Czy to, co uznajemy w życiu za ważne, ma znaczenie dla naszego szczęścia?
Czy życie zgodne z własnymi wartościami wystarczy, by być szczęśliwym? Niekoniecznie. Nie wszystkie wartości prowadzą do dobrostanu, nie zawsze możemy według nich żyć, a czasem dostajemy dokładnie to, czego chcemy – i wcale nie czujemy się lepiej.
Co właściwie mówią nam wartości?
Twoje umiejętności mówią ci o tym, co potrafisz. Twoje zainteresowania – o tym, co lubisz robić. Twoje wartości natomiast mówią o tym, co sprawia, że twoje życie ma sens. Jeżeli to, co robisz, uznajesz za pozbawione sensu, to nawet gdy jesteś w tym dobry, a robienie tego daje ci przyjemność, w końcu popadniesz w wyczerpanie i cynizm.
Sens życia, czyli życie zgodne z tym, co ważne
Autor zmieniających życie książek Viktor Frankl sugerował, że poszukiwanie sensu stanowi jedną z podstawowych ludzkich motywacji. Potwierdzają to wyniki kolejnych badań, z których wynika, że poczucie sensu wiąże się nie tylko z lepszym samopoczuciem i zdrowiem, ale także z lepszym funkcjonowaniem na co dzień.
„Sens życia” to ciągle jednak jedna z tych wielkich abstrakcji, z którymi mierzą się filozofowie, przeintelektualizowani pisarze pozujący do zdjęć z papierosami w dłoni i Monty Python.
Nie będę tego roztrząsał. Po prostu przyjmę, że życie człowieka ma sens wtedy, gdy żyje on zgodnie z tym, co ceni, zgodnie ze swoimi wartościami, tylko że… No właśnie, tylko że wartości, które uznajemy za ważne, może być dużo, a każda z nich motywuje nas do czegoś innego i wymaga innych decyzji, zachowań, ba, nawet myśli.
Co właściwie cenimy?
Najbardziej znana na świecie jest teoria podstawowych ludzkich wartości Shaloma Schwartza. Schwartz przeprowadził badania w 82 krajach. Na tej podstawie zidentyfikował 10 podstawowych typów wartości. Wśród nich są:
· samokierowanie – co sprowadza się do niezależności w myśleniu i działaniu i jest szczególnie widoczne przy dokonywaniu wyborów, tworzeniu i eksplorowaniu;
· hedonizm, czyli cenienie przyjemności i cieszenie się życiem;
· stymulacja, rozumiana jako poszukiwanie podniet i nowości;
· osiągnięcia, czyli dążenie do sukcesów;
· władza – osiąganie pozycji społecznej, a także kontrola ludzi i zasobów;
· bezpieczeństwo – pewność, że jest się bezpiecznym;
· konformizm – ograniczanie działań, które naruszają powszechne normy i oczekiwania;
· tradycja – zwyczaje i symbole cenione przez grupę, w której jesteśmy;
· duchowość – cenienie wierzeń i obyczajów nadających życiu spójność i sens;
· i w końcu: życzliwość – troska o codzienne dobro bliskich nam ludzi.
Dodajmy, że jest jeszcze uniwersalizm, tj. tolerancja dla różnorodności, dbałość o pomyślność wszystkich ludzi i troska o naturę, ale tego typu Schwartz nie wyróżnił teoretycznie, choć konsekwentnie badał.
W porządku, wiemy, jakie są typy wartości. Co dalej? Zarówno Schwartz, jak i Frankl twierdzą, że gdy postępujemy zgodnie z tym, co cenimy i w co wierzymy, nasze życie nabiera sensu. Przy czym, zdaniem Frankla, nie chodzi wcale o jakiś ogólny, wielki sens życia, ale sens, jaki odczuwamy tu i teraz, jako konkretna osoba w konkretnym momencie.
A co gdy chcemy wielu rzeczy naraz?
I tu pierwsza wątpliwość. Czytając listę wartości opisanych przez Schwartza, na pewno zauważyliście, że nie tylko niektóre z nich mogą stać ze sobą w sprzeczności (np. samokierowanie i konformizm), a inne się ze sobą łączyć (np. stymulacja i hedonizm), ale też, że bardzo możliwe jest, iż nasz układ wartości zmienia się w czasie. Życie zgodnie ze wszystkimi naszymi wartościami jest trudne, żeby nie powiedzieć niemożliwe, o czym przekonują się często choćby nastawieni na osiągnięcia, hołdujący życzliwości rodzice małych dzieci. Do tego jeszcze oczywista oczywistość: różnimy się między sobą w tym, jakim wartościom hołdujemy.
