od jego rodziny z prośbą, żeby wrócił do domu.

I nic.

Onoda uznawał to wszystko za propagandę wroga.

Co więc go przekonało?

Dopiero jego dawny dowódca. Odnaleziony po latach, prowadzący spokojnie księgarnię, przyjechał na wyspę Lubang i osobiście odwołał rozkaz. Dopiero wtedy Onoda złożył broń.

Dlaczego ignorujemy fakty, które nam nie pasują?

Ta historia reprezentuje ekstremum, ale mechanizm jest bardzo powszechny. Bo, jak za chwilę pokażę, każdy z nas to taki trochę Hiro Onoda.  Kiedy jesteśmy do czegoś przekonani, ignorujemy informacje, które temu przeczą. Z kolei, szukamy i doceniamy te, które utwierdzają nas w tym, w co wierzymy.

A co z resztą? Nic takiego; odrzucamy, ignorujemy, podważamy. Psychologia ma na to nazwę: efekt potwierdzenia.

Badanie, po którym ludzie stali się bardziej radykalni

W jednym z klasycznych badań zapytano ludzi o ich stosunek do kary śmierci. Następnie dano im do przeczytania artykuły — jedne za jej stosowaniem, inne przeciw.

Myślicie może, że przytoczone w artykułach argumenty, dane i wskaźniki coś zmieniły?

To myślcie dalej. Nikt, dosłownie nikt, nie zmienił zdania.

Co więcej — większość badanych zagęściła swoje poglądy. Zwolennicy byli jeszcze bardziej „za”, przeciwnicy jeszcze bardziej „przeciw”. Obie strony czytały te same teksty, ale przetwarzały je zupełnie inaczej.

To, co pasowało do ich przekonań — było „rozsądne i dobrze udokumentowane”.
To, co im przeczyło — „słabe, stronnicze i pełne błędów”.

Ja mam rację a Ty jesteś idiotą! Żołnierz, który nie zauważył końca wojny
W 1974 roku japoński żołnierz wciąż prowadził działania wojenne, nie wierząc, że II wojna światowa dawno się skończyła. Brzmi jak absurd? A jednak mechanizm, który za tym stoi, działa w każdym z nas — i wpływa na to, jak myślimy o polityce, nauce i codziennych sprawach.@ekonomiaszczescia#psycholog…

A zatem nie chodzi o brak wiedzy

I teraz ważna rzecz: to nie jest kwestia tego, że ludzie są niewyedukowani.

Na przykład w USA stosunek do zmian klimatu nie zależy aż tak bardzo od poziomu wykształcenia, ważniejsze są podglądy polityczne. Zwolennicy demokratów częściej uznają, ze wina za zmiany klimatyczne spoczywa na człowieku, republikanie — nie tylko rzadziej wierzą w zmiany klimatyczne ale też jeżeli już je dostrzegają to nie dostrzegają w tym winy człowieka.

Nie zaskoczyłem, prawda? Tego się spodziewaliście, ale przecież nie pisałbym o tych badaniach, gdyby nie było w nich czegoś, co jednak nie poszło tak jak nakazuje zdrowy rozsądek. Okazało się bowiem, że im większa była wiedza naukowa u republikanów, tym mniej wierzyli w to, że zmiany klimatu są powodowane przez człowieka. Z kolei u wyborców demokratycznych było odwrotnie; im większa wiedza, tym silniejsze przekonanie, że ludzie niszczą planetę.

Wiem, ci którzy nie lubią republikanów zaraz wyciągną z tego wniosek, że to wyborcy Trumpa są jacyś dziwni. Prawda jest jednak taka, że szukanie potwierdzenia własnych poglądów jest wspólne dla nas wszystkich, bez względu na to na kogo głosujemy. Dla mnie przerażające, bo pokazuje, jak naiwnym jest myślenie w rodzaju: „gdyby tylko ludzie wiedzieli, gdyby rozumieli, to by myśleli/robili inaczej.

Konkluzja z tych badań jest inna:  sama wiedza nie zawsze pomaga nam dostrzec rzeczywistości. Czasem pomaga nam tylko… znaleźć argumenty aby lepiej bronić własnych przekonań.

Nasz mózg nie jest bezstronnym sędzią

Pośrednio badania, które cytowałem, pomagają nam docenić rolę edukacji szkolnej. Kiedy jesteśmy dziećmi, proces dołączania nowych informacji jest naturalnym elementem nabywania wiedzy. Kiedy jesteśmy starsi, odbywa się to inaczehj. To trochę tak, jakbyśmy chcieli budować całkowicie nowy dom na fundamencie starego budynku. Im bardziej fundament jest nie do ruszenia, tym trudniej zaproponować nową bryłę.

Paradoks pewności siebie

Dobrze ilustrują to badania, w których połączono dane behawioralne (czyli to, jak ludzie się zachowują) z modelami aktywności mózgu i pokazano, że wysoka pewność swojej decyzji wyraźnie zmienia sposób, w jaki przetwarzamy nowe informacje po jej podjęciu. Im bardziej jesteśmy przekonani, że mamy rację, tym bardziej nasz mózg „ustawia się” tak, żeby wzmacniać informacje zgodne z naszym wyborem. To właśnie moment, w którym rodzi się efekt potwierdzenia.

Co ważne, ten mechanizm zaobserwowano w bardzo prostych zadaniach percepcyjnych — takich, które nie mają emocjonalnego ani ideologicznego ciężaru. Wysoka pewność zniekształca samo przetwarzanie nowych informacji. Mózg zaczyna „ważyć” dowody nierówno — bardziej ufa tym, które potwierdzają wcześniejszą decyzję, a ignoruje te, które jej przeczą. To już klasyczny efekt potwierdzenia.

Co więcej, badania aktywności mózgu (z użyciem MEG i algorytmów uczenia maszynowego) pokazały, że ten efekt ma swoje wyraźne „odbicie” neuronalne. Dosłownie widać, że pewność siebie zmienia sposób, w jaki mózg zbiera i integruje nowe informacje — jakby filtrował rzeczywistość przez pryzmat wcześniejszego wyboru.

Jednocześnie wyniki podważają popularne przekonanie, że efekt potwierdzenia wynika z potrzeby większej pewności. Często myślimy, że ktoś czuje się niepewny, więc potrzebuje jakoś doładować koksem swoje argumenty. Tymczasem jest wręcz przeciwnie — najsilniej pojawia się wtedy, gdy pewność już jest wysoka. To trochę jak zamknięcie drzwi na klucz… mimo że nikt nie próbuje wejść.

Co z tym zrobić?

Dobra wiadomość jest taka, że możemy nad tym pracować.

Pomaga metapoznanie — czyli świadomość tego, jak myślimy i jak bardzo jesteśmy pewni swoich racji.

Bo problem nie zaczyna się od tego, co myślimy.

Zaczyna się od tego, jak bardzo jesteśmy pewni, że mamy rację… i co robimy z informacjami, które pojawiają się później.