Czy naprawdę wszystko jedno, co cenimy?
Badania sugerują, że dobrostan wiąże się z życiem zgodnym z własnymi wartościami. A zatem jestem szczęśliwy, gdy to, co robię, to, co wybieram, jest spójne z tym, co cenię i co jest dla mnie ważne. Jest jednak coś, co mnie szczególnie zaciekawiło. No bo jeżeli uznamy, że postępowanie w zgodzie z własnymi wartościami nadaje naszemu życiu sens, to czy naprawdę nie ma znaczenia, jakim wartościom hołdujemy? Czy z punktu widzenia naszego dobrostanu nie jest istotne, czy stawiamy na przykład na życzliwość czy władzę?
No bo tak, szukając analogii: jasne jest, że jeżeli lubię pierogi, a ty lubisz schabowego, to oboje będziemy szczęśliwi, gdy dostaniemy nasze ulubione potrawy. Zauważcie, żadna z tych potraw nie jest, co do zasady, zła, szkodliwa czy nieakceptowana społecznie. Pytanie jest jednak takie: czy w długim okresie szczęśliwsi są pierogożercy czy raczej schabożercy.
Na pewno rozumiecie, o co mi chodzi: pieniądze, sukces, bezpieczeństwo, rodzina, wolność, pomaganie innym, przyjemność, rozwój, troska o dobro innych – intuicja podpowiada, że dążenie do tych celów nie musi przynosić takich samych skutków. A co mówi nauka?

Czy są wartości bardziej i mniej „szczęściogenne”?
Shalom Schwartz wraz z Florencią Sortheix przejrzał badania dotyczące związku wartości z subiektywnym dobrostanem. Ogólny obraz jest dość wyraźny, choć daleki od prostoty.
W badaniu opublikowanym w 2023 roku, obejmującym ponad 324 tys. osób z 31 krajów europejskich, pokazano, że średnio z wyższym dobrostanem wiązały się konformizm, tradycja, życzliwość, samokierowanie i hedonizm. Z niższym – uniwersalizm, czyli troska o dobro wszystkich ludzi i środowiska, oraz władza.
Brzmi jak gotowa recepta? Niekoniecznie. Autorzy badania pokazali jednocześnie, że siła, a czasem nawet kierunek tych zależności, bardzo różniły się między krajami. Ta sama wartość mogła wiązać się z większym dobrostanem w jednym kraju i z mniejszym w innym.
Szerszy przegląd badań daje nieco bardziej stabilny obraz w odniesieniu do kilku wartości. Samokierowanie, stymulacja jako poszukiwanie nowych doświadczeń i wyzwań oraz troska o bliskich często wiążą się z wyższym dobrostanem. Władza – rozumiana jako dążenie do statusu, dominacji i kontroli – dość konsekwentnie wypada gorzej. W przypadku bezpieczeństwa, tradycji, konformizmu, osiągnięć czy uniwersalizmu wyniki są bardziej zależne od kontekstu.
Dlaczego?
Rozwijać się czy bronić tego, co mamy?
Jedno z wyjaśnień odwołuje się do różnicy między wartościami związanymi z rozwojem – przekraczaniem własnego ja, a wartościami nastawionymi na ochronę siebie przed zagrożeniem – umacnianiem status quo. Możemy działać dlatego, że chcemy się rozwijać: być bardziej autonomiczni, poznawać świat, wykorzystywać swoje możliwości i budować relacje. Możemy też cenić głównie bezpieczeństwo, unikanie zagrożenia, zachowanie dzisiejszej pozycji czy zdobywanie akceptacji. W teorii Schwartza ten drugi zestaw wartości jest silniej powiązany z kontrolowaniem lęku i ochroną siebie, podczas gdy pierwszy wiąże się z rozwojem. Mówiąc wprost, częściej jesteśmy szczęśliwsi, gdy się rozwijamy i budujemy relacje, rzadziej, gdy bronimy tego, co mamy.
Nie ma jednej listy wartości prowadzących do szczęścia. Dzieje się tak, gdyż to, jak wartość, którą się kierujemy, wpływa na nasze szczęście, zależy od czasu i miejsca, w którym jesteśmy. Wyobraźmy sobie kogoś, dla kogo bardzo ważne są osiągnięcia. W stabilnym, zamożnym społeczeństwie nieustanna rywalizacja i potrzeba sukcesu mogą niewiele wnosić do dobrostanu. Inaczej będzie w środowisku, w którym zasoby są ograniczone. Ambicja, zaradność i gotowość do walki o swoje mogą pomagać skuteczniej radzić sobie z rzeczywistością, a przez to czynić nas szczęśliwszymi. Ta obserwacja ma swoje potwierdzenie w wynikach badań. Poziom rozwoju społeczno-ekonomicznego i kultura wyraźnie zmieniają relację między wartościami a szczęściem.
Wartości nie działają w próżni
Idźmy dalej: wartości nie działają w próżni. Dobrze pokazuje to badanie porównawcze przeprowadzone w trzech tak bardzo różnych od siebie krajach: USA, Mozambiku i Portugalii. Okazało się, że życzliwość, rozumiana jako troska o bliskich, była dodatnio związana z satysfakcją z życia we wszystkich trzech krajach. Jednak cenienie ekscytacji, nowości i wyzwań wiązało się z większą satysfakcją z życia w USA i Mozambiku, ale nie w Portugalii. Z kolei przywiązanie do tradycji było dodatnio związane z satysfakcją w Mozambiku i Portugalii, ale nie w USA.
W filmie łatwo być wiernym sobie. Trudniej być z tym szczęśliwym
W wielu filmach czy książkach obserwujemy herosów, którzy buntują się przeciw temu, co jest cenione w ich otoczeniu. Pomyślmy o Antygonie, Winstonie Smithie z Roku 1984 czy Katniss Everdeen z Igrzysk śmierci. Podziwiamy ich właśnie dlatego, że nie chcą zaakceptować wartości świata, w którym przyszło im żyć. Są wierni sobie, choć otoczenie wymaga od nich czegoś zupełnie innego. Tyle że za tę niezłomność płacą wysoką cenę. W literaturze i filmie wygląda to heroicznie. W zwyczajnym życiu ciągły konflikt między tym, co ważne dla nas, a tym, co ważne dla ludzi wokół nas, oznacza raczej napięcie, samotność i frustrację. Do szczęścia nie wystarczy więc żyć zgodnie ze swoimi wartościami. Pomaga również życie wśród ludzi, którzy przynajmniej część tych wartości podzielają.
A czy w ogóle możemy żyć tak, jak chcemy?
Jeszcze ważniejsze jest jednak to, czy możemy żyć zgodnie z tym, co naprawdę cenimy. Nie zawsze się da. Czasem wybieramy pracę, która niewiele ma wspólnego z naszymi wartościami, ale za to pozwala utrzymać rodzinę.
I tu pojawia się prosta zależność: najbardziej cieszy nas to, co dobrze układa się w tych obszarach, które są dla nas ważne. Dla jednych będą to sukcesy zawodowe, dla innych dobre relacje. Dlatego nawet wielkie osiągnięcie nie musi automatycznie dawać szczęścia. Literacki Nobel dla Boba Dylana? Prestiż ogromny, ale skoro sam Dylan nie pojawił się nawet na ceremonii wręczenia nagrody, można podejrzewać, że nie był to akurat ten rodzaj sukcesu, dla którego wstawał rano z łóżka.
Możesz dostać to, czego chcesz, i nadal nie być szczęśliwy
W przeciwieństwie do Dylana my częściej wpadamy w prostą pułapkę: możemy dostać dokładnie to, czego chcieliśmy, i wcale nie poczuć się szczęśliwsi.
Nie każdy cel działa na nas tak samo. Postępy w tym, co daje nam poczucie autonomii, bliskości czy rozwoju, częściej idą w parze z większym dobrostanem niż pogoń za pieniędzmi, prestiżem i uznaniem.
Dobra wiadomość jest taka, że nasze wartości nie są raz na zawsze ustalone. Badania podłużne pokazują, że gdy ludzie stawali się mniej materialistyczni, ich dobrostan rósł. Kiedy zaś coraz większe znaczenie zaczynało mieć posiadanie i status, satysfakcja z życia spadała. Innymi słowy: zmieniając to, czego chcemy od życia, możemy zmienić także to, jak dobrze się w nim czujemy.
Może więc zamiast pytać wyłącznie:
„Jak osiągnąć to, czego chcę?”
warto od czasu do czasu zadać pytanie wcześniejsze:
„Dlaczego właściwie właśnie tego chcę?”
Wartości nie są jedynie eleganckimi deklaracjami. Kierują naszą uwagą, wyborami i celami. Decydują, za czym biegniemy. A od tego, za czym biegniemy, w niemałym stopniu zależy, jak będziemy się czuli zarówno w czasie biegu, jak i wtedy, gdy przekroczymy metę.
